Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 listopada 2014

Trzynastego o jedenastym...

 Śniegiem zasypało, mrozem powiało. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko się skrzy i lśni, a białe kryształki chrzęszczą pod nogami. Za to  mieliśmy piękne świętowanie Niepodległości tego roku. Rankiem pytania:
- A czemu Tato, zdjąłeś flagę? (wisiała od 1 sierpnia do połowy października dla uczczenia 70t-ej rocznicy Powstania)
- Nie zdjąłem ,właśnie idę zawiesić!
- O!
- Dlaczego?
- A jak myślisz?
- Bo.... Dzień Niepodległości jest!!!
W południe lepienie "kamyków".
- Lup, mi tamyt, Mami! Lup! Zucaj!
- Chcesz rzucić?
- Nie! Ty lup i zucaj! Mami:)

A wieczorem, Niespodzianka. Przyjechał W. , tak wziął nas prawie z zaskoczenia - dzwoniąc, że jedzie już w trasie:). Przyjechał zmarźnięty i zmęczony, bo droga ciężka była, śnieg padał i lód na drodze. Na szczęście bezpiecznie, dotarł (a następnego dnia wrócił, "trochę" tylko dłużej niż ustawa przewiduje Mu to zajęło, no dużo dłużej, ale bezpiecznie dotarł, szaleniec jeden:). Ciepły żurek i grzaniec na Niego czekał. 
I celebrowaliśmy Eucharystię, powoli, rodzinnie. Karmiliśmy się Słowem i Ciałem. 
I rozgrzewaliśmy się lepszym obiadem, ze zdumieniem obserwując termometr wskazujący coraz i coraz niższą temperaturę. Spadającą do -30C. A na koniec raczyliśmy się polskim Ptasim Mleczkiem, co to je Łobuzy kochają. 
Kiedy  dzieci poszły spać można jeszcze było delektować się Nocnymi Polaków Rozmowami. Wzajemnie wspierać. Bo co tu dużo ukrywać mieszkamy na obcej ziemi. Daleko. Choć posłani, i On i My, choć cieszymy się z misji, choć każdego dnia widzimy, że Pan Bóg jest, że się o nas troszczy, no, kocha tak poprostu, to czasem tęskno mi, Panie.... I w ogóle bez problemów to nudno jest, nie? 
Nie obyło się bez akcentów patriotycznych, ofkors. Oprócz zawieszonej rano flagi, zrobiliśmy sobie własne chorągiewki, co prawda nie machaliśmy nimi na przywitanie W., ale dzieci i chorągiewki były:) Nie, że na trasie przejazdu, no nie mróz za duży ale na mecie:). 
Przestudiowaliśmy też zmianę polskiego godła od odzyskania niepodległości do dzisiaj. Było też więcej w planie, ale plany się zmieniły i dzień ukierunkował nam się bardziej na Ojczyznę Niebieską:) Taki już klimat mamy:)


poniedziałek, 27 października 2014

O Stanisławie, żabce i przemijaniu:)


Nie mogę w to uwierzyć, ale kończy się już październik. Serio, sami możecie sprawdzić w kalendarzu;). Bardzo mnie to zadziwia lecz wydaje się być prawdą... W nocy mróz, a nawet w dzień już nie jest ciepło... Liście prawie już odleciały i duże opady śniegu są kwestią dni albo godzin. Cały świat krzyczy o przemijaniu, robi się tak melancholijnie. Natura skłania do rozmyślań. Nasz Dziewięciolatek zaskakuje nas swoimi przemyśleniami. I pytaniami. I wnioskami:). ....
Ale nie o tym dzisiaj będzie. Dzisiaj relacja z warsztatu. Temat: Polska (albo kraj w którym mieszkasz), wątek przewodni: znana, wybitna osoba. My w Polsce fizycznie nie mieszkamy, ale chcieliśmy uczyć się o Polsce:). A że listopad się zbliża (patrz początek posta:):) wielkimi krokami, szczególnie jego Pierwszy Dzień, (Wszystkich Świętych) postanowiliśmy warsztatować o polskich świętych. W planie było trzech co najmniej. Udało nam się przeczytać, obgadać, opisać, "orysować" itd. jednego:). Zobaczcie sami co nam powstało. My dobrze się bawiliśmy, poruszyliśmy ważne i trudne tematy, dowiedzieliśmy się ciekawych rzeczy, nauczyliśmy się piosenki i mamy nową edycję Gazety Domowej.pl na drzwiach do szafy kurtkowej!
Pierwszego dnia przeczytałam Czwórce Młodszych dzieci historię św. Stanisława Kostki z powyższej książki.  Wolałabym żeby była napisana trochę innym językiem, bardziej normalnym:) ale nie jest źle. Dzieci zaciekawione były bardzo. Obliczyliśmy ile lat temu Staś się urodził (464), ile miał kiedy wyjechał do Wiednia (15) a ile kiedy umarł (18). Odkryliśmy, że mieszkał niedaleko Warszawy, w Rostkowie koło Płocka. Zastanawialiśmy się nad postępowaniem Stasiowego brata, Pawła. I nad tym czy są takie momenty w życiu, że można nie słuchać rodziców. I dlaczego Paweł nie rozpoznał Stanisława w ubraniu biedaka.
Czytaliśmy też o  świętym patronie Polski i młodzieży w innej książce, którą A. dostał w zeszłym roku na Pierwszą Komunię od Dziadków.
 A. lat dziewięć przygotował taki "poster" o Stasiu.
M3. lat jedenaście narysował komiks. Czy wiecie, że wieść niesie, że żaby nie kumkają za Stasiowym domem? Bo w modlitwie mu przeszkadzały i jak poprosił żeby ucichły to posłuchały?
A J. lat sześć przygotował projekt dworku, w którym Stanisław z rodziną mógłby zamieszkać. Bo: "Mamo, wiesz, że najgorzej to mi rysować ludzi!"  A Mama wie, że J. uwielbia rysować zamki, domy, mapy, robić plany. I jak widać nie tylko rysować, bo okazało się, że gdy zmęczył się rysowaniem powycinał i przykleił resztę. Że niby łatwiej mu tak:):)

 A kiedy M3. komiks rysował, to Mama tak sobie śpiewała: rere kum kumkum, rere kumkum; wspominając czasy własnego dzieciństwa. I potem już wszyscy tak śpiewali prawie zgodnym chórem. Razem z Youtubem:)

 W tej edycji Dziecka jest nas dużo! Przygotujcie sobie dobrą herbatkę, ciasteczko i do czytania!!!

środa, 1 października 2014

Przygody z książką na starcie!

(A to kto????)

 Wszystko miałam przygotowane. Fakt, że na ostatnią chwilę :). Nawet już zaprezentowałam Łobuzom pomysł na pioniersko-traperską książeczkę. W końcu mieszkamy na środku oregońskiego szlaku. Ale niestety, doba nie jest z gumy i nie zdążyliśmy :(. Tych co może troszeczkę czekali prosimy: poczekajcie jeszcze drugą troszeczkę, trochę dłuższą dwutygodniową, dobrze?

A dzisiaj wielkie otwarcie:) Początek Przygody z książką! Skoro osadnicy zdążający do Lepszego Świata muszą jeszcze poczekać, trzeba było z przepastnego mieszka z pomysłami wyciągnąć jakiś łatwiejszy do realizacji w trakcie prania, sprzątania i pakowania przedwyjazdowego. Matka i Ojciec opuszczają swą liczną dziatwę i udają się jak co roku na wielkie spotkanie zwane konwiwncją rozpoczynającą rok ewangelizacyjny... tym razem na Wybrzeże nie, nie Kości Słoniowej i nie Lazurowe:) na Wybrzeże Wschodnie, zahaczając o duże miasto na literę B. :). I jeszcze plan zajęć dla nauczycielki zastępczyni. I samochód nasz miły gracik, Jedyna Nadzieja na pokonywanie tutejszych odległości, M. wraz z Drogim R. musieli lekko podrasować. (Żeby szansa dojechania do największej okolicznej metropolii wyposażonej w duże lotnisko wrosła znacznie:)

Na początek więc moi Drodzy pokażemy Wam jedną z wielu książek wykonanych przez Łobuzy. Ta książka jest o Polsce. M3 z wielką pieczołowitością przygotował ją w ramach zajęć szkolnych w Drugiej klasie.!

 Format letter. Okładka tekturowa oklejona materiałem dwóch rodzajów. W środku zszyte kartki.
 Oczywiście. Zapraszamy do Polski. Jak to za daleko to chociaż za próg Krainy. Tu bardzo polsko jest:). (Staramy się jak możemy, choć A. dzisiaj prosił: Ale mogę pisać do Ciebie po angielsku? Jak tam pojedziesz? Emaile? i zgodziłam się...)
 Spis treści. A dalej zobaczcie sami. Co M3 umieścił w książce o swojej Ojczyźnie jako  świeżo upieczony ośmiolatek.













I tak przypieczętowany przez M3 koniec!
 Prawda, że fajna taka książka?:)

Ale jeszcze nie koniec posta. Co to to nie! Zgadliście już kto nam się rozgościł nieproszenie na początku samym? Skąd On tu się wziął? I co robi?

Macie rację to POMPON! Uroczy smok , który zadomowił się w rodzinie Fisiów. Bardzo lubimy Jego przygody. Zaraziła nas sympatią do psotnego i o bardzo silnej osobowości  smoka, Maryniowa Chrzestna, przywiózłszy nam książeczkę w prezencie już dwa lata temu ponad. No i tak sobie o nim czytamy pękając ze śmiechu. I mali i duzi:) Polecamy!

A z Pomponem było tak. "Mamo usmażysz nam naleśniki? Żebyśmy mieli jak wyjedziesz?" Już od soboty M3 tak za mną chodzi. A czas mi się tak tylko kurczył i kurczył:) W końcu stanęło na tym, że M3 narysuje mi Pompona a ja te naleśniki usmażę. Narysował. To i nie miałam wyjścia. Naleśniki pysznią się stosikiem na stole a Szalony smok wskoczył mi na bloga. I telewizję ogląda, drapieżnik jeden:)

Zapraszamy też na inne blogi dzisiaj i co dwa tygodnie do połowy grudnia publikujące Przygody z książką! Szkoda , że w samolocie nie będziemy mieli netu. Bo nie mogę się doczekać czytania co tam u innych powstało:) I jakie fajne książki są na świecie, nie tylko o krasnoludkach, myślcie sobie jak tam chcecie, a ja przecie Wam powiadam.....!!



wtorek, 13 maja 2014

Jak to było władcą Polski być? czyli historia w Krainie - Dziecko na Warsztat

Mieliśmy tworzyć makiety-plany bitew. A potem rozgrywać je naszymi żołnierzykami. Rozmowa przy stole jak kaczka rzucona w staw zataczała coraz szersze kręgi.
-A, wiesz mamo, że polskie Termopile to bitwa pod Wizną była? W 1939? I ten dowódca na koniec się wysadził w bunkrze... - M3. (Obrona Wizny)
- A co to są Termopile? -A.
- No, trzystu Spartan broniło wąwozu Termopile przed ogromną 30 tysięczną armią perską ok 500 l.p.n.e... (Termopile)- M1
- A wiecie, że nie tylko Wizna nazywana jest polskimi Termopilami? - Tata
- Na przykład bitwa pod Hodowem w XVII wieku, wygrana przez polską husarię z Tatarami mimo, że było ich 400 stu na 40.000 tysięcy Tatarów! I jeszcze była bitwa w Powstaniu Styczniowym i  w 1920 roku! (Polskie Termopile)- Tata
I tak sobie gawędziliśmy o Powstaniach, polskich wojskach oczywiście zahaczając o Grunwald - bardzo u nas w domu popularny...I stanęło na tym, że po obiedzie zaczynamy tworzenie makiety albo planu bitew, kilku...
Ale kiedy już rozłożyliśmy karton, kredki, ołówki i książki historyczne  i zaczęliśmy powyższe przeglądać...W oko chłopcom wpadło drzewo.... Rozrośnięte takie... Drzewo rodowe władców Polski (patrz Królowie Polski, seria Kocham Polskę). I plan się zmienił. Bitwy odłożone na później, dzieci chciały KRÓLÓW. No, to wzięliśmy się do roboty.
M3 (lat 11) rozrysował pięknie wielkie drzewo  na kartonie A0. Mama wydrukowała portrety władców wg. Jana Matejki. A potem samo się rozkręcało. Kolorowe owale na podpisy. Kolorowe korony. Przyklejanie, dopasowywanie, zabawa i nauka na kilka godzin dla dwulatki (naśladuje braci, może przykleić i posmarować klejem, ogląda obrazki w książkach i słucha naszych rozmów), 6 latka (j.w. tyle, że słucha ze zrozumieniem i zadaje pytania), 9-latek, 11-latek, 13-latek i prawie 15-latek (j.w tylko, że poziom dyskusji wzrasta wraz z wiekiem, a także ci starsi dzielą się wiedzą z młodszymi).
A w międzyczasie powstały karty. Każda z rysunkiem symbolizującym panowanie jednego z władców. Np.Krzyż i chrzcielnica - Mieszko I, Dwa miecze - Władysław Jagiełło itd.  na odwrocie liczba i imię władcy, żeby można było samemu sprawdzić przy układaniu. Mania oczywiście dzielnie sekundowała braciom i też sobie po swojemu karty układała:)
 Przy tworzeniu drzewa, trwającym trzy dni, czytaliśmy o władcach Polski z naszych książek. Najwięcej informacji znaleźliśmy w Poczcie Władców Polski, pięknym albumie z portretami wg. Matejki i duża ilością ciekawych tekstów, zdjęć i obrazków, przystępnych dla dzieci.
 http://www.weltbild.pl/pub/mm/img/220/129023.jpg
Na koniec chłopcy wpadli na pomysł, że nasze drzewo powinno być na biało - czerwonym tle. I pomalowali starannie karton jak postanowili. A drzewo na złoto. Pomysły przychodzą do głowy w trakcie. Bo gdybyśmy to planowali od początku trzeba by najpierw namalować biało-czerwone tło i drzewo ( a nie tylko kontur)... Ale w  tym warsztacie całkiem szliśmy za natchnieniami dzieci:)

W międzyczasie i na koniec:) powstawały rysunki. M3 kocha rysować, więc szybciutko sportretował Mieszka i zabrał się za Bolesława Chrobrego. J już kilku królów w serii wyprodukował, rozpoczynając dynastię Jana Walecznego:). Powstawały też zamki, miecze i smoki(?)::)
Łobuzy bardzo są dumne ze swego dzieła. Piękne to drzewo nasze - powiedział dzisiaj J. wpatrując się nasze dzieło z podziwem:)
A przy obiedzie kolejne zagadki:
-Którego króla uratował pająk?
-Jak się nazywał władca, który ochrzcił Polskę?
-Co znaczy słowo "chrobry"?
-Który król władał siedmioma językami ale w żadnym nic mądrego nie umiał powiedzieć?
-Który król władał tylko parę miesięcy?
-Ilu Piastów zostało koronowanych?
-Jak się nazywał ostatni król Polski?
itd. itd. 

I tak w Krainie próbujemy oswoić historię kraju ojczystego a często i świata:)



 A tu zajrzyjcie co w temacie historii działo się u innych:)


poniedziałek, 3 marca 2014

Chwile zatrzymane... a świece skończone:)

 To są właśnie te pierwszospowiedziowo- pierwszokomunijne świeczki:) Trzydzieści trzy sztuki w rezultacie. Spersonalizowane znaczy się z datą i imieniem dziecka. Trochę pracy było, jak fajnie, że się udało!
Wiem, wiem opóźnienie mam. Nic nowego. Czas zawsze mnie goni odkąd pamiętam. Zdążyłam się przyzwyczaić. I cieszyć się chwilą złapaną albo zastaną. Jak we wtorek:) Szczęście Czwartego, bo kolegów na urodziny Mu sprosiłam. Bo prezent kupiliśmy Mu (dzięki tym świeczkom:). Albo parę godzin wcześniej, że ciasto do szkoły Mu przyniosłam i dmuchaliśmy świeczki z całą klasą. I dzisiaj niedziela, wszyscy przy stole, śpiewamy - modlitwa niedzielna. Przy "alleluja" normalnie bębenki pękają a mi serce tak jakoś pika: pik, pik, pik. prawie do rytmu.
Siedzimy przy tym samym stole, obiad jemy, i akurat nikt się nie kłóci (bo on mnie, bo ja mu nie, bo on mlaska, mamo, tato on zaczął:). No, więc siedzimy, jemy, niedzielnie. I wszyscy się śmieją. Chciałoby się w ramki włożyć i w ciemniejszych chwilach spoglądać. M. pyta o coś chłopców, Mania pierwsza rękę podnosi gotowa we wszystkim uczestniczyć. I zawsze ma jakiś komentarz, choć na ogół we własnym języku...
Albo sobota wieczór. Chłopcy starsi oglądają film. A my winogrona, krewetki i pomidorki (wszystko dostaliśmy pod koniec tygodnia:) i winko. A chłopcy co? Świeczkę nam postawili i zapalili, żebyśmy mieli ten świeczkowy nastrój fajny...

A we wtorek M., Mania i ja lecimy do Polski! na 12 dni. Początek Wielkiego Postu będzie intensywny z naszą własną wspólnotą, mamy etap formacji... Potrzebujemy tego, cieszymy się. Także na spotkanie z rodziną z przyjaciółmi choć to mało czasu, może uda się trochę:).

niedziela, 1 grudnia 2013

Sposób na chandrę:)

 Środa.
Śnieg stopiony. Słońce świeci a Łobuzy szeleszczą.  Szurają nogami... no, może bardziej grabiami:) Do worków nagarniają. Liście, oczywiście. Słoneczko świeci, witamina D stadami się wchłania. Prawie jak wiosna... żeby nie te szarobure liście. Co to już miesiąc temu trzeba było zgarnąć ale jakiś cudem poczekały. A w domu Mama na odkurzaczu lata. Takim ciężkim na wodę, znalezionym latem na wyprzedaży za 5$, w stanie prawie nie używanym. Oh, ten odkurzacz to ratuje Krainę jak może uważny czytelnik się domyśli, wyłożoną amerykańską wykładziną zwaną przez Tubylców : carpet-em. No i lata ta Mama i lata, a maszyna warczy i burczy, a przed domem i za domem liście, szeleszczą i szeleszczą i w workach znikają, ach, znikają.
Ciemno już dawno a przy kuchennym stole (który bywa też stołem salonowym jadalnym, komputerowym oraz pracownią plastyczną a nawet szwalnią:) Jakieś zmęczone osobniki jeszcze w memory grają i scrabble. (Nareszcie!!! grają ze mną w scrabble!!!!)
 Czwartek. 
Kolejny dzień wolny. Ten Dzień. Wszyscy wokoło wdzięczni. Każdy inaczej, za co innego ale i w naszej gazetce pojawiły się nowe Słowa Tygodnia : Dziękczynienie, Święto, Rodzinne... Koło południa przyjeżdżają z Denver Goście. Dwóch. W sumie jak co roku, ale tego roku do końca nie było pewne, że przyjadą. Seminarzyści. Polak i Chorwat z Bośni. Bardzo oczekiwani goście. Szarlotka upieczona, choć kombinowanym sposobem:) Bigos wyciągnięty z zamrażalki już, już prawie dochodzi. Chleb codzienny, świeżutki. Smalec, mniam, mniam. Do tego dodatek przez M. przygotowany, cytrynowo-słodki;) I polskie dania jak znalazł. I cola się znalazła cudem prawie:). Ale to na później. Najpierw idziemy na INDYKA. Jak co roku znowu. Do przyjaciół. Całkiem amerykańskich. W domowej, atmosferze posmakować TEGO Święta. Spacerkiem 20 min. Jesteśmy. A potem wracamy. Siedzimy, gadamy, gramy. Tak spokojnie, cicho (!)... Chwile jak do albumu ze zdjęciami. Na pamiątkę. Oddech taki...
 Piątek.
Ciągle wolne. Szkoła zamknięta:) Wczorajsza atmosfera już trochę prysła. Proza codzienna przygniata. A co będzie na obiad? Szperam po lodówce. Jakieś polskie smaki chodzą mi po głowie. Knedle? eh, mniam, mniam... Ale, ziemniaków brak. Nie mówiąc o śliwkach, które można by ewentualnie czymś zastąpić... O, są jagody (właściwie borówki amerykańskie ) mrożone, jeszcze się ostały cudem jakimś przez żarłocznymi Łobuzami. No, to może pierogi? Taak! Do dzieła!
Ciasto "zagnietliśmy" silnymi  rękami M. z tego przepisu (polecam). Pomagali wszyscy lepić, wrzucać, zjadać:) to i szybko poszło. Choć pierogów ok. 75 było jeśli nie więcej. Tak to już jest w tej Krainie to, co smaczne znika w zatrważającej ilości, a nawet i mniej smaczne też jak zlecą się wygłodzone stada:)
 I tak nam się polsko-domowo zrobiło. I takie języki czarne. I palce lepkie:) A Mania chyba jednak pierogi bardziej lubi nawet od steków, amerykanka nasza mała:) ojców potrawy z lubością wciąga, he he. Zjadła tyle co dorośli. Ciągle zastanawiamy się gdzie ona to chowa. Oglądamy Ją ze wszystkich stron, przyglądamy się uważnie czy gdzieś pod stół nie rzuca i nic. Tajemnica. Chyba gdzieś w "chmurze" na zapas chowa. Jakiś przesył danych czy co:):)

środa, 20 listopada 2013

Po polsku:)


Kraina Wesołych "Łobuzów" jak wiadomo znajduje się na obczyźnie. W kraju dalekim, bardziej znanym rodakom z książek, niż z rzeczywistego świata. Wokoło więcej krów i jeleni niż ludzi (a trzeba przyznać, że jest tych zwierząt  mnóstwo:). Ludzie za to mówią w języku zupełnie nie zbliżonym do ojczystego języka Łobuzów. Niektórzy mówią też w języku cokolwiek podobnym do języka kiedyś dawno, dawno temu urzędowego:
w kraju tym gdzie kruszynę chleba
Podnoszą z ziemi przez uszanowanie
Dla darów Nieba... 

urzędowego na długo przed tym kiedy narodził się autor powyższego wiersza..
Ale jedynie w domu słychać język piękny lecz trudny - polski. ...


Starsze Łobuzy posługują się językiem przodków całkiem nieźle w mowie i troszkę gorzej w wersji pisanej... Im dalej w dół piramidy wiekowej,  pisanie sprawia większy problem... . Powoli odkrywamy dwujęzyczność naszych dzieci.  Pytanie Piątego w trakcie konwersacji : a co to znaczy "tupać"? albo jaki to jest kolor ten: pink? Czy w zabawie : i ten monster, wiesz jego body... zdarzają się codziennie...
Polskiej szkoły w okolicy nie ma. Żałujemy bardzo. Jakoś w Krainie musimy sobie radzić:) Rozmawiamy, czytamy, zachęcamy do czytania (niektórych to raczej trzeba ograniczać, bo świata zza książek nie widzą :) w języku Norwida i Sienkiewicza (swego czasu zabawa w "bij Szweda!" popularna była w Krainie i prawie, że szczęk mieczy czy szabli usłyszeć można było:)
Próbujemy też raz po raz organizować zajęcia z języka, historii, geografii Polski. Czasem bardziej gorliwie, innym razem bardzo powoli nam to idzie. Tym razem się udało. Cztery Młodsze Łobuzy zagonione do stołu, wykazywały duży entuzjazm pracując z książeczką przygotowaną wcześniej przez Mamę.
Zaczęliśmy od mapy. A właściwie od słowa: POLSKA. Bo Piąty uczy się czytać i pisać. Zaznaczyliśmy Warszawę. Pokolorowaliśmy woj. mazowieckie (taki lokalny patriotyzm :):). Porozmawialiśmy o sąsiadach Polski. Po śladzie napisaliśmy nazwy okolicznych krajów - młodsi. M3 zapisał też ile województwa ma Polska. Wyjaśniliśmy sobie co to są Województwa. Obejrzeliśmy fantastyczną mapę Polski w tej książce. Zajrzeliśmy do ulubionego naszego "elementarza" "Kocham Polskę".
Zapoznaliśmy się / przypomnieliśmy sobie kilka polskich słów: ojczyzna, stolica, godło, Syrenka, morze, góry, jezioro, rzeka. Samogłoski, sylaby, dwuznaki itd.
I wreszcie! Wręczyłam chłopcom książeczki. Zaczęliśmy czytanie. Proste słowa jak: Polska, to, jest, czy Syrenka :), Warszawa(!) czytał Piąty. Resztę na zmianę Czwarty i Trzeci. Kolorowali, rysowali pisali. Zabawy jest na co najmniej dwa posiedzenia:).
I tak od słowa do słowa Czwarty wpadł na pomysł. Prawie się o niego (ten pomysł) potknął;) 
Zróbmy mamo domową gazetkę!!! I ogłaszam wszem i wobec, że jest. Konkurs na nazwę trwa, ale JEST na drzwiach do szafy kurtkowej (tzw.  "closet":) Rozpoczęła swój żywot, kto wie jak długi, domowa gazetka. Konkursy w niej zamieszczono, rysunki, newsy i słowa tygodnia. W napięciu oczekujemy dalszego rozwoju wypadków. Zaangażowanie zespołu rośnie:). Może i Wam drodzy Czytelnicy  i Goście uchylimy kiedyś rąbka tajemnicy i zorganizujemy fotorelację... zobaczymy.
W czasie pracy nad książeczką odbywały się zajęcia dodatkowe dla mieszkańców poniżej dwóch lat. Syrenka i Orzeł Polski do dowolnego kolorowania przykuły uwagę Mani na dłuższy czas:)
Uuups, widzicie? Coś się Jasia paznokciom stało, same się tak pomalowały, czy co? Dobrze, że mydło tu w Krainie mamy:)
Na koniec: PODZIĘKOWANIA!
Dziękuję Eli i Kasi za ich bardzo inspirujące blogi! Pomagają mi rozumieć bardziej moje dzieci z ich specyficznymi trudnościami w uczeniu się polskiego. I jeszcze bardziej doceniać ich dwujęzyczność!

ps. Godło, Syrenka, mapa pochodzą skądś w necie. Nie mam pojęcia skąd, znalazłam rok temu do zajęć na 11 listopada....