Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 kwietnia 2014

Taka notka na szybko:)

Chrystus Zmartwychwstał i Żyje! A my tego doświadczamy:) Czego i Wam życzymy na każdy dzień:)
Jakoś tak wielkopostnie w Krainie posty się nie chciały publikować:). Ale żyjemy, wszystkich  zaniepokojonych uspakajam, nic się nie zmieniło ciągle jest nas Ośmioro, wszystko się kręci, jeszcze się nie przeprowadziliśmy:)

Dorobiliśmy się kilku rodzinnych anegdotek na przykład takiej:

Trzymam Manię na rękach, przytulamy się.
- Jesteś moją Małą Dziewczynką? - pytam słodko.
- Nie! - stanowczo odpowiada moja dwuletnia Córeczka.
- Naprawdę? - dziwię się - a to może jesteś Stara Baba? - pytam zaczepnie.
-Nie! - Mania się nie waha - Chał stala baba!! - oznajmia radośnie wskazując na wchodzącego Najstarszego Brata.
I tak się wszystko wyjaśniło:) M1 to Stala Baba - tak się wszyscy uśmialiśmy , że nas brzuchy bolały a w/w prosił, żebym koniecznie zapisała to na blogu. To i jest.

Matka w Krainie wolne chwile poświęca na dzierganie i klejenie zawartości "koszyka" Handmade na szkolną akcję fundraisingową - doroczną FIESTĘ, która nadchodzi wielkimi krokami. Dostałam też za zadanie ozdobienie Paschału tegorocznego naszej wspólnoty co nocami poczyniłam i bardzo miło wspominam:), zobaczcie sami co mi wyszło:).
W sobotę planujemy warsztaty historyczne, w poniedziałek spodziewajcie się relacji:).

A teraz idę już spać, tyle na dobry wielkanocny początek! Dobranoc!

środa, 5 lutego 2014

Świecą w ciemności...

Thank You Ana for sharing with me this idea!!!!

No, nie wiem co napisać. Zaczynam i zaczynam i nic. Jak krew z nosa... Swoją drogą dziwne to powiedzonko, bo krew z nosa to sika bez przeszkód i strumieniem - zupełnie nie jak słowa do tego posta. A wiem co mówię bo w suchym klimacie, o bardzo dużej amplitudzie temperatur, w jakim żyjemy, Łobuzom ta krew z nosa tryska jak z fontanny:).  I już nawet nie robi wrażenia na czułym, matczynym sercu:).
Uff, jakoś poszło. Krwawo trochę ale cóż takie życie... A tak na marginesie miało być o Aztekach. No, żeby tak nie skłamać to o azteckich wzorach. Niezamierzonych. Ale takie wyszły. Sama nie wiem. Ale mój M. tak mówi. A Jemu trzeba wierzyć:) Chociaż z zmierzenia to krzyże miały być. I są chyba... Azteckie? Indiańskie? Czyżby jakaś indiańska iskierka od mojej córki "Czejenki" (Czejenka bo urodzona w Cheyennne - czyli mieście Czejenów) przeskoczyła do mnie? Nie wiem sama...
Już pewnie wszyscy się domyśliliście o co chodzi. Bo widać. Widać, nie? Nowe twory krainowe. Świecą w ciemnościach. Taką już mają naturę - świecącą... ŚWIECE.
Zwykłe woskowe, najtańsze ale trudne do znalezienia w tym kraju, bo.... bezzapachowe. A tu jakoś na półkach w sklepie zapach zapachem przeganiany. A my zapachu nie trawimy a właściwie kichamy na nie i płaczemy... Szczególnie matka w Krainie. A jeżeli jeszcze ktoś zapali taką pachnącą w pobliżu kwiatów i każe Matce śpiewać (co się zdarza co niedziela gdy się modlimy z dziećmi niedzielnie - znaczy śpiewanie nie zapalanie:)).... brrrr to horror poprostu. Matka gotowa zaniemówić. I kto na dzieci będzie krzyczał? kto ja się pytam? Tak więc mimo, że te powyższe dla gości były, na prezenty, na Gwiazdkę. (tak wiem, że Boże Narodzenie już dawno minęło, w ZESZŁYM roku było ale jakoś mi tak szybko minęło....) to i te bez zapachu. Zwykłe takie. Do czasu...

Bo jak widać Matka poprzyklejała na nie wzorki. Z gliny. Tak, z gliny. Takiej schnącej na powietrzu. Klejem posmarowała od spodu i z wierzchu, i zostawiła na 24 h. No, krócej trochę bo czas gonił, prawda, Wigilia się zbliżała i goście mieli przyjść. Jak podeschło już nieźle to farbki wyjęła, błyszczące takie niektóre, i pomalowała. Zabawa jest przednia przy tym a i pożyteczna, bo gości ucieszyć prezentem rzecz pożyteczna chyba, nie?:)
A teraz  czekają na mnie 32 nowe świece do ozdobienia na Pierwszą Spowiedź w parafii i dawno powinnam zacząć ale tak chodzę dookoła i chodzę, i myślę, bo mi te azteckie wzory nie leżą dla dzieci i nie mogę zacząć.... A pomysły kłębią się pod fryzurą i kłębią i tak dzień za dniem...Może jutro jakiś dobry począteczek się uda? Co? Nadzieję mam.

I tak na koniec trochę ploteczek. Więc przenosimy się. Więc  jeszcze nie teraz. Mamy nadzieję latem, w wakacje ale nie wiemy jeszcze zależy to od kilku rzeczy. 
Jedziemy do .... Bostonu. Na nową misję. Nasz rodzina będzie częścią misji "ad gentes". To znaczy, że kilka rodzin katolickich wraz z księdzem, socjuszem księdza i 2-3 Kobietami stanu wolnego (znaczy panna albo wdowa nie, że się nie rusza:) tworzą parafię od podstaw. W miejscu gdzie Kościół umiera. Najczęściej w dużych zachodnich aglomeracjach. Tworzą tzn. modlą się i ewangelizują nie, że organizują jakąś instytucję. W Europie działa już 56 takich misji i powstają nowe. W USA są 4. I dwie nowe powstaną w Filadelfii. A my do Bostonu. Cieszymy się bardzo i oczywiście mamy mnóstwo pytań organizacyjnych ale to akcja z gatunku tych co to tylko Pan Bóg ogarnia i tyle.

A i oficjalnie dementuję plotkę jakobym stan odmienny miała , że niby przeprowadzkowa tradycja. Nie jestem. Ale nie powiem chcielibyśmy:) Intencjonalnie czekamy na Siódemkę(a)... A tradycja jest faktem. Tylko jeden wyjątek był. Jak się do USA sprowadzaliśmy. Wtedy byłam solo:) A wszystkie inne 3 razy w duecie. ...

czwartek, 2 stycznia 2014

Gwiazdkowo...


-Wiesz, Mamo , nie rozumiem wielu moich kolegów...
-Czemu Synu?
-Bo nie lubią Świąt. A ja uwielbiam, te przygotowania i Wigilię, i w ogóle...- niespodziewanie poinformował mnie Najstarszy w trakcie zagniatania ciasta na szarlotkę, którą następnie upiekł. No i oczywiście partycypował znacznie w pożeraniu:).
I to już wystarczy.  Miód na serce. Bo na co dzień kłótnie. A bo on, a bo mi, nie mój dyżur, nie moja wina:). Ale te chwile rodzinne, wspólnych przygotowań, wspólnej modlitwy, rozmowy czasem trudne (ja to myślę, wielokrotnie, że to jakaś "mission impossible" dzieci wychować:):) wystarczą. Wystarczą by cieszyć się. To jest nasze szczęście.
 
-Mamo, ja będę robił sernik, proszę, proszę!!!- Trzeci patrzy na mnie tym wzrokiem szczeniaczka, trudno Mu odmówić... I trzeba było czekać z mieszaniem jak wróci z Tatą ze sklepu, nie było rady.
I niezwykłe skupienie na twarzy Prawie Dwulatki (!!! możecie uwierzyć?) przy zawieszaniu ozdób choinkowych... Ło, Matko jaką Ona ma wytrwałość! Już nawet Mama zakończyła wieszanie a Mańka piernik za piernikiem. I o dziwo, nawet nie nadgryzła:)
I potem nadszedł wyczekany wieczór, dom ustrojony, zapachy kapusty, grzybów i ryby mieszają się z szarlotką i kompotem... Kolędy, Ewangelia, opłatek. Dzieciątko (a):) zawędrowało do żłóbka... Konwersacja przy stole dwujęzyczna:) Bo Ciocia Kochana z Polski przyjechała. Bo proboszcz i inni goście po angielsku. I nawet nie zauważyłam, że danie za daniem podaję a wolę przecież siedzieć i delektować się:):). I Pasterka. Inna niż w Polsce ale piękna, spokojna.
A w tle gwiazdki i gwiazdeczki. Wiszą, pysznią się akuratnym kształtem, robią nastrój. Matka w Krainie dla relaksu wydziergała:)

sobota, 28 grudnia 2013

Najkochanśze prezenty:)

 Leżały pod choinką... cicho czekały... a właściwie nie mogły się doczekać... wyprodukowane w pocie czoła i z wielkim zadowoleniem... no już samo obserwowanie rozradowanych Łobuzów było piękne:) no i otworzyłam. ... i padłam:) chyba wciąż leże pod choinką:):)


Wigilia u nas międzynarodowa była. No właściwie polska bardzo z opłatkiem, 12 toma potrawami, karpiem (udawała go tilapia z niezłym powodzeniem już czwarty raz:). Z Ewngelią, Dzieciątkiem i kolędami. Ale goście z różnych kontynentów:)

wtorek, 24 grudnia 2013

U nas ciągle jeszcze czekamy... Jeszcze kilka godzin... do Wieczerzy, do Pasterki, do Święta....
A wszystkim miłym gościom naszym życzymy żeby Jezus się narodził Wam! Gdziekolwiek jesteście, żyjecie, mieszkacie. W każdej trudnej sytuacji On przychodzi Zbawić, Emmanuel Bóg z nami, blisko, najbliżej...


poniedziałek, 16 grudnia 2013

Warsztaty bożonarodzeniowe po polsku - Dziecko na Wasrsztat



Lubimy grudzień w Krainie. Pachnie nam piernikami, pomarańczami, kapustą z grzybami, rozświetlony adwentowymi świecami, ciągle trochę w mroku ale z nadzieją, pełen wspomnień i rodzinnych wydarzeń. Robimy stajenkę, ćwiczymy kolędy, sprzątamy, czytamy, opowiadamy, gotujemy. A potem Wigilia, noc rozświetla się na Pasterce i rozbrzmiewa głośnym już "Gloria!" I na koniec leniwe świętowanie, pyszności, kolędowanie, przebywanie...
I choć tak daleko do tradycji dzieciństwa, do Rodziny, do Polski to tym bardziej, tym intensywniej przeżywamy ten czas... A tradycjami dzielimy się z innymi. I tak pierwszego roku cała szkoła śpiewała "Lulajże Jezuniu" na świątecznym występie. Robiliśmy ozdoby polskie. Częstujemy pierogami i rozdajemy pierniczki. Choinkę ubieramy przed Wigilią - nie w listopadzie. I trzymamy do Trzech Króli, albo dłużej...Zapraszamy na wigilijną wieczerzę... itd. itd.

 Więc grudniowy warsztat był oczywisty:). Niejako wymuszony potrzebą:). Przygotowałam 1,5 godzinny warsztat dla 3-ech klas. 

W pierwszej części spotkania pokazywałam i opowiadałam. O zwyczajach świątecznych, adwentowych, o wspólnym robieniu dekoracji. Komputer podłączony do netu i projektora. You tube. I lecimy:
Roraty na początek (puszczałam kawałek, duże wrażenie na dzieciach i nauczycielach robiła ciemność, światełka i ranna pora:)
http://img.interia.pl/wiadomosci/nimg/d/k/Msza_roratnia_2996179.jpg
potem o Jasełkach tu i tu po (angielsku) i tu i może tu (tylko trzeba trochę przewinąć do przodu, bo napisy i przywitania są nudne:)
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhMoVsyE1iz3fvyR0M-bc3FZK_P7BqA9T2QsAMFp3vV2Jh1KcNh8BQIe8aehYunlulQezWCuzHb_mJRPjwuUvnQOfzW3ByqWhdL3wQQU4NtKnPHKD7_wRAJtJtdU7WM4R808_lvasi4cEU5/s1600/DSC_1000.JPG
o tradycji robienia Stajenek, tych żywych i ruszających się też:), o Św, Franciszku, który w XIII tym wieku przygotował pierwszą scenę Bożego Narodzenia i się zachwycił... tu i tu.
http://gfx.mmka.pl/newsph/308815/372495.3.jpg
I o szopkach krakowskich, pięknych:
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/8/89/Szopka_krakowska,_Bronis%C5%82aw_Pi%C4%99cik,_MHK,_1998.jpg    http://foto.poland.gov.pl/cache/imgs/_w800/gallery/image/Szopka_krakowska_Dariusz_Czyz.jpg  http://nicosobie.blox.pl/resource/szopka.jpg
i o kolędnikach ,
 Plik:Kolędnicy 2008.JPG
i o wspólnym robieniu dekoracji z papieru, słomy, opłatka...
http://grubno.pl/wp-content/uploads/2012/12/IMG_9676.jpg 
i o Pasterkach pięknych:)
 http://i.wm.pl/00/03/86/80/f/img-0596-960944.jpg
 i o dzieleniu się opłatkiem
A potem to już zabawa była:) Dla 6-7 latków przygotowałam robienie lampionów (koszyczków) i pawich oczek i klasyczny łańcuch z kolorowych pasków.
potrzebne: 
 pół kartki  A4,
paski papieru kolorowego o szerokości 0,5 cm.
Kółka z kolorowego papieru różnej wielkości (5 rodzajów)
klej, nożyczki, sznurek, coś do robienia dziurek
Następne warsztaty były dla klasy trzeciej i czwartej czyli 8-9 latków.
Dla nich przygotowałam coś trudniejszego. Ozdoby z pasków. Bardzo je lubię i już kiedyś robiłam  warsztaty w naszej szkole (podobne) dla ich obecnych starszych kolegów.

potrzebne:
paski papieru kolorowego o szer. ok. 0,5 cm
klej,
nożyczki,
nitka z igłą do robienia zawieszek
Przygotowałam też wcześniej gotowe przykłady: gwiazdę, kwiatek i ptaszka.
Dzieciom bardzo się podobało, chciały zostawać po lekcjach jeszcze dłużej:) Było miło i wesoło oraz kreatywnie:) Niektórzy wymyślali swoje kształty:)
 Trzecie warsztaty były dla najstarszych. Dla klasy 5-6 czyli 10-11 latków.
Potrzebne:
paski papieru kolorowego ok. 0,5cm szerokości
klej
nitka z igłą do zawieszenia
 Robiliśmy gwiazdę. Korzystałam z opisu umieszczonego tu.
 Wyszły PIĘKNE! Chociaż trzeba uważnie sklejać ze sobą dwie przygotowane części, musieliśmy część przeklejać, bo pomieszaliśmy kolejność:).

 
 Oczywiście w domu też robiliśmy sobie ozdoby bożonarodzeniowe. Jakżeby inaczej? Mama w szkole cuda takie robiła z dziećmi a w domu nie? Nie ma mowy! 
Pawie oczka kleiliśmy wszyscy! Nawet Mania, nawet duzi chłopcy:)
Powstało parę gwiazdek z pasków
 i ogromne mnóstwo gwiazd wycinanych ze złożonej kartki.
Jak składać papier do wycinania widać na przykład tu.
Rozgwieździły się nasze okna, rozgwieździły pięknie.
I codziennie wycinają się nowe:) To nowa pasja Jasia naszego świeżo upieczonego sześciolatka!

I oczywiście zapraszamy na inne blogi! gwarantowana dobra zabawa i setki fantastycznych pomysłów!!!

 

czwartek, 12 grudnia 2013

Szóste dla Piątego!

Czekaliśmy na ten dzień. A Piąty Łobuz liczył dni. I nadszedł wreszcie. Spokojnie, po cichu wślizgnął się do Krainy  Dzień Szóstych urodzin Piątego. "Bo ja wyglądam jakbym miał Siedem" często powtarza Jaś. A teraz ma już Sześć. Nikomu nie chce się w to wierzyć chyba już zawsze Piąty będzie Małym Braciszkiem... no może nie dla Mani....:)
Świętowaliśmy więc. W szkole, w domu z gości z Ft. Morgan, u J.P. razem z  Jego siódmymi urodzinami (dzień wcześniej). Piąty Łobuz zadowolony aż miło z Nim przebywać. Wszystkiego Dobrego Synku! Jesteś dla nas Darem i Błogosławieństwem!:)
 Masa na torcie dostarczyła mi świetnej zabawy. Zrobiona z "marshmallows" delikatnych pianek, które Amerykanie uwielbiają i są tu b. tanie:)  rozpuszczonych w wodnej kąpieli z dodawanym stopniowo cukrem pudrem i barwnikami spożywczymi. Miałam uciechę lepiąc!

Z zasłyszanych w Krainie pogawędek podzielę się jedną z Wami:
Siedzimy przy stole, jak co dzień jemy obiad. Zrobiliśmy sobie knedle ze śliwkami (śliwki z puszek (!), które dostaliśmy...). Jemy. Jeden z Łobuzów pyta:
- To jak się nazywa to co my jemy teraz?
- Knedle.
- Aha. To czy mogę jeszcze kilka  mendli?
.....
Cisza na kilka sekund zapadła....
Jak wiadomo mendel to 15 sztuk czyli ćwierć kopy:) Wyobraźcie sobie dowolnego Łobuza po zjedzeniu kilku mendli... białych kulek ze śliwkami w środku.... Albo lepiej sobie nie wyobrażajcie, bo to mogłoby się źle skończyć:):) A może chodziło Mu o Mendel Gdański? Nie, niemożliwe to tylko najstarsi górale w Krainie w pamiętają, reszta Konopnicką kojarzy z bajką o Sierotce Marysi, która cienkim głosem woła: Gąski, moje gąski!!!!! i pada....zemdlona...



A jutro... Jutro to dopiero skończy się wielkie odliczanie!!! Białym, wielkim ptakiem przylatuje do nas Ciocia! ta dam! Do zobaczenia Ciociu na lotnisku jutro!


W naszym Sadzie:) powstał taki Anioł Tegoroczny. Więcej o nim w Orchards Crafts, zapraszamy!

wtorek, 3 grudnia 2013

Zanurzamy się w czekanie:):)

No, to mamy adwent. Nie powiem, czekaliśmy na to czekanie. Żeby się tak zanurzyć trochę w wieczności. Szukać źródła. Pragnąć. Tzn. my ci tzw. Dorośli w Krainie. Dzieci cieszą się, że zawiesiliśmy Kalendarz Adwentowy, naszego starego przyjaciela, co jeszcze czekał z nami i na Marynię. Że zapalamy świece adwentowe, że dekoracje, że pierniki, że wiele innych rzeczy. Nawet, że śnieg spadł obficie i zimno jest, brrr.
 A'propos śniegu. Przekopywałam się dzisiaj z czwórką Łobuzów przez zaspy. Taka dzielna postanowiłam być, eh:). Mój M. ze starszymi pojechał do Denver na Mszę z Arcybiskupem w Seminarium, no to my ostaliśmy się bez środka lokomocji*. Mogłam poprosić nauczycielkę drugiej klasy, żeby chłopców ze szkoły przywiozła... No, mogłam. Ale dużo wcześniej obiecałam, że zrobię dzisiaj u Niej w klasie lekcję o polskich tradycjach świątecznych i warsztaty ozdób polskich. (tak, tak szykujemy Nową edycję Dziecka na Warsztat:)). A 50 min. po szkole M3 i A mają treningi koszykówki w Civic Center... już prawie ostatnie w tym sezonie. Stanęło na tym, że stroje do szkoły wzięli, ubrałam Manię zimowo, wózek do bagażnika i koc i tak nas M. do szkoły, z Mańką odstawił. A potem "dyrdaliśmy" na piechotę:) Pięknie było. Śnieg sypał, chrzęściło pod nogami, pachniało prawie, że Wigilią... Do CC jest blisko ze szkoły. Może 15 min. Ale z CC do domu już daleko, ze 3 km, a może więcej na szczęście nie liczyłam:). I pięknie było nadal, i ulica nawet oświetlona, i parę innych osób też chodziło (szczególnie w okolicach Uniwersytetu). Ale ten WÓZEK!. A właściwie te NIEODŚNIEŻONE chodniki i ulice... Ciężko walczyć z zaspami, pchając wózek z prawie dwulatką i siatami pod spodem... Ale daliśmy radę! Bardzo z siebie zresztą na koniec zadowoleni:):). Choć prawie godzinę nam to zajęło... Chłopcy tak się zapalili, że chcieli, jakby M. i starsi nie wrócili rano na czas, to pójść na piechotę w drugą stronę, wariaci:) Niestety, Mama czyli ja:) zaprotestowała. Jednak -20, które na rano zapowiadają przerasta moje możliwości. I Mani. 
Na szczęście Podróżnicy wrócili przed północą, ufff.
 *w naszym mieście nie ma komunikacji miejskiej...

 A w domu cieplutko. Czekoladę gorącą sobie zrobiliśmy. W ciepłej wodzie nogi Łobuzy moczyły. Klimatycznie.
Na stole królują nam świece adwentowe. Jak zapewne już zdążyliście zauważyć:) Trochę krucho w Krainie i nie daliśmy rady nabyć żadnych nowych, tego roku. Z pomocą przyszła nam Sylwia, na której pięknym blogu, w ramach wyzwania, w którym też bierzemy udział, ale się ciągle jeszcze trzymamy w cieniu:), no więc w/w Sylwia pokazała prosty sposób na domowe ŚWIECE. Przeszukałam szafki i resztki zeszło- i zeszłozeszło- roczne znalazłam. Jak to dobrze, że zawsze myślę razem z Jasiem:), że wszystko przyda się:) I tak zrobiliśmy sobie świeczki. Razem z Jasiem i Manią. Baaardzo zaangażowanymi pomocnikami.
 No i zapalamy. Na razie jedną...
 W szkole, już po "dzwonieniu" (regularnym ręcznym dzwonkiem ogłaszany jest koniec zajęć w naszej szkole!).
- Mamo, co ja nucę?
lalala la lalala la...
- Polska biało-czerwoni? (ostatnio śpiewali np. przy robieniu waflowej Polski)
-Nieee... Zmaltwychstał Pan... Zmaltwychstał Pan....
Oh, Jasiu:)