Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miasta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miasta. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 maja 2015

Tydzień temu...


Udało się. Bo musiało. Odwiedziliśmy Nowy Jork. Trzeba było naszą Amerykankę zaopatrzyć w papiery Polki. A taka operacja wymagała udania się do miasta Wielkiego Jabłka. Bez odwołania.
Przygód było bez liku. Mańka rozkosznie nam się w samochodzie pochorowała. Pierwszy raz w życiu. A nawet dwa razy. I zaanektowała tymże czas przeznaczony na szukanie parkingu na Manhattanie. W rezultacie placówkę polonijną zamknięto z Matką w środku, zdenerwowaną, czekającą na resztę ekipy, gorączkowo wypatrującą kawałka ziemi na postawienie pożyczonego samochodu. Ale. Udało się. Ojciec z brygadą poinstruowany przez miłego Pana z placówki znalazł horrendalnie drogi parking i przybiegł dopełnić formalności. Wygląda na to, że dokument Mania dostanie. Uff.
Potem nieśpiesznie smakowaliśmy czy pasuje nam czy nie. I tym razem miasto nas urzekło. Kolorowy tłum, setki języków,  w narzeczu nadwiślańskim coś można było złapać. Gwarno, pełno turystów, biedni i bogaci wymieszani w jednym kotle.
W środku miasta park. Zielono, woda. Tyle thrillerów tu się działo, a tak tu pięknie. Wokoło wieżowce drapią chmury a panowie w liberiach otwierają gościom drzwi. A tam "Mamo, patrz! Ten hotel z filmu Eloise, wow!" "I Kevin to chyba w nim był, nie?"
 Rockefeller Center zaskakująco małe. Przytłoczone, zatłoczone  i bez choinki, nie wiedzieć czemu.
Najciekawszy sklep w NY. Właściwie jedyny ciekawy zważywszy na płeć i wiek większości Łobuzów. Oh, zapomniałam jest jeszcze jeden,  ten z nadgryzionym jabłkiem w godle. Też wzbudza zainteresowanie. I nie całkiem platoniczne, bo można tam zawsze sobie pograć i popróbować.
Zauroczeni. Od samego patrzenia w głowie się kręci.
I centrum "zgniłego kapitalizmu". Mała, szara uliczka.

 Niby Piąta Aleja. Ale na głowy poskąpili. I straszą dzieci w biały dzień. Ha ha.
Jest, jest, jest! Statua Wolności! Plan wykonany. Zobaczyliśmy Empire State Building, WTC, Central Park i ten kościół ze Skarbu Narodów. I Plaza Hotel i Yellow Cabs, no i Times Square!!
Nowy Jork jaki jest każdy wie. Na pewno nie jest nudny. My zwiedzaliśmy tylko Manhattan. Przez inne dzielnice przejeżdżamy. Czasem. Najczęściej nocą:).

środa, 29 kwietnia 2015

Chwile

(....)
Talerz. Pac. Łyżka.  Pac. Mata. Szur.
Śpieew...
 "Antoni is awesome!  is awesooooome!".
Talerz. Pac.
"On oszukuuje! He is cheating"
....
Łyżka. Plask. Widelec. Buch.
"Is awesome today! Is awesome tommorow! "
Poprawić obrus.  Wsunąć krzesło. Taniec estradowy.
"Nieprawda! Nieprawdaaaa!"
"Is awesome forever! Lalalala!"

Talerz.
Łyżka.
Serwetka.
Braterska różnica poglądów.
Albo przygotowywanie stołu do obiadu.
(....)
Słoneczne promienie powoli wsączają w moją podświadomość okruchy ciepła. Eksperymentalne.
Spódniczki w kwiatki fruwają dookoła obudzone z zimowego snu.
Chyba jeszcze zdziwione nagłą swobodą.
Opiekunki zaniepokojone zmianami otoczenia biegają nerwowo próbując dotrzymać kroku małym nogom niespodziewanie lżejszym o brak śniegowców. " Nie zdejmuj kurtki!" wołają. "Wolniej! Uważaj, bo spadniesz!Nieee rozpinaj się! Załóż bluzę!" Zmęczone próbami przywrócenia porządku nie zauważyły, że zamiast biało jest już zielono...
Oddycham.
Pachnie.
(....)
Zakręt. Zakręt.
Chęć zobaczenia co jest za zakrętem ugniata.
Upajam się zapachem.
Czekam.
A dzieci śmieją się perliście.
Chowam się pomiędzy nimi...

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Życie płynie

(...)
Siedzę.
Błąkam się po cudzych światach. To tu, to tam.
Zaglądam przez wirtualne okienka. Jedne szeroko otwarte, inne lekko uchylone. Patrzę. Słucham.
Myślę.

(...)
Idę.
Mijam codziennie setki środków innych wszechświatów. Czasem widać jak na dłoni. Niektórzy chowają się za misternie zbudowaną fasadą rzeczy, o które z wielkim wysiłkiem zabiegają. Inni nie nadążają za migającymi klatkami kalejdoskopu życia, dawno zatrzymali się zdziwieni, że jeszcze są. Gdzieś w oddali majaczy ślad po nadziei. Że będzie lepiej. 
Są też tacy co już nie szukają. Pokonani siedzą na kartonie szukając ciepła dmuchanego z tętniących sprawami innych budynków.
Myślę.

(...)
Chłonę.
Te chwile dane mi na krótko. 
Artystka pochylona nad bardzo ważnym rysunkiem. Kilka kresek, a już cała historia. 
Biegniemy do drzewa. A potem do hydrantu, tego "rzecza" dla strażaków.
"Mamo, leaves!!!" Czekaliśmy tyle dni. Ledwo zielone, jeszcze nieśmiałe. Uśmiechają się do nas. 
Wieczór. Siedzimy leniwie. Gadamy. Tylko tyle.
Dwie głowy nad zeszytem. "Ja Mu pomogę , Mamo." 
Osiem przeżuwających szczęk przy stole. Hałas. Jedni się przekrzykują, inni ich uciszają. Patrzę. Zachowuję pod powiekami.

(...)
Czekamy.
Jest zakręt.
Coś wygląda zza horyzontu, dla niepoznaki opakowane w kilka warstw.
Zawiewa nowością. 
...

piątek, 24 kwietnia 2015

Feriowo.

Próbuję namówić Księżniczkę, żeby udała się na odosobnienie.
-Córko, chodź, musisz już na pewno, wychodzimy zaraz, trzeba, naprawdę, serio, koniecznie,
NO CHODŹŻE JUŻ WRESZCIE!
- .....
- przymilam się - Kotku, Żabko, Myszko - pomysły zoologiczne mi się kończą...
-....
(Ogłuchła, chora, może do lekarza trzeba? ach, nie tylko Jej tu nie ma. Jest z Księżniczkami. I ma za nic sprawy tego świata, zagubiona w papierowym zamku).
- Kochanie, może jakieś WERBALNE wsparcie? Hę?- zrezygnowana zwracam się do Jej Ojca.
- Ehh, tak, Córko! Werbalne wsparcie! - M. rzuca okiem na progeniturę. Bardzo skoncentrowanym na monitorze prawym okiem.
Wzdycham. Czas na czyny. Zbliżam się do wciąż ignorującej mnie córki.
- Mania, tu Mama. Ziemia do Mani - nawołuję.
- Ziemia? Mama jest z Ziemi? Wow! - moja córka nagle powraca z Krainy Lodu i wybucha śmiechem. Buha haha! - Mama jest z Ziemi!
A już myślałam, że przemawiam do Niej z Dalekiej Planety w Innej Galaktyce...
Bo trzylatki wszystko słyszą. I co gorsza łapią w lot. Kiedy chcą:).

A tak poza tym to się "feriujemy". Że wakacje mamy takie wiosenne. I nawet z wiosną dookoła. Nie, że tylko w nazwie. Wycieczki robimy. Historycznymi szlakami. Lody jemy. Czasami. Włoskie, że palce lizać. W "Małej Italii". Kilka przecznic od naszych Chin, a jakby na Starym Kontynencie. I po co podróżować?. Cały świat w pigułce. 
W pojeździe miejskiego przemieszczania szybszego pani z przodu próbuje w minutę opowiedzieć osobie po drugiej stronie sygnału, całe życie w języku Cervantesa. Ta z tyłu z kolei wyszczekuje niezrozumiałą melodię rodem z przemowy Mao. Moje myśli płyną w języku pełnym sz i cz. A ten pan obok wygląda na znawcę portugalskiego. Gdzie jesteśmy? W USA oczywiście. język urzędowy: angielski. Tak dla niepoznaki.
Starsze Łobuzy nawiązują kontakty interpersonalne za pomocą piłki z innymi chłopcami z misji. 
Ja "w Cię" trafiam piłką, ale Ty mnie nie dosięgniesz. Zobacz biegam szybciej, złapię ją nim rzucisz itd. itd. A nożną odstawili do szafy. Pięć lat im to zajęło.

Młodzi się poczuliśmy, z małymi dziećmi tylko, miodzik. Chodzimy i chodzimy, kochamy tak chodzić. 
Super te wycieczki, Tato. Serce rośnie. Zapisuję w karcie pamięci, żeby odtwarzać w  te chwile, jak się będą tłukli, albo od najgorszych rodziców nam wypominali.

Dokumentacja zdjęciowa nadlatuje.




Dzisiaj Tato, szczególnie myślimy o Tobie. Mając nadzieję na spotkanie Tam po Drugiej stronie kiedy już czas nadejdzie...

czwartek, 26 marca 2015

Przedwiośnie...

Gdybym ja była ... nawet nie słoneczkiem na niebie nawet, że nie śpiewała tak tylko dla Ciebie... ale - bardziej systematyczna. Gdybym tak nagle potrafiła co dzień zapisywać choć trochę z tego co się dzieje. Nawet nie, że tutaj. Ale na karteczce. W zeszyciku. Ba, może choćby w telefonie..... No, ale nie jestem. Cóż. Chwytam te chwile, które dogonię. Zanim zamienią się w motyle i ulecą. Czy to te piękne i kolorowe, pyszniące się barwami tęczy czy tylko szarobure motyle nocne krążące wokół światła albo znikające w ciemnościach.
Wczoraj było piękne Święto. Gdy posłaniec z Nieba przyszedł do Dziewczyny zapytać czy się zgodzi. Wtedy zaczęła się dla Niej Trudna Historia. Tylko, że nic nie stało się proste. Świat wywrócił się do góry nogami. A Ona milczała i kontemplowała. No, i żyła. A dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Takie to wczorajsze święto. Bardzo nam potrzebne. Żeby pamiętać Kogo mamy za Ojca. I Kto się za nami wstawia we dnie i w nocy....

Po Mszy poszliśmy na spacer. I miały być lody. A w końcu były donaty, bo się panu maszyna do lodów zepsuła, he he. Wiosna już za progiem. Ach, jak wyczekana. Codziennie sprawdzamy czy pączki na drzewach puszczają już pędy zielone... A ptaki za oknem krzyczą jak szalone! W tylu językach naraz, że głowa boli:)

 Bo tu obok jest ocean, prawie za progiem. No, kilka stacji metra.:). I ku mojej radości - już odmarzł. Pojechaliśmy na plażę spacerować. Niedzielnym popołudniem. Uwielbiam przestrzeń. A na koniec Czwarty stał i patrzył. Bracia go poganiają a On na to, że zapamiętuje. To i ja stałam z nim i chłonęłam. W końcu moja krew :). Patrzyliśmy a Ocean był. I tak od tysięcy lat....

Ta Noc coraz bliżej...
I coraz bardziej czekamy:)

sobota, 31 stycznia 2015

Duże miasto na B.....

Jest piękne. To duże miasto. Zasypane śniegiem aktualnie. We wtorek wyglądało jak z filmu Pojutrze.  Na na ogół zatłoczonych ulicach żadnego samochodu oprócz tych po uszy zasypanych... Poszliśmy na spacer-rekonesans i wrażenie było nieziemskie.  Wokół nas chińska dzielnica. Wszystkie napisy są po chińsku. Czasem bardzo, czasem po angielsku. Zupełnie jakbyśmy zamieszkali w Chinach,  bo ludzie na ulicy w większości mają skośne oczy. Kilka przecznic dalej tętni życiem i turystami, centrum historycznego miasta. Tyle ludzi co na jednym spacerze po okolicy, nie spotkałam w Wyoming przez rok:). Totalnie inna Ameryka....
Nasza sytuacja trochę jest skomplikowana i prawdopodobnie będziemy musieli się jeszcze przeprowadzić. ... Na razie mieszkamy w ceglanej kamieniczce na wąziutkiej uliczce.
Cofając się trochę w czasie. ... Mieliśmy cudowną podróż życia z wieloma przygodami. Doświadczyliśmy ogromnej życzliwości, troskliwości i gościnności wielu ludzi. Byliśmy goszczeni jak królowe i króle. Dane nam było zobaczyć wodospad Niagara. Mieliśmy piękną pogodę właściwie cały czas, co o tej porze roku na odcinku 2000 mil samo w sobie jest cudem....