Pokazywanie postów oznaczonych etykietą edukacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą edukacja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 maja 2015

Jedzą budding...


-Zrobię Ci domek, dobrze?
-Wow! TYLKO dla mnie?!!! Super!!!
...
- A ludziki też chcesz?
- Tak! Jasia i Malysię!
...
- Chcemy mamę! Chcemy mamę! Chcemy tatę!! - tekturowe gardła wydają zaskakująco przenikliwe dźwięki....
- Już dobrze, dobrze. I coś jeszcze?
- I Michała, i Mateusza, i Antoniego i Maćka!

...
- A co teraz robią?
- Jedzą BUDDING!


W międzyczasie, gdzieś w drodze między Miastem na B. i Dużym Jabłkiem komuś stuknęła CZTERNASTKA!!! którą  w Kranie obchodziliśmy stekami, tortem i filmem z lekkim opóźnieniem ale za to hucznie!



niedziela, 26 kwietnia 2015

Artystka

To moja "sztoła" jest.
Ja sama.
Moja Lita. I Pol. I Manda. I cała reszta. 
Pomóż.
Tu.
Inny "tolol".
Tat.
To jest "telti". (że indyk znaczy się).
A to? "Lybta". No, fish, Mamo.
Jestem Twoim "totkiem". 
Nie, jestem Malysią.
A teraz Elsą. Let it go! Let it goooo...
A Ty jesteś Ana! Śpiewaj!: Do you want to built a snowman?
Nie jestem Lobuzem! jestem Dziewcinka!
Masz rację Córeczko sto procent Kobiety w tej krainie Walczących ze Smokami.
Moja córka wie. Wie co chce. I jak. Gdyby jej płacili za twórczość bylibyśmy bogaci.
Oczywiście kółka wycinałam ja. Przynaglana uważnym spojrzeniem Artystki.






piątek, 24 kwietnia 2015

Feriowo.

Próbuję namówić Księżniczkę, żeby udała się na odosobnienie.
-Córko, chodź, musisz już na pewno, wychodzimy zaraz, trzeba, naprawdę, serio, koniecznie,
NO CHODŹŻE JUŻ WRESZCIE!
- .....
- przymilam się - Kotku, Żabko, Myszko - pomysły zoologiczne mi się kończą...
-....
(Ogłuchła, chora, może do lekarza trzeba? ach, nie tylko Jej tu nie ma. Jest z Księżniczkami. I ma za nic sprawy tego świata, zagubiona w papierowym zamku).
- Kochanie, może jakieś WERBALNE wsparcie? Hę?- zrezygnowana zwracam się do Jej Ojca.
- Ehh, tak, Córko! Werbalne wsparcie! - M. rzuca okiem na progeniturę. Bardzo skoncentrowanym na monitorze prawym okiem.
Wzdycham. Czas na czyny. Zbliżam się do wciąż ignorującej mnie córki.
- Mania, tu Mama. Ziemia do Mani - nawołuję.
- Ziemia? Mama jest z Ziemi? Wow! - moja córka nagle powraca z Krainy Lodu i wybucha śmiechem. Buha haha! - Mama jest z Ziemi!
A już myślałam, że przemawiam do Niej z Dalekiej Planety w Innej Galaktyce...
Bo trzylatki wszystko słyszą. I co gorsza łapią w lot. Kiedy chcą:).

A tak poza tym to się "feriujemy". Że wakacje mamy takie wiosenne. I nawet z wiosną dookoła. Nie, że tylko w nazwie. Wycieczki robimy. Historycznymi szlakami. Lody jemy. Czasami. Włoskie, że palce lizać. W "Małej Italii". Kilka przecznic od naszych Chin, a jakby na Starym Kontynencie. I po co podróżować?. Cały świat w pigułce. 
W pojeździe miejskiego przemieszczania szybszego pani z przodu próbuje w minutę opowiedzieć osobie po drugiej stronie sygnału, całe życie w języku Cervantesa. Ta z tyłu z kolei wyszczekuje niezrozumiałą melodię rodem z przemowy Mao. Moje myśli płyną w języku pełnym sz i cz. A ten pan obok wygląda na znawcę portugalskiego. Gdzie jesteśmy? W USA oczywiście. język urzędowy: angielski. Tak dla niepoznaki.
Starsze Łobuzy nawiązują kontakty interpersonalne za pomocą piłki z innymi chłopcami z misji. 
Ja "w Cię" trafiam piłką, ale Ty mnie nie dosięgniesz. Zobacz biegam szybciej, złapię ją nim rzucisz itd. itd. A nożną odstawili do szafy. Pięć lat im to zajęło.

Młodzi się poczuliśmy, z małymi dziećmi tylko, miodzik. Chodzimy i chodzimy, kochamy tak chodzić. 
Super te wycieczki, Tato. Serce rośnie. Zapisuję w karcie pamięci, żeby odtwarzać w  te chwile, jak się będą tłukli, albo od najgorszych rodziców nam wypominali.

Dokumentacja zdjęciowa nadlatuje.




Dzisiaj Tato, szczególnie myślimy o Tobie. Mając nadzieję na spotkanie Tam po Drugiej stronie kiedy już czas nadejdzie...

środa, 29 października 2014

Tato, kup mi książkę...

Książki w Krainie kochamy. W naszym polskim domu mamy ich bardzo dużo. Pochowanych teraz, bo mieszka tam Rodzina Wielodzietna (jako i nasza jest:). Tu na Dzikim Zachodzie mamy ich mniej. Nie przeszkadza  nam to jednakowoż "pożerać" ich w ogromnej  ilości. Od czego są biblioteki? (Dla mnie pomocą są wersje elektroniczne, choć to nie to samo :( co papierowa książka, taka z przeszłością, albo nowiutka, nieodkryta jeszcze:) ). Rzadko je kupujemy z przyczyn obiektywych :). Kiedy dane nam jest być w Polsce, wtedy zawsze parę pozycji w języku przodków nabywamy. Staramy się, żeby  były to te, które nie są tłumaczeniami z angielskiego:). Lecz. Tu mamy wyjątek. W książce: "Jak to działa?" Jaś się zakochał po prostu. Mając lat pięć nie mógł się od niej oderwać. A znalazł ją w hipermarkecie:). I nie wypuścił z objęć dopóki Tata nie obiecał , że mu kupi:).
I do dziś ta książeczka wzbudza emocje. Ja też ją lubię. Mój umysł nie za bardzo ogarnia (mimo studiów na Politechnice;) działania otaczających nas przedmiotów codziennego użytku. Ważne, że spełniają swoją funkcję:) Czyszczą, piorą, ułatwiają życie. Ale ta książeczka mnie też urzeka. Zaglądam do "okienek", oglądam obrazki i myślę: Jakie to proste! A Jaś? Ogląda i rozumie:)
"Świat wynalazków i techniki" przywieźliśmy 4 i pół roku temu ze sobą w bagażu podręcznym. Ta książeczka jest cieńsza i nie ma otwieranych okienek, za to w prosty i jasny sposób objaśnia jak co działa. Też lubimy i polecamy. Dla chłopców i dziewczynek, którzy chcą rozumieć działanie przedmiotów.


 Dwa tygodnie temu posta w Przygodach nie udało mi się zamieścić. Październik bardzo wypełniony był wyjazdami. Mam nadzieję, że teraz w końcu uda nam się dokończyć projekt pionierski. W połowie skończone książeczki o wędrowcach Szlaku Oregońskiego pokrywają się kurzem.....

poniedziałek, 27 października 2014

O Stanisławie, żabce i przemijaniu:)


Nie mogę w to uwierzyć, ale kończy się już październik. Serio, sami możecie sprawdzić w kalendarzu;). Bardzo mnie to zadziwia lecz wydaje się być prawdą... W nocy mróz, a nawet w dzień już nie jest ciepło... Liście prawie już odleciały i duże opady śniegu są kwestią dni albo godzin. Cały świat krzyczy o przemijaniu, robi się tak melancholijnie. Natura skłania do rozmyślań. Nasz Dziewięciolatek zaskakuje nas swoimi przemyśleniami. I pytaniami. I wnioskami:). ....
Ale nie o tym dzisiaj będzie. Dzisiaj relacja z warsztatu. Temat: Polska (albo kraj w którym mieszkasz), wątek przewodni: znana, wybitna osoba. My w Polsce fizycznie nie mieszkamy, ale chcieliśmy uczyć się o Polsce:). A że listopad się zbliża (patrz początek posta:):) wielkimi krokami, szczególnie jego Pierwszy Dzień, (Wszystkich Świętych) postanowiliśmy warsztatować o polskich świętych. W planie było trzech co najmniej. Udało nam się przeczytać, obgadać, opisać, "orysować" itd. jednego:). Zobaczcie sami co nam powstało. My dobrze się bawiliśmy, poruszyliśmy ważne i trudne tematy, dowiedzieliśmy się ciekawych rzeczy, nauczyliśmy się piosenki i mamy nową edycję Gazety Domowej.pl na drzwiach do szafy kurtkowej!
Pierwszego dnia przeczytałam Czwórce Młodszych dzieci historię św. Stanisława Kostki z powyższej książki.  Wolałabym żeby była napisana trochę innym językiem, bardziej normalnym:) ale nie jest źle. Dzieci zaciekawione były bardzo. Obliczyliśmy ile lat temu Staś się urodził (464), ile miał kiedy wyjechał do Wiednia (15) a ile kiedy umarł (18). Odkryliśmy, że mieszkał niedaleko Warszawy, w Rostkowie koło Płocka. Zastanawialiśmy się nad postępowaniem Stasiowego brata, Pawła. I nad tym czy są takie momenty w życiu, że można nie słuchać rodziców. I dlaczego Paweł nie rozpoznał Stanisława w ubraniu biedaka.
Czytaliśmy też o  świętym patronie Polski i młodzieży w innej książce, którą A. dostał w zeszłym roku na Pierwszą Komunię od Dziadków.
 A. lat dziewięć przygotował taki "poster" o Stasiu.
M3. lat jedenaście narysował komiks. Czy wiecie, że wieść niesie, że żaby nie kumkają za Stasiowym domem? Bo w modlitwie mu przeszkadzały i jak poprosił żeby ucichły to posłuchały?
A J. lat sześć przygotował projekt dworku, w którym Stanisław z rodziną mógłby zamieszkać. Bo: "Mamo, wiesz, że najgorzej to mi rysować ludzi!"  A Mama wie, że J. uwielbia rysować zamki, domy, mapy, robić plany. I jak widać nie tylko rysować, bo okazało się, że gdy zmęczył się rysowaniem powycinał i przykleił resztę. Że niby łatwiej mu tak:):)

 A kiedy M3. komiks rysował, to Mama tak sobie śpiewała: rere kum kumkum, rere kumkum; wspominając czasy własnego dzieciństwa. I potem już wszyscy tak śpiewali prawie zgodnym chórem. Razem z Youtubem:)

 W tej edycji Dziecka jest nas dużo! Przygotujcie sobie dobrą herbatkę, ciasteczko i do czytania!!!

poniedziałek, 29 września 2014

O Dziewczynce, Która Stała się Gwiazdą... Dziecko na Warsztat w podróży po Wyoming.


Dawno, dawno temu kiedy księżyc był samotny na niebie, żyła dziewczynka z plemienia Szejenów o imieniu Quillworker. Nie miała braci ani sióstr, ale Jej rodzice byli dumni ze swojego jedynego dziecka. Jej niezwykłe umiejętności haftowania przynosiły sławę całemu plemieniu. Starsze kobiety w wiosce zachwycały się tym, że Dziewczynka mimo tak młodego  wieku pięknie ozdobiła już 30  bizonie skóry, co normalnie zajmowało całe życie.
Quillworker chodziła do Chaty Twórczyń  uczyć młodsze dziewczynki jak zbierać  igły jeżozwierza i zabarwiać je na żywe kolory a potem z nich przepiękne wzory. Starsze kobiety spierały się, która była nauczycielką Quillworker, tak bardzo Dziewczynka była utalentowana.
Pewnego dnia Quillworker siedziała w tipi ze swoimi rodzicami wycinając wojenną koszulę z miękkiego kawałka skóry. Pracowała od wielu tygodni, przeszywając czerwone, niebieskie, żółte i białe igły jeżozwierza na skórę. Kiedy skończyła swój nowy wzór, wycięła opaskę, getry z miękkiej skóry jelenia, potem zrobiła mokasyny i parę rękawic.
Matka dziewczynki obserwowała Ją z zaciekawieniem. "Córko, dlaczego przygotowujesz strój wojownika? Twój Ojciec ma już swój a nie masz żadnych braci. Nie jest to też jeszcze czas na zamążpójście dla Ciebie."
"A poza tym co to za wzór? Nie znam go."
Quillworker odpowiedziała dotykając stroju:"Jest piękny, prawda? Zobaczyłam go we śnie."
Matka pokiwała głową."Dobrze, że uważasz na swoje sny. To przez nie Wielki Duch przemawia do nas."
Quillworker pracowała wiele dni i nocy. Kiedy skończyła, przygotowała następną skórę jelenia i rozpoczęła ozdabiać kolejny strój wojenny. Robiła to jeszcze sześć razy i za każdym razem Matka pytała ją" Córko, dlaczego szyjesz strój wojownika?" I za każdym razem Quillworker odpowiadała: "Nie wiem, Matko. To przyszło do mnie we śnie". Kiedy skończyła siódmy strój zobaczyła, że jest mniejszy od pozostałych. Jakby przeznaczony dla chłopca a nie mężczyzny. Do niego Dziewczynka dodała także   kołczan przyozdobiony takim samym jaśniejącym wzorem.
Jej praca była skończona. Zapakowała trochę swoich ubrań razem z igłami jeżozwierza i jedzeniem z odkładanym od jakiegoś czasu. Wzięła nóż, narzędzia do wyprawiania skór i gotowania.
Kiedy Matka zobaczyła co robi, zapytała: "Córko, dokąd idziesz?"
Quillworker uśmiechnęła się: "Siedem dni stąd znajduje się tipi Siedmiu Braci. To dla nich te stroje. Będę ich siostrą i kiedyś Wszyscy Ludzie będą ich podziwiać.
"Tak niech się stanie, Córko. Pomogę Ci się przygotować do drogi.
Razem przywiązały psy do toboganów. Dziewczynka była gotowa do drogi.
"Skąd  znasz drogę?" spytała Matka.
"Nie znam" odpowiedziała Quillworker "ale pojawia się w moich snach. Nie zgubię się"
Pożegnała się z Matką i z psami podążającymi za Nią wyruszyła w kierunku gór.
Sześć dni wędrowała, jedząc pemmikan i świeże jagody, popijać wodą z bukłaka. W nocy owijała się skórą bizona i spała przy małym ognisku.  Sny  były Jej przewodnikiem w podróży za dnia.
Wreszcie siódmego dnia doszła do strumienia. Na jego drugim brzegu, w niewielkim gaju ujrzała potężne tipi. Czy to może być schronienie Siedmiu Braci? Było zrobione z więcej niż dwudziestu skór bizonich.
Kiedy psy Dziewczynki weszły do wody, z tipi wyłonił się chłopiec. " Szukam Siedmiu braci. Przyniosłam dary" zawołała.
Chłopiec uniósł dłoń w geście powitania. Jestem Wihio, najmłodszy z Siedmiu. A Ty jesteś Quillworker, nasza nowa siostra. Czekałem na Ciebie."
"Czekałeś? Widziałeś mnie we śnie?"
Wihio pokręcił głową. "Ja wysłałem Ci sen. Mam Moc Poznania i Moc Dosięgania Nieba."
"Co to jest Dosięganie Nieba?" zapytała siostra.
"Zobaczysz," odpowiedział "Bracia polują, ale powinni niedługo wrócić. Chodź pokaże Ci  naszą chatę.
(.....) cdn.:)

Kraina znajduje się za górami, za lasami, za oceanem. Pośrodku wielkiego lądu, pomiędzy górskimi pasmami, na rozległej prerii. Latem słonce praży tu niemiłosiernie, a silny wiatr  wznosi tumany suchego, czerwonego piasku wraz z obeschłymi preriowymi krzaczkami. Zimą cała kraina zamarza i pokrywa się śniegiem wzburzanym przez ten sam wiatr, choć czyste powietrze skrzy się od słonecznego blasku. I pomimo, że zima trwa tu najmarniej osiem miesięcy, już wiele setek lat temu zamieszkiwali ją ludzie. Twardzi i zależni od natury. Ich ojcowie i dziadowie przekazywali dzieciom historie tłumaczące otaczający ich świat. Piękne, barwne legendy i mity. Jednym z plemion, które posiadało tę ziemię wiele, wiele lat temu i od którego nazwę otrzymała stolica naszego stanu, to Szejenowie (Cheyenne). I właśnie piękny mit o pochodzeniu Gwiazd (a właściwie Wielkiego Wozu) stał się centrum naszego warsztatu. Quillworker to utalentowana dziewczynka, która wyszywa przepiękne wzory na skórze jelenia i bizona z jeżozwierzowych igieł barwionych na żywe kolory. Ma sny, za ktorymi podąża. Przygotowuje siedem przepięknie zdobionych strojów wojennych. Wyrusza w podróż aby odnaleźć Siedmiu, dla których są przeznaczone. Staje się ich siostrą. Pewnego dnia przychodzi Wielki Bizon i żąda wydania dziewczynki. Bracia się nie zgadzają. Bizon im grozi. Następnego dnia przychodzi Wielka Krowa i chce tego samego. Odpowiedź Siedmiu jest ta sama. Krowa grozi im czymś strasznym. Nic to nie daje. Trzeciego dnia nadchodzi Wielkie Stado Bizonów. Stoi u wejścia do tipi, a wokoło cała ziemia drży. Powietrze drży. Wydaje się, że nie ma już wyjścia. Ale Bracia nie oddadzą Siostry. Najmłodszy wyjmuje strzałę z kołczanu ozdobionego przez Quillworker. Pozostali chronią Siostrę. Najmłodszy, który ma Dar Sięgania Nieba, każe im wspiąć się na drzewo. Sam strzela z łuku i chwyta się gałęzi. A potem... Drzewo Sięga Nieba. Wyżej i wyżej. Rodzeństwo widzi stado gdzieś daleko w dole. Ale... są już tak wysoko, że nie ma odwrotu. Chwytają się za ręce... i pozostają na niebie. Najmłodszy to Gwiazda Północy. Najjaśniej świeci Quillworker. Po dziś dzień Wszyscy Ludzie ich podziwiają:).


Łobuzy słuchały jak urzeczone. Czytaliśmy książkę znalezioną w bibliotece klasowej M3 a więc po angielsku. Dla Was Drodzy Goście, Matka wykonała próbę opowiedzenia historii w języku Przodków..., bo zdaje sobie sprawę, że większość z Was chętniej czyta w tym języku, w którym galopują Wasze myśli:). Nie jest to profesjonalne tłumaczenie, ale Matka żywi cichą nadzieję, że Jej to wybaczycie:)

W warsztatach brało udział czworo Łobuzów. W wieku lat jedenastu, dziewięciu, sześciu i dwóch z poważną nadwyżką. Wszyscy zasłuchani. A potem zabawieni. Jednym słowem: "Mamo, lubię to robić!"

Do naszej zabawy użyliśmy:
- tutki po papierze toaletowym (upchnięte w jakimś zakamarku, ostały się przed sprzątaniowym zapałem Matki:)
- kolorowe kartki
- flamastry i kredki
- nożyczki
- klej do papieru
- patyczki (uzbierane prze Manię)
- taśma klejąca i zszywacz do szybkiego zbudowania tipi w wiosce:)
- wyobraźnię w dużej dawce:)

Postanowiliśmy zrobić sobie własne indiańskie plemię. Ubrane w pięknie ozdobione przez nas "skóry". Zupełnie nam nie przeszkadzało, że z papieru:) Zamiast ozdabiania igłami jeżozwierza, przenosiliśmy co nam się "śniło", rysując flamastrami:). Zamysł Matki był taki, co by Dziatwa powielała wzory Quillworker. Ale Łobuzy pomysł miały inny. Własny mianowicie. Kto by się oglądał na czyjeś już wymyślone wzory. Sami mamy wyobraźnię, prawda?


 Na jednej "skórze bizoniej", tej "wyszywanej " przez A. pojawiła się cała historia. 
"Mądry szaman w górach pomaga mężczyznom, kobietom i dzieciom. Mądry szaman pomaga tancerzom Wielkiego Ducha. Mądry Szaman zrobił ognisko i upiekł dużo ryb w indiańskiej wiosce."
Spisana mową indiańskich znaków. Bo to one były naszym kolejnym punktem programu. Bardzo trafionym zresztą. Wymyślanie opowieści czy informacji przy pomocy tych małych piktogramów to prawie jak praca szyfranta! I nie wiem jak Wy, ale my uwielbiamy takie zabawy!.

Tu gdzie mieszkamy historia rdzennych mieszkańców i ich pięknych legend przeplata się z trudnymi losami pionierów, którzy przebyli dłuuugą drogę, aby w końcu osiąść na tej nieurodzajnej choć urokliwej ziemi. To przeplatanie niestety wielokrotnie połączone było także z rozlewem krwi. O  osadnikach mamy nadzieję opowiedzieć Wam nieco w środę, kiedy będziemy mierzyć się po raz pierwszy z projektem "Przygody z książką". Czekajcie:)

Nasze szejeńskie warsztaty powstały w ramach blogowego projektu Dziecko na Warsztat wyrusza w podróż:) czyli Druga Edycja. Bierze w nim udział około 80 innych blogowych Mam z całego świata. Ruszajcie z nimi w podróż jest bardzo ciekawie! 

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgUwp7WHFMOVi61SK53W4DE4UzcZe_55Ew7itO4cwyqyAuPpd-PCiQJW-Sn3gS6dvHwfhXaSSkX3nyCGNEx4stip8CnIQSdxfg52tQjfYYS-yQtcPO1Rlr7SsSOQ8HMFK2JRKz8GcYhDwEu/s1600/10580046_966355333381715_3436795246023927159_n.jpg







środa, 3 września 2014

Śmieszna świeczka ślicznie śpiewa:):)

W Krainie położonej hen, daleko za wodami i lasami, i za prerią, zmagamy  się z trudną wymową polskich głosek. Niektórzy mieszkańcy pięknie sobie radzą z "sz, cz, ś, dz" i innymi pułapkami pięknej ojczystej mowy. Ale nie wszyscy. Szczególnie ciężką walkę stacza Czwarty. A Rodzice z Nim. Nie jest mu łatwo. Przygodę z logopedią zaczął jeszcze w Polsce jako czterolatek. Pięć lat temu... Tu na Dzikim Zachodzie brakuje nam fachowej pomocy. Nie ma. Więc przekopujemy internet, konsultujemy się z Polską, w zeszłe wakacje ofiarny wujek P.  przez Skype prowadził zajęcia z Czwartym i Piątym... Mamy fajną płytę "Igraszki Smoka Szczepana" (już kiedyś o niej pisałam). Jest trudno. W tym roku szkolnym wspólnie z Antosiem postawiliśmy wziąć się z problemem za bary. Ale potrzebujemy wsparcia. Dlatego naszym nowym projektem są logopedyczne lapbooki. W trakcie przeszukiwania zasobów netu w celu odnalezienia ukrytych w nich zadań do pracy z głoską "ś" (którą A. "zapomniał "jak się mówi...) Zdesperowana Matka natknęła się na lapbook logopedyczny przygotowany przez Eduszkę. I zachwyciła się. Zapragnęła pragnieniem silnym i nieokiełznanym poczynić takie cudo dla ćwiczącego synka. Jak postanowiła tak zrobiła. No, i ta Świnka z Angry Birds ( nie lubię:), ale tak się uroczo komponuje i rozbawia dzieci przyzwyczajone do ograniczeń w tym temacie:)
Na jednym nie poprzestaniemy. Tworzy się już głoska "sz". Dla Piątego. I w ogóle.
A może macie dla nas jakieś rady? Źródła w necie, z których możemy skorzystać? Podzielicie się?:)

wtorek, 26 sierpnia 2014

Przelewanki-dolewanki:)

Chłopcy oglądają z wypiekami na twarzy Skrzypka na dachu, Tata zajęty w komputerze, Mama porządki w szafkach rozpoczęła. Co ma robić słodka mała Dziewczynka? Zdecydowanie najciekawsze to te Mamine porządki są. Ale co zrobić jak Mama porządkuje lekarstwa i inne niezbyt przyjazne Dwuletnim ciekawskim rączkom skarby? Coś wymyślimy!
 Naczynie jakieś większe, płaskie na pewno i u Was się znajdzie. Buteleczki, kubeczki, strzykawki od lekarstw, dozowniki, pipetka, łyżki i łyżeczki. Co tam szafki i szuflady wyplują:). A jak jeszcze znajdą się jakieś barwniki spożywcze? Full wypas, że tak użyję języka obcego:).
 Manię wciągnęło na całego. Najpierw wołała Mamę do pomocy, ale szybko zorientowała się o co chodzi i dawaj, wlewać, przelewać, nalewać, dolewać. Mieszać kolory - o to bardzo fajne zajęcie:). Zabawa z gatunku tych co to pod ręką i organizowana na szybko a frajda na całego! A jaka rozwojowa!
"If I were a rich man..." śpiewają Łobuzy. A mogę też ponalewać? A tym się pobawić? A mi też zrobisz kolory? Ja też! Ja też! oczywiście zabawa wodą zawsze wzbudza emocje, 
u Was też?
Szafki posprzątane. A wodne akcesoria zyskały niebieskie pudełeczko i obok suszących się naczyń czekają na kolejną kąpiel. Zbyt długo nie poczekają, to pewne.

Poza tym Trzy Średnie Łobuzy ogarnęła namiętność do pisania listów. Ciekawe jaki wpływ miał na to list otrzymany dzisiaj przez Matiego od polskiego kolegi ? :). I Antoni zmusił Mamę do wydania papieru i pomocy w pisaniu. A jak A. zaczął to i Jaś wyskrobał. I Mateusz też odpisuje... A rodzice się cieszą, bo dzieci polski ćwiczą. W piśmie. Miód - malina:)
I tu apel do Rodziny i Znajomych. No, prośba uprzejma taka. Piszcie do Łobuzów! Listy, maile co tam Wam przyjdzie do głowy.... Odpiszą...

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

No i idziemy do szkoły...

No, to koniec. Wakacje 2014 oficjalnie uważam za zakończone:) 
Dzisiaj Łobuzy wyruszyły pierwszy raz do szkoły. Co prawda tylko na chwileczkę, przywitać się, rozejrzeć. Jutro z nową energią zaczynają prawdziwą naukę. I nie mogą się już tego jutra doczekać, o dziwo. Dwóch starszych wyruszyło rano do Gimnazjum. (Ci już z trochę mniejszym zapałem:):) Ambitny plan pojechania do szkoły na rowerach spalił na panewce, bo... padał deszcz:).
W Naszej szkole prawie same zmiany. Każdy ma nową nauczycielkę. Jaś znaną nam, ulubioną, a Mati i Antoś całkiem nowe w szkole. 
Nasza Księżniczka oczywiście, też zapakowała plecaczek. Wieczorem razem z Braćmi. I natychmiast rano wstała, kiedy tylko drzwi skrzypnęły... I plecaczek na plecy włożyła, gotowa do drogi! Ciekawe jak będzie przeżywać fakt, że pięć dni w tygodniu dom 7 godzin będzie pusty...

Co nam nowy rok szkolny przyniesie?....

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Dziecko na Warsztat - Muzycznie:) (warsztat zaległy styczniowy)

 Czasami zastępuję w naszej szkole Panią od Muzyki. Kiedy jedzie na urlop zimowy z dziećmi. Albo ma koncert lub szkolenie. (nasza Pani od Muzyki gra pięknie na skrzypcach w stanowej orkiestrze.) Najczęściej Pani zostawia mi plan zajęć, zawsze mówi ale jak chcesz to możesz coś z nimi sama zrobić wedle uznania:). Tym razem planu nie było i mnie to ucieszyło. Mogłam sobie powarsztatować z dziećmi.

Użyłam do warsztatu:
płyty CD- Muzyka dla ucha malucha
kolorowe kartki
kredki, flamastry
sala muzyczna (gdzie jest przestrzeń do tańczenia)

 Poprosiłam dzieci, żeby usiadły na dywanie i zamknęły oczy. Wtedy puszczałam im po kolei kilka kawałków z płyt. Po wysłuchaniu (1-3 min. w zależności od wieku) poprosiłam by oczy otowrzyły i spróbowały opowiedzieć co sobie wyobrażały kiedy słuchały muzyki. Odpowiedzi były różne. Niektóre dzieci bardzo się wczuwały inne próbowały zaistnieć w grupie i wymyślały halloweenowe odpowiedzi... Generalnie myślę, że im się bardzo podobało.
Następnie poprosiłam je żeby wstały. I znowu puszczałam muzykę. I poprosiłam żeby tańczyły tak jak gra muzyka. To im się BARDZO podobało. Tańczyliśmy też razem. Tzn. Ja im coś pokazywałam a oni za mną wężykiem, wężykiem...
Na koniec żeby ich trochę wyciszyć przed następną lekcją posadziłam ich na dywanie z powrotem dałam po kartce i puszczając muzykę poprosiłam o ilustrację do tego co słyszą.
Niestety nie zrobiłam żadnych zdjęć ich rysunków, a szkoda:)
Zajęcia przeprowadzałam w dwóch grupach:
 zerówkowiczów (5-6 lat) 
oraz w połączonej klasie 1szej i 2giej (6-8 lat)

A na koniec Mania tańcząca na naszym łóżku (!) do muzyki dla ucha malucha:)


Jeżeli chcecie znaleźć więcej inspiracji do zajęć muzycznych z dziećmi w różnym wieku zajrzyjcie do tych kreatywnych mam:

niedziela, 10 sierpnia 2014

Potyczki językowe i znaki patyczkowe:)

-Jechamy do parku!
-Jecham sam przez całe alley!! bez stopu!

Dziwnie brzmi dla Was? Ale jakże logicznie. Skoro bezokolicznik brzmi "JECHAĆ" to dlaczego mówimy "ja jadę"? A w liczbie mnogiej jeszcze inaczej "my jedziemy"? Język polski bardzo trudny jest i taki nie logiczny w swoich odmianach:) A dzieci? Dzieci myślą logicznie i tak też mówią. No i u nas pojawia się nowy dla nas haczyk językowy. Dlaczego Mania ma mówić "zlobiłam" a nie jak "wszyscy" "zlobilem" ? A z drugiej strony o ileż łatwiej w życiu kiedy język rozwiązuje za nas wiele problemów. Tutaj po imienu nie rozpoznasz czy właściciel jest dziewczynką czy chłopcem. Dwa lata temu miałam w klasie dziewczynkę i chłopca o takim samym imieniu: Erin. A może być nawet trudniej. Znacie imię James? po polsku Jakub? po amerykańsku James może być dziewczynką i nie ma to żadnego związku z genderowymi zmianami. No i oczywiście James może być nazwiskiem. Często panieńskie nazwisko mamy staje się imieniem dziecka. Ciekawe. Dla nas egzotyczne:)

 A w parku bawimy się na placu zabaw. Kiedy słońce przygrzewa za bardzo siadamy na trawce w cieniu i bawimy się patyczkami. Literki zawsze  wdzięczne do układania:)
Ale same literki to za nudno. Myślicie, że przerzuciliśmy się na chiński? Nie, nic z tych rzeczy. (Chociaż samouczek chińskiego posiadamy, a właściwie to M3 ma - dostał od Wujka M. przesyłką z Polski, żeby sie uczył:). No, więc to nie chińskie znaki powstały z patyczków. A co? ZGADNIJCIE! 
Czekam na Wasze pomysły:) Ciekawe czy umiecie czytać tajne znaki Łobuzów:)