Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla mamy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla mamy. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 lutego 2014

Świecą w ciemności...

Thank You Ana for sharing with me this idea!!!!

No, nie wiem co napisać. Zaczynam i zaczynam i nic. Jak krew z nosa... Swoją drogą dziwne to powiedzonko, bo krew z nosa to sika bez przeszkód i strumieniem - zupełnie nie jak słowa do tego posta. A wiem co mówię bo w suchym klimacie, o bardzo dużej amplitudzie temperatur, w jakim żyjemy, Łobuzom ta krew z nosa tryska jak z fontanny:).  I już nawet nie robi wrażenia na czułym, matczynym sercu:).
Uff, jakoś poszło. Krwawo trochę ale cóż takie życie... A tak na marginesie miało być o Aztekach. No, żeby tak nie skłamać to o azteckich wzorach. Niezamierzonych. Ale takie wyszły. Sama nie wiem. Ale mój M. tak mówi. A Jemu trzeba wierzyć:) Chociaż z zmierzenia to krzyże miały być. I są chyba... Azteckie? Indiańskie? Czyżby jakaś indiańska iskierka od mojej córki "Czejenki" (Czejenka bo urodzona w Cheyennne - czyli mieście Czejenów) przeskoczyła do mnie? Nie wiem sama...
Już pewnie wszyscy się domyśliliście o co chodzi. Bo widać. Widać, nie? Nowe twory krainowe. Świecą w ciemnościach. Taką już mają naturę - świecącą... ŚWIECE.
Zwykłe woskowe, najtańsze ale trudne do znalezienia w tym kraju, bo.... bezzapachowe. A tu jakoś na półkach w sklepie zapach zapachem przeganiany. A my zapachu nie trawimy a właściwie kichamy na nie i płaczemy... Szczególnie matka w Krainie. A jeżeli jeszcze ktoś zapali taką pachnącą w pobliżu kwiatów i każe Matce śpiewać (co się zdarza co niedziela gdy się modlimy z dziećmi niedzielnie - znaczy śpiewanie nie zapalanie:)).... brrrr to horror poprostu. Matka gotowa zaniemówić. I kto na dzieci będzie krzyczał? kto ja się pytam? Tak więc mimo, że te powyższe dla gości były, na prezenty, na Gwiazdkę. (tak wiem, że Boże Narodzenie już dawno minęło, w ZESZŁYM roku było ale jakoś mi tak szybko minęło....) to i te bez zapachu. Zwykłe takie. Do czasu...

Bo jak widać Matka poprzyklejała na nie wzorki. Z gliny. Tak, z gliny. Takiej schnącej na powietrzu. Klejem posmarowała od spodu i z wierzchu, i zostawiła na 24 h. No, krócej trochę bo czas gonił, prawda, Wigilia się zbliżała i goście mieli przyjść. Jak podeschło już nieźle to farbki wyjęła, błyszczące takie niektóre, i pomalowała. Zabawa jest przednia przy tym a i pożyteczna, bo gości ucieszyć prezentem rzecz pożyteczna chyba, nie?:)
A teraz  czekają na mnie 32 nowe świece do ozdobienia na Pierwszą Spowiedź w parafii i dawno powinnam zacząć ale tak chodzę dookoła i chodzę, i myślę, bo mi te azteckie wzory nie leżą dla dzieci i nie mogę zacząć.... A pomysły kłębią się pod fryzurą i kłębią i tak dzień za dniem...Może jutro jakiś dobry począteczek się uda? Co? Nadzieję mam.

I tak na koniec trochę ploteczek. Więc przenosimy się. Więc  jeszcze nie teraz. Mamy nadzieję latem, w wakacje ale nie wiemy jeszcze zależy to od kilku rzeczy. 
Jedziemy do .... Bostonu. Na nową misję. Nasz rodzina będzie częścią misji "ad gentes". To znaczy, że kilka rodzin katolickich wraz z księdzem, socjuszem księdza i 2-3 Kobietami stanu wolnego (znaczy panna albo wdowa nie, że się nie rusza:) tworzą parafię od podstaw. W miejscu gdzie Kościół umiera. Najczęściej w dużych zachodnich aglomeracjach. Tworzą tzn. modlą się i ewangelizują nie, że organizują jakąś instytucję. W Europie działa już 56 takich misji i powstają nowe. W USA są 4. I dwie nowe powstaną w Filadelfii. A my do Bostonu. Cieszymy się bardzo i oczywiście mamy mnóstwo pytań organizacyjnych ale to akcja z gatunku tych co to tylko Pan Bóg ogarnia i tyle.

A i oficjalnie dementuję plotkę jakobym stan odmienny miała , że niby przeprowadzkowa tradycja. Nie jestem. Ale nie powiem chcielibyśmy:) Intencjonalnie czekamy na Siódemkę(a)... A tradycja jest faktem. Tylko jeden wyjątek był. Jak się do USA sprowadzaliśmy. Wtedy byłam solo:) A wszystkie inne 3 razy w duecie. ...

niedziela, 1 grudnia 2013

Sposób na chandrę:)

 Środa.
Śnieg stopiony. Słońce świeci a Łobuzy szeleszczą.  Szurają nogami... no, może bardziej grabiami:) Do worków nagarniają. Liście, oczywiście. Słoneczko świeci, witamina D stadami się wchłania. Prawie jak wiosna... żeby nie te szarobure liście. Co to już miesiąc temu trzeba było zgarnąć ale jakiś cudem poczekały. A w domu Mama na odkurzaczu lata. Takim ciężkim na wodę, znalezionym latem na wyprzedaży za 5$, w stanie prawie nie używanym. Oh, ten odkurzacz to ratuje Krainę jak może uważny czytelnik się domyśli, wyłożoną amerykańską wykładziną zwaną przez Tubylców : carpet-em. No i lata ta Mama i lata, a maszyna warczy i burczy, a przed domem i za domem liście, szeleszczą i szeleszczą i w workach znikają, ach, znikają.
Ciemno już dawno a przy kuchennym stole (który bywa też stołem salonowym jadalnym, komputerowym oraz pracownią plastyczną a nawet szwalnią:) Jakieś zmęczone osobniki jeszcze w memory grają i scrabble. (Nareszcie!!! grają ze mną w scrabble!!!!)
 Czwartek. 
Kolejny dzień wolny. Ten Dzień. Wszyscy wokoło wdzięczni. Każdy inaczej, za co innego ale i w naszej gazetce pojawiły się nowe Słowa Tygodnia : Dziękczynienie, Święto, Rodzinne... Koło południa przyjeżdżają z Denver Goście. Dwóch. W sumie jak co roku, ale tego roku do końca nie było pewne, że przyjadą. Seminarzyści. Polak i Chorwat z Bośni. Bardzo oczekiwani goście. Szarlotka upieczona, choć kombinowanym sposobem:) Bigos wyciągnięty z zamrażalki już, już prawie dochodzi. Chleb codzienny, świeżutki. Smalec, mniam, mniam. Do tego dodatek przez M. przygotowany, cytrynowo-słodki;) I polskie dania jak znalazł. I cola się znalazła cudem prawie:). Ale to na później. Najpierw idziemy na INDYKA. Jak co roku znowu. Do przyjaciół. Całkiem amerykańskich. W domowej, atmosferze posmakować TEGO Święta. Spacerkiem 20 min. Jesteśmy. A potem wracamy. Siedzimy, gadamy, gramy. Tak spokojnie, cicho (!)... Chwile jak do albumu ze zdjęciami. Na pamiątkę. Oddech taki...
 Piątek.
Ciągle wolne. Szkoła zamknięta:) Wczorajsza atmosfera już trochę prysła. Proza codzienna przygniata. A co będzie na obiad? Szperam po lodówce. Jakieś polskie smaki chodzą mi po głowie. Knedle? eh, mniam, mniam... Ale, ziemniaków brak. Nie mówiąc o śliwkach, które można by ewentualnie czymś zastąpić... O, są jagody (właściwie borówki amerykańskie ) mrożone, jeszcze się ostały cudem jakimś przez żarłocznymi Łobuzami. No, to może pierogi? Taak! Do dzieła!
Ciasto "zagnietliśmy" silnymi  rękami M. z tego przepisu (polecam). Pomagali wszyscy lepić, wrzucać, zjadać:) to i szybko poszło. Choć pierogów ok. 75 było jeśli nie więcej. Tak to już jest w tej Krainie to, co smaczne znika w zatrważającej ilości, a nawet i mniej smaczne też jak zlecą się wygłodzone stada:)
 I tak nam się polsko-domowo zrobiło. I takie języki czarne. I palce lepkie:) A Mania chyba jednak pierogi bardziej lubi nawet od steków, amerykanka nasza mała:) ojców potrawy z lubością wciąga, he he. Zjadła tyle co dorośli. Ciągle zastanawiamy się gdzie ona to chowa. Oglądamy Ją ze wszystkich stron, przyglądamy się uważnie czy gdzieś pod stół nie rzuca i nic. Tajemnica. Chyba gdzieś w "chmurze" na zapas chowa. Jakiś przesył danych czy co:):)

poniedziałek, 18 listopada 2013

Usypianeczka taka mała laleczka...

Przed domem rośnie drzewo. Na drzewie są fajne takie przytulne miejsca. Aż trudno się oprzeć żeby się nie wspiąć i nie usadowić. Poczytać. Podumać. Rozmyślać. Tak, tak są tacy w Krainie co uwielbiają tam przesiadywać. Ale, ale dzisiaj wyjrzawszy za okno miejsce ujrzałam ZAJĘTE! Ktoś tu przybył i siedzi. Śpi, nawet zdaje się... Laleczka taka jakaś...

 No, chrapie aż w domu słychać. Wstydziłaby się, południe już dawno minęło!

Zbliża się. Chyba zaraz zapuka do drzwi. 

No, patrzcie jaka księżniczka! Już w kwiatach się umościła i chrapie znowu!


-Mamo, co robisz? - Jaś zagląda mi przez ramię.
Laleczkę - Usypianeczkę, takiego "usypiaczka" małego - odpowiadam
O, może być dla mnie? Bo ja tak nie szybko usypiam (jakieś sekund 5 - dopisek mamy:)
I przydałaby mi się taka Usypiaczka... - Spokojnie przekonuje mnie Synek...

Ale ... Usypianeczka już przejęta. Bez pytania. W drodze aneksji. Całkowitej...


A czapka zrobiona dla 3-letniego chłopca, Mania jako modelka pozuje do zdjęć:) Więcej  na Orchards Crafts, zapraszam:)

środa, 23 października 2013

Jak to Mania mamie pomagała...

Mama się bawi. Kolczyki produkuje masowo:) To i Mania chce się bawić. Mama nawleka, przewleka, dopasowuje, bigle zaczepia na szydełkowych cudeńkach. Mania też chce! I tak to wygląda. Koraliczki w pokryweczkach od maminych skarbów. Kilka skarbów wyżebranych i zabawa wre.
 I tak sobie razem pracowałyśmy. Ja skupiona i Ona skupiona. Ja tworzę i Ona tworzy:)
 
 Po jakimś czasie  - odkrycie! Pudełeczko zamknięte. No,  to machamy. Wow, ale grzechoce, super!
 A teraz doprosiła się Mania więcej. Jakie to ciekawe! Co ta Mama tu zrobiła? Z czego to? takie śmieszne koraliki... Wyglądają prawie jak cukierki... Księżniczka lubi takie kamyczki:)

 Fajnie tak z Córeczką się bawić. Wcale to nie nudne, jak Mama nie ma czasu:) Za to ile ciekawych rzeczy można obejrzeć, dotknąć, eh, super jest!
 A Mamie Łobuzów przypominają się czasy kiedy najwspanialszą zabawą było zaglądanie do wielkiego biurka Mamy i Taty gdzie kryło się mnóstwo przyborów kreślarskich, kredek, ołówków, węgielków, rapidografy i inne nieodgadnione przyrządy, i nawet zwykła temperówka na żyletkę kryła w sobie TAJEMNICĘ... No i ten zapach, ciągle go czuję... Trochę kurzu, trochę rozlanego tuszu, pyłu z kredek i ołówków... Zapach dzieciństwa:)
I rozumiem M3, który z wielkim namaszczeniem i radością używał MAMY akwarele. I nie mógł się doczekać...:)

Zajrzyjcie na Orchards Crafts  - naszego nowego bloga gdzie Mama Łobuzów umieszcza efekty swoich "zabaw":):) Zapraszamy!


poniedziałek, 7 października 2013

STO TYSIĘCY!!!!

Mija nam tu w Krainie czas niezwykle szybko. Jak to rezolutnie zauważył dzisiaj M2 minęło już 7 tygodni szkoły!!! (I tu szybko liczący Czytelniku nie martw się, że wychodzi Ci jakaś inna cyfra w zakresie od 5 do 9, my na Dzikim Zachodzie żyjemy, szkoła też jest na Dzikim Zachodzie...). I czy zauważyliście, że szkolne tygodnie jakoś tak myk, myk przemykają... Wakacje, Bogu dzięki, mogliśmy smakować i smakować. No, chyba, że są to wakacje w Polsce... faktycznie mijają zawsze za szybko...
Ale przecież ja nie o tym dzisiaj chciałam. Bo ten czas tak szybko leci i leci a na blogu naszym Krainowym STO TYSIĘCY odsłon stuknęło! i pyka dalej... Tyle Was tu nas  odwiedza i tak bardzo nam miło:). I z tej okazji - jakby tak przy okazji chcemy zaprosić Was do nowego miejsca. Już bardziej tylko Matkowego. Mojego. Takiego o tej radości tworzenia własnych ozdób oraz szerokiej gamy rzeczy użytecznych, nieużytecznych i tych tylko troszkę potrzebnych:). 
ZAPRASZAMY! ZAGLĄDAJCIE!KORZYSTAJCIE! A MOŻE COŚ WAM SIĘ SPODOBA?

środa, 25 września 2013

Stołeczek...

W kuchni w Krainie mamy stołeczek barowy. Stoi i trochę zagraca, młodsze Łobuzy lubią siedzieć na nim i zaglądać Mamie w garnki gdy w nich miesza:). Stary taki, zużyty z popękaną powierzchnią. Coś z nim trzeba było zrobić. Przy serialu, który oglądamy z M. - żeby angielski ćwiczyć, oczywiście - machałam szydełkiem w lewo i w prawo, kombinując z różnych resztek, oj, bardzo, bardzo. I jest. Berecik na stołeczek. Taki rasta trochę jak M. mówi. Pasuje do doniczki na stole:)
I tak weselej się zrobiło. A zima idzie, idzie... już za rogiem, trzeba się  szykować:)

niedziela, 8 września 2013

Panna Długa Szyja.

Zawitała do nas niedawno. Wzbudziła sympatię jeszcze w trakcie przybywania. Zaprosiłam Ją na sesję zdjęciową. Dygnęła zgrabnie i chętnie udała się do "studia" zdjęciowego.....
Uśmiechała się do mnie. Mrużyła swoje czarne oczy. Mrugała do mnie. Raz jednym, raz drugim... Nachylała zgrabną główkę i w lewo, i w prawo... A ja nic. Pstrykałam i pstrykałam próbując wydobyć z telefonu jakiś efekt... Już zmęczyła się - widziałam. Kwiatki mi zaczęła podgryzać, chruppp, chruppp, z tego wysiłku. Coś mi w końcu zaczęło świtać... Jakaś taka mgiełka zrozumienia jakby się unosiła... Zaraz, zaraz czego tu brakuje?
Rano Łobuzy oszalały z radości. Fruwała pod sufit, salta kręcąc w powietrzu. A dla kogo, mamo, ten KOZIOŁEK?!!! I ten wyraz oczu.. Wyrzut taki w Jej oczach... I zrozumiałam! Olśniło mnie! Brakowało jeszcze.... Sami zobaczcie:
 Ufff, już chyba zadowolona. Nasza Żyrafa Długa Szyja, miała szukać swojego właściciela gdzieś w świecie, ale A. mnie uprosił żeby była dla niego. To miłe , prawda? Czuję się doceniona przez Synka:)

Jemy sobie z Mańką śniadanko. Kanapeczki takie. Z serkiem. Żółtym. Na chlebku naszym własnym, który codziennie pieczemy. Gryz za gryzem. Ja popijam kawką. Mania po pochłonięciu serka, upycha dwiema rączkami całą kromkę do buzi. Masełko przeobraziło się w maseczkę zdrowotną (czy moja córka ma wysuszoną cerę?:)...
ja:
-Córeczko, nie znasz może czystszego sposobu jedzenia?
M:
(po dłuższym zastanowieniu..)
-Nieee!
ja:
Aha.

No, cóż mamy w końcu wodę bieżącą w domu... :)

pozdrawiam
mama wielbicielki kanapeczek... w całości...

środa, 26 czerwca 2013

Spełnione marzenie i w dodatku użyteczne:)

Jak ja lubię czas wakacji! Zawsze można zrealizować coś o czym się od dawna myśli. Albo wymyślić coś nowego. Na brak pomysłów narzekać nie mogę. Generalnie wszystkie Łobuzy pomysłowe są. I nie nudzą się nawet w czasie deszczu. no, chyba, że przychodzi jeden albo drugi i pojękuje: nie wiem co mam robić, mamo (tato).... oj.... Ale mama i tata wiedzą. O co chodzi. O to, żeby chce się na  komputerze pograć. Albo obejrzeć ten konkretny film. Albo nawet zrobić to coś konkretnego czego akurat nie wolno. No, bo to nudne że zasady są, czy że czegoś nie wolno. Eh, tacy staroświeccy rodzice... Ale odpłynęłam daleko od tematu. Bo dzisiaj chciałam się pochwalić. Zrealizowanym marzenio-pomysłem. Nie wiem czy dzieliłam się nim na blogu, czy nie. Nie chce mi się sprawdzać:) Ale odkąd uszyłam sobie, jeszcze przed narodzinami naszej jedynej, jak na razie córki, chusty elastycznej, do noszenia i przytulania - postanowiłam uszyć nosidło - Mej Taj - do tego samego. I udało mi się! Jest! Gotowe do wakacyjnych wpraw w okoliczne góry, do spacerów, uszyte. Nie jestem żadnym mistrzem krawieckim, umiem maszynę włączyć (Teść mnie nauczył) i bardziej używam jej do zabawy niż prawdziwego szycia. A mej taj się uszył. :)
A jutro kończy się koncertem wakacyjna szkoła wiolonczeli Najstarszego. I będzie grał solówkę. A pani załatwiła Mu gratisowe lekcje prywatne, bo mówi, że ma talent chłopak. Fajnie. 
Za domem rozbiliśmy basenik, nawet nie malutki, bo prawie trzy metry na dwa. I taplają się w nim teraz okropnie krzykliwe, pluskające golasy:) Radocha na całego. A upały straszne. Dobrze chociaż, że noce miło chłodne są. 
Dzisiaj przy obiedzie (była Tortilla Chicken Soup) J. płacze: nieee mooogę jeść tej zupy.... za dłuuuuga jest... nieeee mogęęęę zaaaa dłuuuuga.... Ciekawe, myślicie może, że do sufitu? albo że karzemy mu jeść w talerzu dla żyrafy? Nic z tych rzeczy. Mówię do J. : no , wiesz jak będziesz tak do niej płakał, to rzeczywiście za długa będzie. Zrobi się jej dwa razy więcej i  do wieczora nie zjesz. Uśmiał się. I po dłuższym czasie przekonał. Jak zwykle zresztą. (A co miał robić jak niedobrzy rodzice nic innego nie dają a i deseru nie można jeść jak się obiadu nie zje...) A jak ładowałam naczynia do zmywarki to oznajmił: Zawsze róbcie taką zupkę. Pyszna była. :) (i krótka jak rozumiem:):)

wtorek, 25 czerwca 2013

Jak rodzi się talent malarski i o nowym mieszkańcu Krainy...

 Szydełko moim coraz bliższym przyjacielem jest. Odkryłam ostatnio, że można nim wyczarować także zabawki. Tak sobie dziergałam i dziergałam, jak Gepetto niemalże, tylko nie w drewnie i patrzę a tu ktoś do mnie mruga czarnym okiem. Macha pasiastym uchem i za chwilkę merda ogonem... i mówi: jeszcze czapeczkę poproszę! No, dobrze, chwileczkę, mówię ja, momencik zaraz, zaraz już się robi. I jest. Mr. Nie Wiem Jakie Imię Jego Jest towarzyszem J. od dziś został. Z okazji imienin. I następni się na świat pchają. Muszę tym szydełkiem pomachać jeszcze:)
A poza tym, nie wiem czy chwaliłam się, że w wyniku "przeprowadzki" chłopców na dół, odziedziczyłam malutkie biureczko, maleńkie. Po A., który dostał wielkie biurko, bo na Uniwersytecie się ich pozbywali. I M3 też dostał. No, więc ja tak sobie siedzę przy tym biureczku, i rysuję. Jak za dawnych czasów. I farbki dostałam. Akwarelowe. Pełnia szczęścia. Moja Córeczka szybko zorientowała się, że się tu coś ciekawego dzieje. Wdrapała się na krzesło. Bardzo dorosła już jest. Robi to co Mama. Złapała pędzelek, patyczki do uszu, którymi poprawiałam malunek i do dzieła. I tak sobie pomalowałyśmy. W wielki skupieniu. Jak to już Mania ma w zwyczaju:)

Ps. Jestem ostatnio częstym wirtualnym gościem w Deszczowym Domu i stamtąd oraz z innych zaprzyjaźnionych z nimi miejsc zaczerpnęłam odwagę do machania szydełkiem do skutku...Pozdrawiam Mieszkańców DD:)

niedziela, 24 lutego 2013

Walizki w rządku czekają...

No, to pakujemy się. Walizki w rządku rozłożone czekają w "basemencie" już od środy. Co rusz dorzucam coś... Ale ... A teraz środek nocy, jutro jeszcze dzień pełen różnych rzeczy, może jednak same się zapakują? A może niepotrzebne nam wcale?:) Cóż, to się jeszcze okaże... Za nami Pierwsza Spowiedź A. - i nieoczekiwana wielka radość bijąca od wyspowiadanego... Mała urodzinowa imprezka dla Niego, wszak kończy w poniedziałek lat 8. I nie mogę w to uwierzyć! Starzeją mi się dzieci - ja oczywiście nie:). A dzisiaj - wczoraj po Mszy wspólnota pożegnała nas niespodziankową - dla nas - agapą i wzruszyłam się:). M1 zakończył sezon koszykówki zdobywając ze swoją drużyną złoty medal - w turnieju końcowym wygrali wszystkie mecze! Dzielni. M2 i M3 przegrali szkolny mecz (nasza drużyna kontra Harmony) ale grali pięknie czego się nie spodziewaliśmy po odejściu zeszłorocznych 6-to klasistów...  No i M2 niesamowite postępy poczynił w tym sporcie. Od chłopca, który nie wiedział jak wygląda piłka do kosza stał się najlepszym w zasadzie graczem w drużynie umiejącym grać z zespołem. Tak, właśnie należą mu się te pochwały:)
A czy ja pisałam, że Córeczka nabyła krwawą drogą wyrzynania się 3 nowe zęby? I chyba jeszcze idą. Też wybrała sobie czas... Bo marudna jest przy tym dosyć. Biedna. Ale za to wtula się cudnie i lubi bardzo. Nie tak jak M1, który dopóki zażywał rozkoszy karmienia piersią, przytulał się tylko w czasie jedzenia:)

Torcik dla A. zrobiłam rafaello. Moje ulubione ciasto bez pieczenia. Krem budyniowy z wiórkami kokosowymi przełożony na krakersach. Prze 2 i pół roku mieszkania tutaj myślałam sobie: nie mogę zrobić rafaello, nie ma tu budyniu i krakersów.... Po roku nabyliśmy jakoś budyń. Po 2 i pół nagle uświadomiłam sobie, że tu pełno krakersów jest. To kraj krakersów jest. Na pęczki mają. Tysiące rodzajów!. No i rafaello było.
 W tak zwanym międzyczasie wydziergałam trzy kolejne czapki. Jedna jest na prezent do Polski to na razie nie pokażę :) Ale te dwie inne zobaczycie poniżej. I uroczego modela też.
 Chyba jednak wrócę do pakowania. Koniec odpoczynku i blogowania. Walizki wołają, wołają...
Dobranoc.

czwartek, 14 lutego 2013

Wydziergane...

Zbliża się wielkimi krokami nasza podróż do Polski a ja próbuję skończyć wszystkie zamierzone "projekty". Czapki, kolczyki, lekcje, sprzątanie, szycie, zaległe maile i listy i ciągle coś jeszcze:) Muszę przyznać, że sama jestem zdziwiona ile już udało mi się zrobić.... I i ciągle jeszcze dużo do zrobienia, choćby samo pakowanie, na które absolutnie ale absolutnie nie ma czasu! Bo jutro lecimy do Newark na konwiwencję, (Duży M.,  Marysia i ja), wracamy w poniedziałek na katechezę wielkopostną, potem we wtorek kończę lekcje o Polsce, wieczór zajęty, środa zapakowana jak każda środa, czwartek? będzie kilka wolnych godzin ufff! wieczorem spotkanie ELL, piątek M3 i M2 mają mecz a my  prawie cała reszta będziemy kibicować, a w sobotę A. czeka pierwsza uroczysta spowiedź, po południu być może z młodzieżą gimnazjalną jeszcze na łyżwy pójdziemy, wieczorem Eucharystia, NIEDZIELA cóż dzień odpoczynku winien być ale..... no i wieczorem jeszcze prowadzimy spotkanie z w/w młodzieżą... O, kurczę jak to zapisałam to mi się włos na głowie zjeżył! A tu jeszcze normalne codzienne sprawy jedzenie, pranie tra tata.....Jakie to szczęście, że Rodzina przetrenowana jest w pakowaniu i chłopaki obrotne mam nadzieję na nich liczyć, bo inaczej.... bez bagażu pojedziemy:):) A jeszcze trzeba zebrać materiał od nauczycieli chłopaków, co by mieli naukę zorganizowaną w Polsce...Jak to dobrze, że lot mamy na noc, ten długi (bo muszą być conajmniej dwa, bezpośrednio się nie da :( ) to może wtulę się w Księżniczkę i pośpimy trochę...
Beznadziejne te zdjęcia telefonem robione, ale odpalanie aparatu a potem przerzucanie karty do komputera, zgrywanie itd. to ponad moje siły. Nie byłoby żadnych wpisów na blogu, bo ja jednak lubię zdjęcia:) Więc wybaczcie jakość. Mam nadzieję, że idea oddana:)


niedziela, 10 lutego 2013

Uwielbia Mania nasza nakręteczki, literki drewniane i inne małe przedmioty zgromadzone w jednym miejscu. Przekładać, wyrzucać, układać - a ja uwielbiam ją obserwować:) I tak obie zadowolone jesteśmy:). 
Zabawa przednia. Nic nie kosztuje. Kolory, kształty, faktury - zajęcie na długie kwadranse...
Pisałam już chyba, że córka czaruje. Łobuzy wpatrzone. M1 wraca ze szkoły i Siostrzyczkę wita:) A. ciągle z uwielbieniem patrzy. Bawią się z Nią, skaczą tańczą, J. domek buduje dla Marysi. A Dziewczynka odwzajemnia. Całuski cmoka. Brawo bije, tańczy, śpiewa. Lubi też rozmawiać przez Skype'a. Z Babciami, Dziadkiem, Ciocią, Chrzestną i innymi. Ale najbardziej z jednym wujkiem. W.  mieszka "niedaleko" nas jak na amerykańskie warunki. Niecałe 3 godziny drogi. Bywa u nas. I Mania się z nim zaprzyjaźniła:) Najpierw ostrożnie, przyglądała się z kolan taty lub mamy. A teraz jak słyszy dzwoniący Skype, domaga się wzięcia na kolana i rozmawia z W. A nawet... wysyła mu słodkie całuski. Wypuszcza w przestrzeń:) Sam ją nauczył:) A ta skubana pojętna jest. Ma dar do powtarzania, szybko się uczy. Chłopcy to nie mieli takich pomysłów słodkich. Chociaż... pamiętam M3, który przed wyjściem gdzieś z domu, przed rozstaniem z mamą dawał mi całuski- buziaczki na zapas. "Tsysta, mamo, wystalcy, na lazie, nie maltw się niedlugo wlucę..:)) Dwa- trzy lata miał. A teraz to niektórzy już za starzy są na mamine przytulanie:)

wtorek, 27 listopada 2012

modelinki

Dostałam kiedyś od L. piękne, modelinowe kolczyki. Baardzo je lubię. Przeszły już wiele. Myślałam nawet, że utraciłam je na zawsze :) kiedy Duży M. uprał i wysuszył w suszarce mój kościołowy, ciążowy żakiet. A w kieszeni... kolczyki. Zamiast być wdzięczna, że mi tak chłopaki pomagają: piorą, sprzątają, zmywają zrobiło mi się żal ulubionych kolczyków....  Pól roku później dopiero odnalazłam drugi ... A za następne pół naprawiłam je sobie wkładając nowe zawieszki! I ciągle chciało mi się pobawić modelinką. Bo ja lubię się bawić, jak wiecie. Z okazji Święta Dziękczynienia mieliśmy wiele miłych niespodzianek i spotkań. Naprawdę wdzięczności dużo mamy. M.in. kupiłam sobie paczkę modeliny dźwięcznie zwanej tutaj "clay" ( a klej to dla odmiany "glue" co zawsze kojarzy mi się z naszym Pierworodnym, którego z wrodzoną pomysłowością wołaliśmy "Glutek":)). I rozpoczęłam zabawę. Na razie "z pewną , taką nieśmiałością", powoli, jak dziecko, niedokładnie ale z radością. Przy nieodłącznej asyście Łobuzów obserwujących z uwagą poczynania rodzicielki. Powstały 4 pary:) Kolczyków:)
A tak poza tym to jak widać blog jest "under construction!"  :) zapragnęłam zmian....:)

poniedziałek, 12 listopada 2012

Liebster Blog

 
Dziękuję kaja i i Jinia za wyróżnienie  Liebster Blog Award. Postaram się odpowiedzieć na dołączone do niego pytania :) To trochę jak zabawa z dzieciństwa:)
Jest to wyróżnienie otrzymywane od innego blogera w celu wzajemnego poznania się i pochwały za dobrze wykonaną pracę na blogu. Otrzymują ją blogi o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje to możliwość zwiększenia liczby obserwatorów i czytelników. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób, musisz je koniecznie poinformować o tym, oraz zadać im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię  nominował.

Moje nominacje:
(kolejność przypadkowa)

Moje Pytania z ciekawości :)

1. Co robisz kiedy pada deszcz?
2. Francja czy Włochy?
3. Książka czy sport?
4. Rozmowa czy list?
5. Ranek czy wieczór?
6. W co wierzysz?
7. Dlaczego podróżowanie?
8. Czym jest dla Ciebie Rodzina?
9. Obraz czy zdjęcie?
10. Jaki film na wieczór?
11. Co ciekawego w necie?



Pytania Kai:
1. jak rozpoczynasz dzień?
Modlitwą i kawą.
2. jak kończysz dzień?
Modlitwą, i książką albo filmem (czasem...:) blogowaniem, albo tylko chwilą spędzoną z mężem na rozmowie... generalnie ostatnie chwile przed snem spędzamy razem. Delektując się ciszą, spokojem gdy dzieci śpią:)
3. za co dziś jesteś wdzięczna/y?
Za moją rodzinę, za to że żyję:)
4. jakie baśnie lubisz?
Piękne!
5. jak zaczęła się Twoja przygoda z blogowaniem?
Od bloga "A tak się bawimy" :)
6. jakie jest Twoje ulubione zwierzę?
Koń...
7. co ci się śniło ostatnio?
Nie wiem... ciągle mi się śnią przedziwne i fantastyczne, bogate w fabułę sny..
8. którą porę roku lubisz najbardziej?
Wiosnę - za budzące się życie, za nadzieję, Jesień za kolory i owoce, Zimę za śnieg i blask, Lato za wakacje i upał.. no wszystkie uwielbiam
9. czym chciałabyś się zajmować?
Tym co zawsze: Życiem!
10. co dziś na obiad?;)
Pyszna zupa z mięsem wielowarzywna z pomidorami i domowym chlebem...
11. jakie jest Twoje imię?
Joanna

Pytania Jinii:)
1. Czemu kawusia jest najlepsza na świecie? (hi, hi)
Poprostu. Najlepsza!
2. Gdzie chciałabyś pojechać (najlepiej na rowerze)?
Hmm.. Na rowerze ?.... Dookoła Stanów.
3. Co chciałabyś przeczytać?
McDusię... i wszystko co się da...
4. Faworki czy pierniki?
Faworki
5. Szneki czy drożdżówki? (pytanie podchwytliwe)
Ja z Warszawy... drożdżówki...
6. Góry czy Mazury?
Góry.... czasem Mazury...
7. Szczebrzeszyn czy Wytrzyszczka?
Wytrzyszczka. Za zamek.
8. Kubki czy filiżanki?
Kubki.
9. Tuwim czy Brzechwa?
Tuwim i Brzechwa.
10. Pociąg czy autobus?
Pociąg.
11. Dlaczego w tej zabawie tak trudno wymyślić oryginalne pytania?
No właśnie, dlaczego?


sobota, 15 września 2012

Czapka Miś nieodłączna towarzyszka :)

Letnie zdjęcia Wyoming ciągle czekają... Tak dużo robię zawsze zdjęć (fotografia cyfrowa :), że przygotowanie ich do oglądania zawsze trwa, niestety. Pewnie umieszczę je jesiennego dnia, któregoś, jako miłe wspomnienia...
Dzisiaj będzie o czapce. Marynia miała już 3 czapeczki. Zabrałam się za coś nowego. Czapkę z uszami. Uszami misia :) Dla J. I jest. Już ze dwa tygodnie albo i więcej J. mimo ciepłej pogody nosi swojego Misia. Rysuje w czapce, pomaga Mamie w czapce, trzeba Mu przypominać o zdjęciu jej do jedzenia :) To chyba Mu się podoba no, nie?:)
Słodki ten nasz czterolatek (jeszcze)... ale już taki "dorosły"...
Teraz na warsztacie czapka dla Antosia, ciekawe co wyjdzie.....

poniedziałek, 3 września 2012

Ostatni dzień laby... i czapkowanie

Wyjątkowo w tym roku, zupełnie mi się nie chce rozpoczynać nowego roku szkolnego... Rozleniwiłam się kompletnie:) Wizja rannego wstawania, zawożenia, przywożenia, lekcji, mojego uczenia religii przeraża mnie :) Ale czasu nie da się zatrzymać. Jutro M1 pierwszy dzień w Junior High (gimnazjum) J. idzie do "preschool", na razie na pół dnia, reszta do ulubionej szkoły (J. w tej samej) i jakoś to trzeba będzie ogarnąć... Tęskno mi też do polskiego początku roku, białych koszul i uroczystych akademii.... Tutaj niczego takiego nie ma, jutro zanosi się szkolne przybory na cały rok, kilkadziesiąt ołówków, tony papieru, kredek, flamastrów, nożyczki, ręczniki papierowe, snacki i inne potrzebne rzeczy np. A. na liście miał "starą skarpetkę" do jakiś artystycznych prac:). Zapoznanie się z nauczycielem, czasem coś krótkiego  razem do zrobienia i do domu. A od środy regularne szkolne dni.... I co ja z Marynią będę robić? Tysiące mam pomysłów, oczywiście:)
A na dworze pięknie. Cieplutko. Wczoraj zrobiliśmy sobie obiad na dworze na pożegnanie lata, było pysznie. Potem chłopcy grali w nogę z Tatą, dobrze mieć tylu braci. Tuż przed zmierzchem z M2,M3 i A przejechaliśmy się rowerami po okolicy - mają chłopaki kondycję, czego o mnie nie można powiedzieć:)


Ciągle nie mam czasu zdjęć przygotować i powrzucać tutaj trochę letniego Wyoming. Dziś poprzestanę na kontynuacji nowego hobby. Odkryłam, że na szydełku można śliczne czapeczki robić i robię. Oczywiście najpierw Maryńce. Różową bardzo. Wyszłą jeszcze za duża, to szybciutko machnęłam białą. Nieskromnie powiem, że podoba mi się :) Bardzo prosta. Ale na biała jeszcze za ciepło, więc z cienkiego kordonka jasnoróżówą zrobiłam - ta zajęła mi kilka dni.... A w międzyczasie i dla mnie jedną "usupłałam". Miłe uczucie. J. mówi: Maryni to czapek nie możecie kupować - Mamo, Ty zrób :). Zresztą Jasiowi też już zrobiłam czapeczkę - misia, ale ją pokaże w innym poście...

 A tu mała modelka. Robiła tak śmieszne miny, jak próbowałam Ją fotografować, że pękaliśmy ze śmiechu. Naprawdę mnośtwo radości do naszego wesołego domu przyniosła ta dziewczynka!




sobota, 1 września 2012

How to crochet - czyli nowe hobby:)

Odkrywam kolejne pasje:) Rok temu na urodziny dostałam od Przyjaciółki (Monia pozdrawiam!) kolczyki zrobione na szydełku... Pomyślałam : kurcze, chciałabym umieć takie zrobić! no i rok później, pewnego wieczoru, spojrzałam na  te kolczyki i... następnego dnia nabyłam w Walmarcie  SZYDEŁKO i kordonek. W necie znalazłam "szkolenia" i do dzieła. Baardzo mi się podoba moje nowe hobby:) Rozwijam się :) Dzisiaj pokażę Wam kolczyki, które do tej pory powstały. Są mojego pomysłu wzorowane na przykładach oglądanych w necie...
Oprócz szydełkowych zrobiłam sobie jeszcze takie koralikowe, tak w przerwie :)

wtorek, 8 maja 2012

Etui dla rysownika :)


To podróżne opakowanie na kredki, bardzo dawno chciałam zrobić. Zainspirowana tym blogiem. 
I teraz udało mi się, planuję takich więcej :). Chociaż nie mogłam już znaleźć na tym blogu takiego czegoś na kredki. Jest tam za to dużo innych fajnych pomysłów.
Kawałek materiału złożyłam na pół w środek "watolina"(?),  brzegi obszyte na zielono, torebki foliowe zamykane na małe rysuneczki (albo drobiazgi) wszyte w zielony materiał i przyszyte do całości. Zielony kawałek złożony przyszyty i przeszyty na każdą kredkę. Po zapakowaniu kredek i kartek, zwijamy całość, zapinamy na guzik i nic nam się nie gubi :) JAsio zachwycony, Antoś czeka na swoje :)

A poza tym korzystając z pożyczonej maszyny i tanich skrawków materiałów dostępnych w Walmart-cie poszyłam poszewki na poduszki :) Dorosłym i dzieciom :).

piątek, 4 maja 2012

Nowa pasja... :)

 Odkryłam nową pasję :) No, może troszkę już "oswojoną" wcześniej. Ale... odkryłam cud-maszynę. Do szycia. Miodzik. Rewelacja :) "Brother" - firma. Pożyczyłam od A. Żeby Zośce uszyć pokrowiec na Laptopa. Taki szalony pomysł... i udało się! Całą nockę prawie szyłam i Z. obok mnie ale ucieszyłyśmy się z efektu. No, pewnie nie jest perfekcyjny. Ale fajny ;) Z serca poza tym.
 A potem za ciosem poszłam i uszyłam Naszym Łobuzom na ich laptopa. Taki z aluzją pokrowczyk :)
I jeszcze inne rzeczy poszyłam. Ale zasłużyły na następny post...chyba...

sobota, 29 października 2011

kolczykowa ramka

Surfowałam sobie tak po blogach różnych. I natrafiłam na mamę z "glue gun-em" :) Bardzo spodobały mi się maty jakie robi. A stojak na kolczyki jaki zrobiła dla córki podsunął mi pomysł jak przechowywać moje kolczyki. Takie mam nowe hobby od pół roku, kiedy to przekłułam uszy - bardzo dorosłą już będąc :). Tu ramka z tego bloga. A oto co zrobiłam w minut piętnaście:)
 Potrzebne stara ramka (można pomalować, albo zrobić decoupage), jakiś podkład albo i nie, wtedy będzie prześwitująca i kawałek siatki do haftowania. A i jeszcze ew. jakieś ozdoby.
 Siatkę przycięłam i włożyłam w ramkę:)
 To samo z zrobiłam z kartką, może potem wymienię na jakiś ładny papier ?
I ramka na kolczyki prawie gotowa.

A na koniec na gorąco przykleiłam trzy śniegowe gwiazdki, w końcu zima jest :)
Najprzyjemniejsza część to zawieszanie kolczyków. Jasio dobierał pary a ja umieszczałam je na siatce.
I już. A Marysia kopie i kopie:) Ruchliwa Panna ...