Pokazywanie postów oznaczonych etykietą igłą i nitką. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą igłą i nitką. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 sierpnia 2014

worki ze skrawków i refleksji kilka...


Lekka taka melancholia zakrada się do Krainy. Może nie całkiem do Krainy ale do serca Matki. Nie, że coś z Łobuzami. Nie, że źle. Ale trudno czekać przed życiowym zakrętem. Ale latorośle wyfruwają znowu codziennie rano do placówek oświatowo-wychowawczych i takie Duże już są... No i jesień idzie, nie ma na to rady. W naszym suchym stanie padało wczoraj znowu pół dnia. Aż myśleliśmy, że się impreza w parku nie odbędzie:) A Łobuzy te młodsze czekały niecierpliwie na "Mamo, pamiętasz taaaaka wielka PIŁKA a do niej można wejść!" Na szczęście koło 2giej zaczęło się przejaśniać i impreza odbyła się przy pięknej pogodzie. Było trochę atrakcji dla dzieci. Policja serwowała hamburgery i hotdogi prosto z grillla. A Pan Doktor Marysi pyszne mięsko w bułce. Wszystko za darmo oczywiście, bo to szkolny dystrykt organizuje na początek roku szkolnego. I miło było, trochę znajomych też. Tylko tak jakoś nostalgicznie, że to ciągle obce jednak miejsce, że nie rozumiemy wielu społecznych relacji, że...Eh, marudzę trochę. W końcu było miłe popołudnie dzieci się wyszalały, zapisaliśmy ich na piłkę nożną bez żadnych opłat, dostali cukierki i w ogóle:)
Poza tym worki im uszyłam. Takich mam skrawków materiałów dwie szuflady podostawanych od różnych miłych ludzi to trzeba wykorzystać:) Trzy uszyłam i... oczywiście musiałam też i czwarty:) "Dla mnie, dla mnie, dla Lysi też, tak?". I teraz codziennie rano Nasza Mała "Fcinka" zabiera worek i mały plecaczek i odwozi z Tatą Braci do szkoły. Bardzo dumna i zaangażowana:). A potem wraca do domu i pomaga Mamie we wszystkim. Pranie wrzucać do pralki i wyjmować. Zmywać nawet raz pomagała! Gotować i w ogóle. Fajna taka, wystarczy kilka minut z Nią i człowiekowi humor się poprawia. Każdemu życzę :)
Piszę tego posta już trzy dni, co mi się na ogół nie zdarza. I już mi przeszła ta chandra na szczęście. Uff! Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że cieszę się z tego szalonego życia jakie nam Stwórca aktualnie funduje i poczekam jeszcze trochę co będzie dalej:). Jeszcze mnie nigdy nie zawiódł:) I przypomina mi się kazanie śp. Ojca Adama, Paulina, którego oboje z M. uważamy za świętego. Mówił: Pan Bóg robi dla nas 100 cudów ale w 101 pierwszy nie wierzymy. Myślimy, że to dla Niego za dużo. A On robi i 101. Proście a będzie Wam dane. No, to prosimy:)
I nachodzi mnie jeszcze jedna refleksja. Trochę zmienia się nasz blog. Tak myślę od paru miesięcy, że więcej się tu robi osobistych refleskji niż dziecięcych przygód i pomysłów na zabawy. I tak chyba będzie, rozwój dobra rzecz, nasz idzie w tym kierunku chyba....:)
Choć pewna taka doza nieśmiałej tajemniczości pozostanie, bo to w końcu virtual reality jeszcze mnie wciągnie jak Jumanji i kto mnie odnajdzie?:):)

sobota, 24 maja 2014

Małpy skaczą niedościgle, małpy robią małpie figle...

Pewnego dnia Piąty zawołał: Mamo! to Małpa jest! Wyglądam przez okno i patrzę. Faktycznie, Łobuzów ulubiona letnia czytelnia jest zajęta. 
 Normalnie ktoś się tam bezczelnie rozsiadł i się śmieje! Niebiesko tak całkiem i trochę w paski...
 I dawajże skakać po gałęziach, po gałązkach. Do góry do dołu, bokiem i do góry nogami!
I jakby pozuje do zdjęcia, z tym zadowolonym z siebie uśmieszkiem:), jakby urodzona modelka albo model (bo właściwie to jakiej płci jest ten Nasz Nowy Gość?)
 Sami widzicie jakie akrobacje, Ten Gość, tu wyczynia, jeszcze mi Łobuzy zaraz zaczną naśladować  te wygibasy!
 Uff, Piąty chyba go jakoś okiełznał i razem z Mądrym Panem Sową ucywilizowali Małpę trochę, już nawet razem pozują do zdjęcia.
 Oj, chyba się zmęczył Ten Nasz Akrobata. I co tu się dziwić sama bym sobie tak pod krzaczkiem porzeczki posiedziała, na miękkiej świeżo "wzeszłej" pachnącej trawce. Prawda, że miło? I słoneczko tak przygrzewa leciutko. I niebo sobie można wyomińskie pokontemplować. A jest co!
O, a teraz to już śpi prawie... Cicho! (to Mania tak dba o gościa i ucisza wszystkich) zasnął chyba, dziwne nie jest. Po takich harcach? Zaskakujące, że Piąty obok nie chrapie!


Ps. Uprzejmie opisująca powyższe donosi, że Gość: zażądał noclegu. Wiktu (ciekawe co je oprócz bananów?). Opierunku (to chyba proste, wrzucę za uszy do pralki i gotowe). I przytulania (ma jak w banku - aż nadmiar:). I zabawy CODZIENNEJ.!
I znalazł to czego szukał po calutkim chyba świecie:) Dom. Chyba Mu u nas będzie dobrze, prawda:)
A i zapomniałam dodać. To Mr. eM jest. no tak się nazywa:)

wtorek, 20 maja 2014

Trzeciego Maja zupełnie bez związku z konstytucją...

To było 3 maja. Ale zupełnie nie konstytucyjnie, bo w końcu to nie TA konstytucja (dla przygodnego czytacza wyjaśniam: Kraina wbrew pozorom nie znajduje się w Polsce tylko w środku Dzikiego Zachodu:). Trzeciego Maja wciąż trwającego roku, a więc straaasznie już dawno. Odbyła się FIESTA. Największa fundraisingowa akcja naszej szkoły:). A wcześniej Matka w Krainie dziergała i tworzyła co się dało żeby stworzyć "coś" za co "ktoś" mógłby oferować szkole jakieś fundusze. Bo to taka zabawa jest. Możnaby przyjść i wypisać czek w szkolnym sekretariacie i już. Szkoła "wspomożona":). Ale jest inaczej. Tygodnie przygotowań, donacji i donatorów, zabawy i pracy ciężkiej. A potem impreza. Elegancja- Francja, jedzenie i tańce. No, i aukcje. Najwięcej emocji budzi ta z prawdziwym prowadzącym licytację. Bo co roku ciasto pieczone przez zasłużoną, emerytowaną nauczycielkę zerówki sprzedaje On za wyższą cenę. W tym roku 6 tysięcy dolarów za PÓŁ ciasta:) Nieźle, nie?. A szkoła bardzo potrzebuje tych pieniędzy. Więc zabawa jest:)
Oczywiście koszyk Krainowy poszedł na cichej aukcji za jakąś malutką sumkę, nie ma co porównywać ani śnić o tej popularności co w/w ciasto :):):). Za to sprawił dużo radości przy przygotowywaniu. Tu dziękuję Królowej Matce za inspirację:) do zrobienia serwetkowego obrazka jako zestaw z ptaszkami, które lubię sobie dziergać.
Ptaszki, kwiatki, osłonki na kubki z parującym rumiankiem. No i, oczywiście - świeca. Obrazki dziergane, laleczka - jednym słowem zabawa na długie noce i poranki była. Że jak skończyłam była szydełkiem machanie, i po oddaniu do szkoły, wróciłam do domu to zdawało mi się, że coś koniecznie muszę wydziergać, przykleić, obmyślić, dokończyć. A to tylko przyzwyczajenie było:).
I na koniec Drogi Czytelniku, skoro doczytałeś/aś aż dotąd i oglądasz nie najlepsze zdjęcia Krainowe, na osłodę podam Ci, kilka nowinek  prosto z miasteczka położonego "in the middle of nowhere". Czyli z Krainy Łobuzów, tych Wesołych.
Nie jest lekko ale trwamy :)). Mamy nadzieję, że niedługo objawią się jakieś szczególy naszych przenosin dwie godziny bliżej Polski.
Łobuzy zdrowieją, plamy i krosty znikają, skośne oczy dawno wróciły do migdałowej normy. Za to Księżniczka kaszle ale w końcu rodzina jest patologicznie wielodzietna, więc czego tu wymagać:)
Rok szkolny zbliża się ku końcowi, czego z ulgą oczekujemy. Koncerty jeszcze dwa w czwartek. Jakieś wycieczki, końcowe projekty. Dzisiaj J. pojechał był z klasą do Denver do ZOO. Wycieczka szalona, długa (2 i pół godziny samochodem w jedną stronę). Jaś pękał z dumy. I zwierzęta widział. Słonie niebieskie i czarne. I lwa z takim czymś to "male" był, mamo i "female" też, tak leżała. Mama i tata. I małpy ale nie psociły tylko jadły obrane banany. I żyrafa widziana już na początku, bo koło toalety (to żyrafa chodzi do kibelka - padło pytanie z "tłumu") ale odwiedzona później. I małe zwierzątka - a te w budynku! i w ogóle nawet na minutkę nie zasnął w samochodzie. I mówiłem dużo, mamo! Nikt w to nie wątpił w Krainie:)
A za oknem wiosna i kwiatki i krzewy zaczynają kwitnąć i trawa wyjątkowo zielona po tych tonach śniegu z zeszłego tygodnia..
A miała być krótka notka o koszyku. Słów dwa... Ha, ha!
Dobranoc moi Drodzy! Czas na mnie.


piątek, 16 maja 2014

Kołderka nie całkiem babcina i "indiańskie" akcenty w Krainie:)

Śpią lale. Cicho! A za oknem śnieg pada i pada... Zimno tak się zrobiło. A maj przecież... U Mamy w koszyku "granny's squares, polegują cichutko. ( Nie, nie Babcia je zrobiła, ani do Babci nie należą, tak się poprostu nazywają, córeczko). Miała być narzuta na Manine łóżko ale to chyba nie w tym tysiącleciu. A kwadraty popiskują słodziutko, przekonują, chciałyby być użyteczne jakoś, może bawić się? Och, aż im się brzegi  trzęsą z radości na  tę myśl! A lalki marzną, oj marzną! 

Patrz, Jasio! Patrz! ciepło tym lalom już chyba? A Mamie na chandrę najlepiej (oprócz sprzątania, co każdy wie:) robi jakaś ręczna robótka. Co prawda nigdy nie wiadomo jaka i co z niej wyniknie, ale tym razem chociaż lale komplet pościelowy zyskały:)

Gwoli ścisłości to już tydzień temu tym lalom się tak standard życia podniósł. A obecnie mamy w domu dwóch czerwonoskórych, skośnookich Łobuzów. Nie, nie powiększyła nam się rodzina! "Tylko" jakiś obrzydliwy amerykański wirus dziecięcy się przyplątał. I nic Wam się nie pomyliło, Tak, tak Łobuzy jeszcze nie skończyły brać leków na anginę... a tu nowa "niespodzianka". Normalnie odrabiamy za te cztery lata mieszkania na Dzikim Zachodzie, eh. A tu koniec roku, oceny, koncerty, jutro wyczekany mecz siatkówki szkolnej reprezentacji... I co? W domku pod kołderką mogą się słowami poprzerzucać i poduszkami... Cóż. Taki mamy klimat:)
Dobranoc!


poniedziałek, 18 listopada 2013

Usypianeczka taka mała laleczka...

Przed domem rośnie drzewo. Na drzewie są fajne takie przytulne miejsca. Aż trudno się oprzeć żeby się nie wspiąć i nie usadowić. Poczytać. Podumać. Rozmyślać. Tak, tak są tacy w Krainie co uwielbiają tam przesiadywać. Ale, ale dzisiaj wyjrzawszy za okno miejsce ujrzałam ZAJĘTE! Ktoś tu przybył i siedzi. Śpi, nawet zdaje się... Laleczka taka jakaś...

 No, chrapie aż w domu słychać. Wstydziłaby się, południe już dawno minęło!

Zbliża się. Chyba zaraz zapuka do drzwi. 

No, patrzcie jaka księżniczka! Już w kwiatach się umościła i chrapie znowu!


-Mamo, co robisz? - Jaś zagląda mi przez ramię.
Laleczkę - Usypianeczkę, takiego "usypiaczka" małego - odpowiadam
O, może być dla mnie? Bo ja tak nie szybko usypiam (jakieś sekund 5 - dopisek mamy:)
I przydałaby mi się taka Usypiaczka... - Spokojnie przekonuje mnie Synek...

Ale ... Usypianeczka już przejęta. Bez pytania. W drodze aneksji. Całkowitej...


A czapka zrobiona dla 3-letniego chłopca, Mania jako modelka pozuje do zdjęć:) Więcej  na Orchards Crafts, zapraszam:)

wtorek, 3 września 2013

Sówki...

 Rok szkolny w toku więc obecność Sówki Mądrej Główki wysoko wskazany jest. Prawdą jest też, że bardzo lubię sówki. Wiem, wiem to nic odkrywczego podobno wraca na nie moda... Nic na to nie poradzę, że sowi motyw wzbudza moje emocje. Można je na tak wiele sposobów narysować, uszyć, wydziergać i zawsze są urokliwe... No mam taką słabość. Mam i już:). Uprzedzam więc sówki będą się zlatywać do krainy stadami. Także dlatego, że Mama w Krainie obdarowana została dwoma pudłami skrawków materiałów... I tysiące pomysłów Jej się w głowie kłębi, o krok od eksplozji:). Uczucie zapewne podobne do Zeusowego. Tuż przed zrodzeniem Ateny...
U nas wakacje skończyły się po raz drugi:). Przynajmniej tak się czuliśmy rozkoszując się Długim Weekendem spowodowanym amerykańskim świętem Pracy. Udało nam się pojechać i dojechać do Guernsey na konwiwencję. A potem... nad jezioro tamtejsze. Łobuzy przemieniły się w błotne stwory, albo chlapiące się jeziorowe stwory. Było pięknie, choć słońce miało się już ku zachodowi...
A w poniedziałek leniliśmy się dzień cały:) niestety jakiś wirus katarowy nas prześladuje, co zupełnie nie składa się z wciąż panującym wielkim upałem... Jedynym plusem tego gorąca jest to, że naprawdę trudno myśleć o zbliżającej się wielkimi krokami zimie, jak tu wierzyć, że w ogóle ona istnieje???:) Lepiej zapomnieć.:)

Jaś:
Wiesz, mamo, Rita to już chyba umie czytać..
(J. bardzo przeżywa, że sam jeszcze nie bardzo opanował tę trudną sztukę:)
ja:
Tak? 
J. 
I nie wiem, mamo jak to się stało, bo ja jestem większy (czyt. wyższy)... Ona chyba dużo jadła, wiesz?...
ja:
ahaaa...

Cóż, żeby to było takie proste:)

środa, 26 czerwca 2013

Spełnione marzenie i w dodatku użyteczne:)

Jak ja lubię czas wakacji! Zawsze można zrealizować coś o czym się od dawna myśli. Albo wymyślić coś nowego. Na brak pomysłów narzekać nie mogę. Generalnie wszystkie Łobuzy pomysłowe są. I nie nudzą się nawet w czasie deszczu. no, chyba, że przychodzi jeden albo drugi i pojękuje: nie wiem co mam robić, mamo (tato).... oj.... Ale mama i tata wiedzą. O co chodzi. O to, żeby chce się na  komputerze pograć. Albo obejrzeć ten konkretny film. Albo nawet zrobić to coś konkretnego czego akurat nie wolno. No, bo to nudne że zasady są, czy że czegoś nie wolno. Eh, tacy staroświeccy rodzice... Ale odpłynęłam daleko od tematu. Bo dzisiaj chciałam się pochwalić. Zrealizowanym marzenio-pomysłem. Nie wiem czy dzieliłam się nim na blogu, czy nie. Nie chce mi się sprawdzać:) Ale odkąd uszyłam sobie, jeszcze przed narodzinami naszej jedynej, jak na razie córki, chusty elastycznej, do noszenia i przytulania - postanowiłam uszyć nosidło - Mej Taj - do tego samego. I udało mi się! Jest! Gotowe do wakacyjnych wpraw w okoliczne góry, do spacerów, uszyte. Nie jestem żadnym mistrzem krawieckim, umiem maszynę włączyć (Teść mnie nauczył) i bardziej używam jej do zabawy niż prawdziwego szycia. A mej taj się uszył. :)
A jutro kończy się koncertem wakacyjna szkoła wiolonczeli Najstarszego. I będzie grał solówkę. A pani załatwiła Mu gratisowe lekcje prywatne, bo mówi, że ma talent chłopak. Fajnie. 
Za domem rozbiliśmy basenik, nawet nie malutki, bo prawie trzy metry na dwa. I taplają się w nim teraz okropnie krzykliwe, pluskające golasy:) Radocha na całego. A upały straszne. Dobrze chociaż, że noce miło chłodne są. 
Dzisiaj przy obiedzie (była Tortilla Chicken Soup) J. płacze: nieee mooogę jeść tej zupy.... za dłuuuuga jest... nieeee mogęęęę zaaaa dłuuuuga.... Ciekawe, myślicie może, że do sufitu? albo że karzemy mu jeść w talerzu dla żyrafy? Nic z tych rzeczy. Mówię do J. : no , wiesz jak będziesz tak do niej płakał, to rzeczywiście za długa będzie. Zrobi się jej dwa razy więcej i  do wieczora nie zjesz. Uśmiał się. I po dłuższym czasie przekonał. Jak zwykle zresztą. (A co miał robić jak niedobrzy rodzice nic innego nie dają a i deseru nie można jeść jak się obiadu nie zje...) A jak ładowałam naczynia do zmywarki to oznajmił: Zawsze róbcie taką zupkę. Pyszna była. :) (i krótka jak rozumiem:):)

czwartek, 25 października 2012

Miękka książeczka z samogłoskami...

Wycięłam filcowe literki - polskie samogłoski. Poleżały na komodzie ze dwa tygodnie, dojrzały, przeżyły weekend kiedy Rodziców w domu nie było (Łobuzy z wujkiem zostały a my na konwiwencję pojechaliśmy), przeczekały pobyt Krysi (absolutnie cudowny:) i w końcu doczekały się użycia :)
 W Walmarcie nabyłam dwa kawałki materiału w grochy, z tych resztkowych. przycięłam odpowiednio , pozszywałam, ponaszywałam, zszyłam razem i jest. Jaś czyta Marysi a ona przeżuwa:). A ja zrobiłam te beznadziejne zdjęcia, ale cóż nie mam na razie czym poprawić... Może innym razem :)


wtorek, 28 sierpnia 2012

Mata do zabawy - prezent, koniec wakacji i inne:)

Wakacje nieuchronnie dobiegają końca... Trwają u nas ponad 3 miesiące więc już naprawdę przyzwyczaiłam się do innego trybu i rozleniwiłam się :) Nawet postów nie chciało mi się pisać...
Lato spędziliśmy na Dzikim Zachodzie. Marzenia o wyjeździe do Polski pozostały tylko marzeniami :) co powiększyło naszą tęsknotę w pierwszej części wakacji. Potem otrząsnęliśmy się i cieszyliśmy pięknym, gorącym latem. Pławiliśmy się w dmuchanym baseniku za domem, odkryliśmy trasy wędrówkowe w górach i lasach w pobliżu, czytaliśmy tony książek - kolekcjonując nagrody za czytanie w bibliotece. Tata chłopców zachęcił do pisania po polsku. Graliśmy w gry planszowe i strategiczne (starsi chłopcy). A nawet wysprzątaliśmy dom:). Zrobiłam dużo zdjęć jak zwykle :). Mam nadzieję część Wam pokazać ...
Świętowałam okrągłe ( :) )  urodziny. Przyjaciele sprawili mi oooogrooomną niespodziankę i.... podarowali mi maszynę do szycia!. No i szyję. Planów mam moc. Odkryłam też inną pasję nową :) . Ale po kolei. Dzisiaj mata- prezent dla chłopca choć i dziewczyny mogą się bawić :) Uszyta  i zaprojektowa naprzeze mnie, inspirowana pracami innych znalezionymi dawno temu w necie.
 Mata ma około 70x75 cm, w środku dla usztywnienia ma wypełnienie, uszyta z resztek :) głównie filcu. Maszyna szyje sama :) to było jak rysowanie ... Zajęło mi jakieś 3 godziny... Powędrowała do rocznego chłopca. który ma dwóch starszych braci - niedużych i siostrę.

wtorek, 8 maja 2012

Etui dla rysownika :)


To podróżne opakowanie na kredki, bardzo dawno chciałam zrobić. Zainspirowana tym blogiem. 
I teraz udało mi się, planuję takich więcej :). Chociaż nie mogłam już znaleźć na tym blogu takiego czegoś na kredki. Jest tam za to dużo innych fajnych pomysłów.
Kawałek materiału złożyłam na pół w środek "watolina"(?),  brzegi obszyte na zielono, torebki foliowe zamykane na małe rysuneczki (albo drobiazgi) wszyte w zielony materiał i przyszyte do całości. Zielony kawałek złożony przyszyty i przeszyty na każdą kredkę. Po zapakowaniu kredek i kartek, zwijamy całość, zapinamy na guzik i nic nam się nie gubi :) JAsio zachwycony, Antoś czeka na swoje :)

A poza tym korzystając z pożyczonej maszyny i tanich skrawków materiałów dostępnych w Walmart-cie poszyłam poszewki na poduszki :) Dorosłym i dzieciom :).

piątek, 4 maja 2012

Nowa pasja... :)

 Odkryłam nową pasję :) No, może troszkę już "oswojoną" wcześniej. Ale... odkryłam cud-maszynę. Do szycia. Miodzik. Rewelacja :) "Brother" - firma. Pożyczyłam od A. Żeby Zośce uszyć pokrowiec na Laptopa. Taki szalony pomysł... i udało się! Całą nockę prawie szyłam i Z. obok mnie ale ucieszyłyśmy się z efektu. No, pewnie nie jest perfekcyjny. Ale fajny ;) Z serca poza tym.
 A potem za ciosem poszłam i uszyłam Naszym Łobuzom na ich laptopa. Taki z aluzją pokrowczyk :)
I jeszcze inne rzeczy poszyłam. Ale zasłużyły na następny post...chyba...

czwartek, 9 lutego 2012

Kwiatki z filcu, nowe talenty i coś o Księżniczce Żabce...,

 Pierwszy tydzień lutego w naszej szkole świętowaliśmy jako "Tydzień Szkół Katolickich" Było dużo atrakcji łącznie z wyjściem całej szkoły na basen! We wtorek mieliśmy dzień Uznania dla nauczyciela, takie "Święto Nauczyciela". W tym roku przygotowaliśmy dla Nauczycieli kartki ozdobione kwiatkami z filcu. Płatki kwiatków zszyliśmy w środku, nakleiliśmy na liście (na gorąco oczywiście) a liście przykleiliśmy do kartek (złożone na pół sztywne kartki formatu Legal). W środku, oczywiście, chłopcy wpisali życzenia dla nauczycieli.

Odbył się też Talent Show. Bracia S. pokazywali Magiczne Sztuczki - Lewitacja, M1 zadawał Zgromadzonym śmieszne zagadki biblijne, A M2, M3 i A. przedstawiali skecz z Maszyną Prawdy w roli Niezastąpionej, gromkim śmiechem widowni nagradzanej....
A Marynia, Maniusia, Maryśka, Mariiijjja, Kropeczka, Przecinek, Wasza Wysokość, Mańka, Maryś, moja Maryś... ale nie DZIUBEK bo Dziubek to Jaś :) rośnie nam pięknie. Ma już 24 dni - no dorosła prawie ;) i jak krzyczy (na szczęście nie ciągle :) to osiąga rejestry zdecydowanie wyższe niż Starsi Bracia w tym samym wieku..... 

Otrzymała już tutejsze świadectwo urodzenia - oficjalnie Amerykanką jest w naszym jakże polskim domu, więc Tatuś wieczorami douczający się Jej Ojczystego języka uczy się z Nią :) :)

Ale Księżniczką Żabką Marysia bywa, bo to tak się ładnie komponuje : Żabko, moja Żabko KSIĘŻNICZKO!... Jednakże przy całowaniu postaci nie zmienia :) 
A J. mówi: Ty Mamo też jesteś Żabką, moja Żabko!:)

środa, 20 kwietnia 2011

Samolocikowa zasłonka...

Uszyłam moim łobuzom nowe zasłonki! No, sama nie mogę w to uwierzyć! I było to naprawdę bardzo łatwe... Nosiłam się z tym zamiarem i nosiłam, i jak już ciężko mi było od tego noszenia :) jakoś się udało. Już miesiąc temu zakupiłam zwykłe, tanie prześcieradło w zielonopodobnym kolorze (moja Mama na pewno by znała jego nazwę...). A teraz Wielkanoc już prawie nadeszła, potem GOŚCIE z Polski przyjeżdżają, Komunia M3 - wołało już do mnie to prześcieradło z półki...
Przecięłam je na pół. Trochę skróciłam. Obszyłam. Zawinęłam czyniąc miejsce na karnisz. Wyprasowałam. I tu nastąpiła najprzyjemniejsza część. Narysowałam sobie samolocik na tekturze żarówiasto różowej, a co tam... I obrysowałam na kolorowych resztkach filcu. Wycięłam, przyprasowałam wonder-under a potem do zasłonki. I gotowe. Zawieszone. Niespodzianka dla Łobuzów wracających ze szkoły. Teraz nie chcą okna odsłaniać , he he.