Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytanie. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 października 2014

Tato, kup mi książkę...

Książki w Krainie kochamy. W naszym polskim domu mamy ich bardzo dużo. Pochowanych teraz, bo mieszka tam Rodzina Wielodzietna (jako i nasza jest:). Tu na Dzikim Zachodzie mamy ich mniej. Nie przeszkadza  nam to jednakowoż "pożerać" ich w ogromnej  ilości. Od czego są biblioteki? (Dla mnie pomocą są wersje elektroniczne, choć to nie to samo :( co papierowa książka, taka z przeszłością, albo nowiutka, nieodkryta jeszcze:) ). Rzadko je kupujemy z przyczyn obiektywych :). Kiedy dane nam jest być w Polsce, wtedy zawsze parę pozycji w języku przodków nabywamy. Staramy się, żeby  były to te, które nie są tłumaczeniami z angielskiego:). Lecz. Tu mamy wyjątek. W książce: "Jak to działa?" Jaś się zakochał po prostu. Mając lat pięć nie mógł się od niej oderwać. A znalazł ją w hipermarkecie:). I nie wypuścił z objęć dopóki Tata nie obiecał , że mu kupi:).
I do dziś ta książeczka wzbudza emocje. Ja też ją lubię. Mój umysł nie za bardzo ogarnia (mimo studiów na Politechnice;) działania otaczających nas przedmiotów codziennego użytku. Ważne, że spełniają swoją funkcję:) Czyszczą, piorą, ułatwiają życie. Ale ta książeczka mnie też urzeka. Zaglądam do "okienek", oglądam obrazki i myślę: Jakie to proste! A Jaś? Ogląda i rozumie:)
"Świat wynalazków i techniki" przywieźliśmy 4 i pół roku temu ze sobą w bagażu podręcznym. Ta książeczka jest cieńsza i nie ma otwieranych okienek, za to w prosty i jasny sposób objaśnia jak co działa. Też lubimy i polecamy. Dla chłopców i dziewczynek, którzy chcą rozumieć działanie przedmiotów.


 Dwa tygodnie temu posta w Przygodach nie udało mi się zamieścić. Październik bardzo wypełniony był wyjazdami. Mam nadzieję, że teraz w końcu uda nam się dokończyć projekt pionierski. W połowie skończone książeczki o wędrowcach Szlaku Oregońskiego pokrywają się kurzem.....

środa, 1 października 2014

Przygody z książką na starcie!

(A to kto????)

 Wszystko miałam przygotowane. Fakt, że na ostatnią chwilę :). Nawet już zaprezentowałam Łobuzom pomysł na pioniersko-traperską książeczkę. W końcu mieszkamy na środku oregońskiego szlaku. Ale niestety, doba nie jest z gumy i nie zdążyliśmy :(. Tych co może troszeczkę czekali prosimy: poczekajcie jeszcze drugą troszeczkę, trochę dłuższą dwutygodniową, dobrze?

A dzisiaj wielkie otwarcie:) Początek Przygody z książką! Skoro osadnicy zdążający do Lepszego Świata muszą jeszcze poczekać, trzeba było z przepastnego mieszka z pomysłami wyciągnąć jakiś łatwiejszy do realizacji w trakcie prania, sprzątania i pakowania przedwyjazdowego. Matka i Ojciec opuszczają swą liczną dziatwę i udają się jak co roku na wielkie spotkanie zwane konwiwncją rozpoczynającą rok ewangelizacyjny... tym razem na Wybrzeże nie, nie Kości Słoniowej i nie Lazurowe:) na Wybrzeże Wschodnie, zahaczając o duże miasto na literę B. :). I jeszcze plan zajęć dla nauczycielki zastępczyni. I samochód nasz miły gracik, Jedyna Nadzieja na pokonywanie tutejszych odległości, M. wraz z Drogim R. musieli lekko podrasować. (Żeby szansa dojechania do największej okolicznej metropolii wyposażonej w duże lotnisko wrosła znacznie:)

Na początek więc moi Drodzy pokażemy Wam jedną z wielu książek wykonanych przez Łobuzy. Ta książka jest o Polsce. M3 z wielką pieczołowitością przygotował ją w ramach zajęć szkolnych w Drugiej klasie.!

 Format letter. Okładka tekturowa oklejona materiałem dwóch rodzajów. W środku zszyte kartki.
 Oczywiście. Zapraszamy do Polski. Jak to za daleko to chociaż za próg Krainy. Tu bardzo polsko jest:). (Staramy się jak możemy, choć A. dzisiaj prosił: Ale mogę pisać do Ciebie po angielsku? Jak tam pojedziesz? Emaile? i zgodziłam się...)
 Spis treści. A dalej zobaczcie sami. Co M3 umieścił w książce o swojej Ojczyźnie jako  świeżo upieczony ośmiolatek.













I tak przypieczętowany przez M3 koniec!
 Prawda, że fajna taka książka?:)

Ale jeszcze nie koniec posta. Co to to nie! Zgadliście już kto nam się rozgościł nieproszenie na początku samym? Skąd On tu się wziął? I co robi?

Macie rację to POMPON! Uroczy smok , który zadomowił się w rodzinie Fisiów. Bardzo lubimy Jego przygody. Zaraziła nas sympatią do psotnego i o bardzo silnej osobowości  smoka, Maryniowa Chrzestna, przywiózłszy nam książeczkę w prezencie już dwa lata temu ponad. No i tak sobie o nim czytamy pękając ze śmiechu. I mali i duzi:) Polecamy!

A z Pomponem było tak. "Mamo usmażysz nam naleśniki? Żebyśmy mieli jak wyjedziesz?" Już od soboty M3 tak za mną chodzi. A czas mi się tak tylko kurczył i kurczył:) W końcu stanęło na tym, że M3 narysuje mi Pompona a ja te naleśniki usmażę. Narysował. To i nie miałam wyjścia. Naleśniki pysznią się stosikiem na stole a Szalony smok wskoczył mi na bloga. I telewizję ogląda, drapieżnik jeden:)

Zapraszamy też na inne blogi dzisiaj i co dwa tygodnie do połowy grudnia publikujące Przygody z książką! Szkoda , że w samolocie nie będziemy mieli netu. Bo nie mogę się doczekać czytania co tam u innych powstało:) I jakie fajne książki są na świecie, nie tylko o krasnoludkach, myślcie sobie jak tam chcecie, a ja przecie Wam powiadam.....!!



poniedziałek, 29 września 2014

O Dziewczynce, Która Stała się Gwiazdą... Dziecko na Warsztat w podróży po Wyoming.


Dawno, dawno temu kiedy księżyc był samotny na niebie, żyła dziewczynka z plemienia Szejenów o imieniu Quillworker. Nie miała braci ani sióstr, ale Jej rodzice byli dumni ze swojego jedynego dziecka. Jej niezwykłe umiejętności haftowania przynosiły sławę całemu plemieniu. Starsze kobiety w wiosce zachwycały się tym, że Dziewczynka mimo tak młodego  wieku pięknie ozdobiła już 30  bizonie skóry, co normalnie zajmowało całe życie.
Quillworker chodziła do Chaty Twórczyń  uczyć młodsze dziewczynki jak zbierać  igły jeżozwierza i zabarwiać je na żywe kolory a potem z nich przepiękne wzory. Starsze kobiety spierały się, która była nauczycielką Quillworker, tak bardzo Dziewczynka była utalentowana.
Pewnego dnia Quillworker siedziała w tipi ze swoimi rodzicami wycinając wojenną koszulę z miękkiego kawałka skóry. Pracowała od wielu tygodni, przeszywając czerwone, niebieskie, żółte i białe igły jeżozwierza na skórę. Kiedy skończyła swój nowy wzór, wycięła opaskę, getry z miękkiej skóry jelenia, potem zrobiła mokasyny i parę rękawic.
Matka dziewczynki obserwowała Ją z zaciekawieniem. "Córko, dlaczego przygotowujesz strój wojownika? Twój Ojciec ma już swój a nie masz żadnych braci. Nie jest to też jeszcze czas na zamążpójście dla Ciebie."
"A poza tym co to za wzór? Nie znam go."
Quillworker odpowiedziała dotykając stroju:"Jest piękny, prawda? Zobaczyłam go we śnie."
Matka pokiwała głową."Dobrze, że uważasz na swoje sny. To przez nie Wielki Duch przemawia do nas."
Quillworker pracowała wiele dni i nocy. Kiedy skończyła, przygotowała następną skórę jelenia i rozpoczęła ozdabiać kolejny strój wojenny. Robiła to jeszcze sześć razy i za każdym razem Matka pytała ją" Córko, dlaczego szyjesz strój wojownika?" I za każdym razem Quillworker odpowiadała: "Nie wiem, Matko. To przyszło do mnie we śnie". Kiedy skończyła siódmy strój zobaczyła, że jest mniejszy od pozostałych. Jakby przeznaczony dla chłopca a nie mężczyzny. Do niego Dziewczynka dodała także   kołczan przyozdobiony takim samym jaśniejącym wzorem.
Jej praca była skończona. Zapakowała trochę swoich ubrań razem z igłami jeżozwierza i jedzeniem z odkładanym od jakiegoś czasu. Wzięła nóż, narzędzia do wyprawiania skór i gotowania.
Kiedy Matka zobaczyła co robi, zapytała: "Córko, dokąd idziesz?"
Quillworker uśmiechnęła się: "Siedem dni stąd znajduje się tipi Siedmiu Braci. To dla nich te stroje. Będę ich siostrą i kiedyś Wszyscy Ludzie będą ich podziwiać.
"Tak niech się stanie, Córko. Pomogę Ci się przygotować do drogi.
Razem przywiązały psy do toboganów. Dziewczynka była gotowa do drogi.
"Skąd  znasz drogę?" spytała Matka.
"Nie znam" odpowiedziała Quillworker "ale pojawia się w moich snach. Nie zgubię się"
Pożegnała się z Matką i z psami podążającymi za Nią wyruszyła w kierunku gór.
Sześć dni wędrowała, jedząc pemmikan i świeże jagody, popijać wodą z bukłaka. W nocy owijała się skórą bizona i spała przy małym ognisku.  Sny  były Jej przewodnikiem w podróży za dnia.
Wreszcie siódmego dnia doszła do strumienia. Na jego drugim brzegu, w niewielkim gaju ujrzała potężne tipi. Czy to może być schronienie Siedmiu Braci? Było zrobione z więcej niż dwudziestu skór bizonich.
Kiedy psy Dziewczynki weszły do wody, z tipi wyłonił się chłopiec. " Szukam Siedmiu braci. Przyniosłam dary" zawołała.
Chłopiec uniósł dłoń w geście powitania. Jestem Wihio, najmłodszy z Siedmiu. A Ty jesteś Quillworker, nasza nowa siostra. Czekałem na Ciebie."
"Czekałeś? Widziałeś mnie we śnie?"
Wihio pokręcił głową. "Ja wysłałem Ci sen. Mam Moc Poznania i Moc Dosięgania Nieba."
"Co to jest Dosięganie Nieba?" zapytała siostra.
"Zobaczysz," odpowiedział "Bracia polują, ale powinni niedługo wrócić. Chodź pokaże Ci  naszą chatę.
(.....) cdn.:)

Kraina znajduje się za górami, za lasami, za oceanem. Pośrodku wielkiego lądu, pomiędzy górskimi pasmami, na rozległej prerii. Latem słonce praży tu niemiłosiernie, a silny wiatr  wznosi tumany suchego, czerwonego piasku wraz z obeschłymi preriowymi krzaczkami. Zimą cała kraina zamarza i pokrywa się śniegiem wzburzanym przez ten sam wiatr, choć czyste powietrze skrzy się od słonecznego blasku. I pomimo, że zima trwa tu najmarniej osiem miesięcy, już wiele setek lat temu zamieszkiwali ją ludzie. Twardzi i zależni od natury. Ich ojcowie i dziadowie przekazywali dzieciom historie tłumaczące otaczający ich świat. Piękne, barwne legendy i mity. Jednym z plemion, które posiadało tę ziemię wiele, wiele lat temu i od którego nazwę otrzymała stolica naszego stanu, to Szejenowie (Cheyenne). I właśnie piękny mit o pochodzeniu Gwiazd (a właściwie Wielkiego Wozu) stał się centrum naszego warsztatu. Quillworker to utalentowana dziewczynka, która wyszywa przepiękne wzory na skórze jelenia i bizona z jeżozwierzowych igieł barwionych na żywe kolory. Ma sny, za ktorymi podąża. Przygotowuje siedem przepięknie zdobionych strojów wojennych. Wyrusza w podróż aby odnaleźć Siedmiu, dla których są przeznaczone. Staje się ich siostrą. Pewnego dnia przychodzi Wielki Bizon i żąda wydania dziewczynki. Bracia się nie zgadzają. Bizon im grozi. Następnego dnia przychodzi Wielka Krowa i chce tego samego. Odpowiedź Siedmiu jest ta sama. Krowa grozi im czymś strasznym. Nic to nie daje. Trzeciego dnia nadchodzi Wielkie Stado Bizonów. Stoi u wejścia do tipi, a wokoło cała ziemia drży. Powietrze drży. Wydaje się, że nie ma już wyjścia. Ale Bracia nie oddadzą Siostry. Najmłodszy wyjmuje strzałę z kołczanu ozdobionego przez Quillworker. Pozostali chronią Siostrę. Najmłodszy, który ma Dar Sięgania Nieba, każe im wspiąć się na drzewo. Sam strzela z łuku i chwyta się gałęzi. A potem... Drzewo Sięga Nieba. Wyżej i wyżej. Rodzeństwo widzi stado gdzieś daleko w dole. Ale... są już tak wysoko, że nie ma odwrotu. Chwytają się za ręce... i pozostają na niebie. Najmłodszy to Gwiazda Północy. Najjaśniej świeci Quillworker. Po dziś dzień Wszyscy Ludzie ich podziwiają:).


Łobuzy słuchały jak urzeczone. Czytaliśmy książkę znalezioną w bibliotece klasowej M3 a więc po angielsku. Dla Was Drodzy Goście, Matka wykonała próbę opowiedzenia historii w języku Przodków..., bo zdaje sobie sprawę, że większość z Was chętniej czyta w tym języku, w którym galopują Wasze myśli:). Nie jest to profesjonalne tłumaczenie, ale Matka żywi cichą nadzieję, że Jej to wybaczycie:)

W warsztatach brało udział czworo Łobuzów. W wieku lat jedenastu, dziewięciu, sześciu i dwóch z poważną nadwyżką. Wszyscy zasłuchani. A potem zabawieni. Jednym słowem: "Mamo, lubię to robić!"

Do naszej zabawy użyliśmy:
- tutki po papierze toaletowym (upchnięte w jakimś zakamarku, ostały się przed sprzątaniowym zapałem Matki:)
- kolorowe kartki
- flamastry i kredki
- nożyczki
- klej do papieru
- patyczki (uzbierane prze Manię)
- taśma klejąca i zszywacz do szybkiego zbudowania tipi w wiosce:)
- wyobraźnię w dużej dawce:)

Postanowiliśmy zrobić sobie własne indiańskie plemię. Ubrane w pięknie ozdobione przez nas "skóry". Zupełnie nam nie przeszkadzało, że z papieru:) Zamiast ozdabiania igłami jeżozwierza, przenosiliśmy co nam się "śniło", rysując flamastrami:). Zamysł Matki był taki, co by Dziatwa powielała wzory Quillworker. Ale Łobuzy pomysł miały inny. Własny mianowicie. Kto by się oglądał na czyjeś już wymyślone wzory. Sami mamy wyobraźnię, prawda?


 Na jednej "skórze bizoniej", tej "wyszywanej " przez A. pojawiła się cała historia. 
"Mądry szaman w górach pomaga mężczyznom, kobietom i dzieciom. Mądry szaman pomaga tancerzom Wielkiego Ducha. Mądry Szaman zrobił ognisko i upiekł dużo ryb w indiańskiej wiosce."
Spisana mową indiańskich znaków. Bo to one były naszym kolejnym punktem programu. Bardzo trafionym zresztą. Wymyślanie opowieści czy informacji przy pomocy tych małych piktogramów to prawie jak praca szyfranta! I nie wiem jak Wy, ale my uwielbiamy takie zabawy!.

Tu gdzie mieszkamy historia rdzennych mieszkańców i ich pięknych legend przeplata się z trudnymi losami pionierów, którzy przebyli dłuuugą drogę, aby w końcu osiąść na tej nieurodzajnej choć urokliwej ziemi. To przeplatanie niestety wielokrotnie połączone było także z rozlewem krwi. O  osadnikach mamy nadzieję opowiedzieć Wam nieco w środę, kiedy będziemy mierzyć się po raz pierwszy z projektem "Przygody z książką". Czekajcie:)

Nasze szejeńskie warsztaty powstały w ramach blogowego projektu Dziecko na Warsztat wyrusza w podróż:) czyli Druga Edycja. Bierze w nim udział około 80 innych blogowych Mam z całego świata. Ruszajcie z nimi w podróż jest bardzo ciekawie! 

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgUwp7WHFMOVi61SK53W4DE4UzcZe_55Ew7itO4cwyqyAuPpd-PCiQJW-Sn3gS6dvHwfhXaSSkX3nyCGNEx4stip8CnIQSdxfg52tQjfYYS-yQtcPO1Rlr7SsSOQ8HMFK2JRKz8GcYhDwEu/s1600/10580046_966355333381715_3436795246023927159_n.jpg







niedziela, 10 sierpnia 2014

Potyczki językowe i znaki patyczkowe:)

-Jechamy do parku!
-Jecham sam przez całe alley!! bez stopu!

Dziwnie brzmi dla Was? Ale jakże logicznie. Skoro bezokolicznik brzmi "JECHAĆ" to dlaczego mówimy "ja jadę"? A w liczbie mnogiej jeszcze inaczej "my jedziemy"? Język polski bardzo trudny jest i taki nie logiczny w swoich odmianach:) A dzieci? Dzieci myślą logicznie i tak też mówią. No i u nas pojawia się nowy dla nas haczyk językowy. Dlaczego Mania ma mówić "zlobiłam" a nie jak "wszyscy" "zlobilem" ? A z drugiej strony o ileż łatwiej w życiu kiedy język rozwiązuje za nas wiele problemów. Tutaj po imienu nie rozpoznasz czy właściciel jest dziewczynką czy chłopcem. Dwa lata temu miałam w klasie dziewczynkę i chłopca o takim samym imieniu: Erin. A może być nawet trudniej. Znacie imię James? po polsku Jakub? po amerykańsku James może być dziewczynką i nie ma to żadnego związku z genderowymi zmianami. No i oczywiście James może być nazwiskiem. Często panieńskie nazwisko mamy staje się imieniem dziecka. Ciekawe. Dla nas egzotyczne:)

 A w parku bawimy się na placu zabaw. Kiedy słońce przygrzewa za bardzo siadamy na trawce w cieniu i bawimy się patyczkami. Literki zawsze  wdzięczne do układania:)
Ale same literki to za nudno. Myślicie, że przerzuciliśmy się na chiński? Nie, nic z tych rzeczy. (Chociaż samouczek chińskiego posiadamy, a właściwie to M3 ma - dostał od Wujka M. przesyłką z Polski, żeby sie uczył:). No, więc to nie chińskie znaki powstały z patyczków. A co? ZGADNIJCIE! 
Czekam na Wasze pomysły:) Ciekawe czy umiecie czytać tajne znaki Łobuzów:)

sobota, 23 listopada 2013

Zeszyt słów.



Tak w ramach oddechu pomiędzy realizowaniem i publikowaniem relacji z Dziecka na Warsztat w KUCHNI, obejrzyjcie sobie Jasiową ciężką pracę. Jaś chodzi do zerówki czyli Kindergarten i uczy się czytać po angielsku w szkole a po polsku w domu. Ma wielki zapał do nauki i uwielbia coś sobie pisać, rysować, wycinać, coś stworzyć. Codziennie powstaje kilka Jego prac. Sam przychodzi i prosi, żeby poddać Mu pomysł albo zarzuca mnie rysunkami. To Jaś publikuje coś codziennie w naszej Domowej Gazetce:) Są to proste rzeczy np. TO JEST POLSKA i narysowany kształt Polski. Albo TO JEST SERCE i narysowane serce. itd. Fajny jest nasz J. Zupełnie inny niż A., w domowej piramidzie tuż przed nim:)
 Jakiś czas temu Jasio założył sobie zeszyt słów. Pokolorował napis na stronie tytułowej, następnie przepisał tytuł na okładkę. Na początku pracowicie napisał sobie polski alfabet, sam przypominając mi o specyficznych polskich literkach:)
A potem to już sama zabawa. Wymyśla słowo, pisze (pomagam mu mówiąc sylaby lub literki). Ja piszę mu wersję pisaną, drukowaną, z Wielkiej litery i małej. Jaś pisze po śladzie. Na koniec rysuje dany przedmiot, rzecz, osobę.
I tak codziennie:)

 A na dobranoc macha Wam  Józef w wielokolorowej szacie. W wersji pacynkowej zrobionej przez J.
PA, PA!


środa, 20 listopada 2013

Po polsku:)


Kraina Wesołych "Łobuzów" jak wiadomo znajduje się na obczyźnie. W kraju dalekim, bardziej znanym rodakom z książek, niż z rzeczywistego świata. Wokoło więcej krów i jeleni niż ludzi (a trzeba przyznać, że jest tych zwierząt  mnóstwo:). Ludzie za to mówią w języku zupełnie nie zbliżonym do ojczystego języka Łobuzów. Niektórzy mówią też w języku cokolwiek podobnym do języka kiedyś dawno, dawno temu urzędowego:
w kraju tym gdzie kruszynę chleba
Podnoszą z ziemi przez uszanowanie
Dla darów Nieba... 

urzędowego na długo przed tym kiedy narodził się autor powyższego wiersza..
Ale jedynie w domu słychać język piękny lecz trudny - polski. ...


Starsze Łobuzy posługują się językiem przodków całkiem nieźle w mowie i troszkę gorzej w wersji pisanej... Im dalej w dół piramidy wiekowej,  pisanie sprawia większy problem... . Powoli odkrywamy dwujęzyczność naszych dzieci.  Pytanie Piątego w trakcie konwersacji : a co to znaczy "tupać"? albo jaki to jest kolor ten: pink? Czy w zabawie : i ten monster, wiesz jego body... zdarzają się codziennie...
Polskiej szkoły w okolicy nie ma. Żałujemy bardzo. Jakoś w Krainie musimy sobie radzić:) Rozmawiamy, czytamy, zachęcamy do czytania (niektórych to raczej trzeba ograniczać, bo świata zza książek nie widzą :) w języku Norwida i Sienkiewicza (swego czasu zabawa w "bij Szweda!" popularna była w Krainie i prawie, że szczęk mieczy czy szabli usłyszeć można było:)
Próbujemy też raz po raz organizować zajęcia z języka, historii, geografii Polski. Czasem bardziej gorliwie, innym razem bardzo powoli nam to idzie. Tym razem się udało. Cztery Młodsze Łobuzy zagonione do stołu, wykazywały duży entuzjazm pracując z książeczką przygotowaną wcześniej przez Mamę.
Zaczęliśmy od mapy. A właściwie od słowa: POLSKA. Bo Piąty uczy się czytać i pisać. Zaznaczyliśmy Warszawę. Pokolorowaliśmy woj. mazowieckie (taki lokalny patriotyzm :):). Porozmawialiśmy o sąsiadach Polski. Po śladzie napisaliśmy nazwy okolicznych krajów - młodsi. M3 zapisał też ile województwa ma Polska. Wyjaśniliśmy sobie co to są Województwa. Obejrzeliśmy fantastyczną mapę Polski w tej książce. Zajrzeliśmy do ulubionego naszego "elementarza" "Kocham Polskę".
Zapoznaliśmy się / przypomnieliśmy sobie kilka polskich słów: ojczyzna, stolica, godło, Syrenka, morze, góry, jezioro, rzeka. Samogłoski, sylaby, dwuznaki itd.
I wreszcie! Wręczyłam chłopcom książeczki. Zaczęliśmy czytanie. Proste słowa jak: Polska, to, jest, czy Syrenka :), Warszawa(!) czytał Piąty. Resztę na zmianę Czwarty i Trzeci. Kolorowali, rysowali pisali. Zabawy jest na co najmniej dwa posiedzenia:).
I tak od słowa do słowa Czwarty wpadł na pomysł. Prawie się o niego (ten pomysł) potknął;) 
Zróbmy mamo domową gazetkę!!! I ogłaszam wszem i wobec, że jest. Konkurs na nazwę trwa, ale JEST na drzwiach do szafy kurtkowej (tzw.  "closet":) Rozpoczęła swój żywot, kto wie jak długi, domowa gazetka. Konkursy w niej zamieszczono, rysunki, newsy i słowa tygodnia. W napięciu oczekujemy dalszego rozwoju wypadków. Zaangażowanie zespołu rośnie:). Może i Wam drodzy Czytelnicy  i Goście uchylimy kiedyś rąbka tajemnicy i zorganizujemy fotorelację... zobaczymy.
W czasie pracy nad książeczką odbywały się zajęcia dodatkowe dla mieszkańców poniżej dwóch lat. Syrenka i Orzeł Polski do dowolnego kolorowania przykuły uwagę Mani na dłuższy czas:)
Uuups, widzicie? Coś się Jasia paznokciom stało, same się tak pomalowały, czy co? Dobrze, że mydło tu w Krainie mamy:)
Na koniec: PODZIĘKOWANIA!
Dziękuję Eli i Kasi za ich bardzo inspirujące blogi! Pomagają mi rozumieć bardziej moje dzieci z ich specyficznymi trudnościami w uczeniu się polskiego. I jeszcze bardziej doceniać ich dwujęzyczność!

ps. Godło, Syrenka, mapa pochodzą skądś w necie. Nie mam pojęcia skąd, znalazłam rok temu do zajęć na 11 listopada....

czwartek, 31 stycznia 2013

Słowniczki...


Próbujemy, próbujemy języka ojczystego  tajniki zgłębiać. Lekko nie jest bo jednak po angielsku nauczyć się czytać jest dużo łatwiej... Antoś na przykład, opuściwszy ojczyste strony w wieku lat pięciu - czytać nieumiawszy, w wieku lat prawie ośmiu, połyka już książki, niestety woli te pisane w języku Szekspira...
Przygotowuję dla A. i J. prezentacje logopedczne (wzorem Urwiskowa). Słowa, zdania do czytania i ćwiczenia problemowych głosek. Ćwiczą z Tatą. Ale praca to trudna. Przy mówieniu po angielsku narządy mowy układają się w zupełnie inny sposób. ...
Staram się wymyślać jakieś zabawy w czytanie. Ostatnio zrobiliśmy sobie "słowniczki". Wycięłam z gazetek reklamowych kilkanaście obrazków. Antoś założył "słowniczek". Każda strona przyporządkowana jest innej literze alfabetu. A na niej przyklejał obrazek i podpisywał go. Mamy nadzieję zapełnić wszystkie strony:)

Jasio za to sporządził karty do zabawy. Też alfabetyczne:) I pod słowem napisanym przeze mnie podpisywał obrazki samodzielnie. A następnego dnia bawiliśmy się kartami.
 
 A tak na marginesie... zniknął mi post... pierwszy raz w życiu... I ten jest już drugą próbą... A co najśmieszniejsze zauważyłam ikonkę ze zdjęciem na innych blogach.... ale nic się nie otwierało... Jakieś wirtualne machlojki poprostu...:))