Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawa. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 kwietnia 2015

Chwile

(....)
Talerz. Pac. Łyżka.  Pac. Mata. Szur.
Śpieew...
 "Antoni is awesome!  is awesooooome!".
Talerz. Pac.
"On oszukuuje! He is cheating"
....
Łyżka. Plask. Widelec. Buch.
"Is awesome today! Is awesome tommorow! "
Poprawić obrus.  Wsunąć krzesło. Taniec estradowy.
"Nieprawda! Nieprawdaaaa!"
"Is awesome forever! Lalalala!"

Talerz.
Łyżka.
Serwetka.
Braterska różnica poglądów.
Albo przygotowywanie stołu do obiadu.
(....)
Słoneczne promienie powoli wsączają w moją podświadomość okruchy ciepła. Eksperymentalne.
Spódniczki w kwiatki fruwają dookoła obudzone z zimowego snu.
Chyba jeszcze zdziwione nagłą swobodą.
Opiekunki zaniepokojone zmianami otoczenia biegają nerwowo próbując dotrzymać kroku małym nogom niespodziewanie lżejszym o brak śniegowców. " Nie zdejmuj kurtki!" wołają. "Wolniej! Uważaj, bo spadniesz!Nieee rozpinaj się! Załóż bluzę!" Zmęczone próbami przywrócenia porządku nie zauważyły, że zamiast biało jest już zielono...
Oddycham.
Pachnie.
(....)
Zakręt. Zakręt.
Chęć zobaczenia co jest za zakrętem ugniata.
Upajam się zapachem.
Czekam.
A dzieci śmieją się perliście.
Chowam się pomiędzy nimi...

poniedziałek, 29 września 2014

O Dziewczynce, Która Stała się Gwiazdą... Dziecko na Warsztat w podróży po Wyoming.


Dawno, dawno temu kiedy księżyc był samotny na niebie, żyła dziewczynka z plemienia Szejenów o imieniu Quillworker. Nie miała braci ani sióstr, ale Jej rodzice byli dumni ze swojego jedynego dziecka. Jej niezwykłe umiejętności haftowania przynosiły sławę całemu plemieniu. Starsze kobiety w wiosce zachwycały się tym, że Dziewczynka mimo tak młodego  wieku pięknie ozdobiła już 30  bizonie skóry, co normalnie zajmowało całe życie.
Quillworker chodziła do Chaty Twórczyń  uczyć młodsze dziewczynki jak zbierać  igły jeżozwierza i zabarwiać je na żywe kolory a potem z nich przepiękne wzory. Starsze kobiety spierały się, która była nauczycielką Quillworker, tak bardzo Dziewczynka była utalentowana.
Pewnego dnia Quillworker siedziała w tipi ze swoimi rodzicami wycinając wojenną koszulę z miękkiego kawałka skóry. Pracowała od wielu tygodni, przeszywając czerwone, niebieskie, żółte i białe igły jeżozwierza na skórę. Kiedy skończyła swój nowy wzór, wycięła opaskę, getry z miękkiej skóry jelenia, potem zrobiła mokasyny i parę rękawic.
Matka dziewczynki obserwowała Ją z zaciekawieniem. "Córko, dlaczego przygotowujesz strój wojownika? Twój Ojciec ma już swój a nie masz żadnych braci. Nie jest to też jeszcze czas na zamążpójście dla Ciebie."
"A poza tym co to za wzór? Nie znam go."
Quillworker odpowiedziała dotykając stroju:"Jest piękny, prawda? Zobaczyłam go we śnie."
Matka pokiwała głową."Dobrze, że uważasz na swoje sny. To przez nie Wielki Duch przemawia do nas."
Quillworker pracowała wiele dni i nocy. Kiedy skończyła, przygotowała następną skórę jelenia i rozpoczęła ozdabiać kolejny strój wojenny. Robiła to jeszcze sześć razy i za każdym razem Matka pytała ją" Córko, dlaczego szyjesz strój wojownika?" I za każdym razem Quillworker odpowiadała: "Nie wiem, Matko. To przyszło do mnie we śnie". Kiedy skończyła siódmy strój zobaczyła, że jest mniejszy od pozostałych. Jakby przeznaczony dla chłopca a nie mężczyzny. Do niego Dziewczynka dodała także   kołczan przyozdobiony takim samym jaśniejącym wzorem.
Jej praca była skończona. Zapakowała trochę swoich ubrań razem z igłami jeżozwierza i jedzeniem z odkładanym od jakiegoś czasu. Wzięła nóż, narzędzia do wyprawiania skór i gotowania.
Kiedy Matka zobaczyła co robi, zapytała: "Córko, dokąd idziesz?"
Quillworker uśmiechnęła się: "Siedem dni stąd znajduje się tipi Siedmiu Braci. To dla nich te stroje. Będę ich siostrą i kiedyś Wszyscy Ludzie będą ich podziwiać.
"Tak niech się stanie, Córko. Pomogę Ci się przygotować do drogi.
Razem przywiązały psy do toboganów. Dziewczynka była gotowa do drogi.
"Skąd  znasz drogę?" spytała Matka.
"Nie znam" odpowiedziała Quillworker "ale pojawia się w moich snach. Nie zgubię się"
Pożegnała się z Matką i z psami podążającymi za Nią wyruszyła w kierunku gór.
Sześć dni wędrowała, jedząc pemmikan i świeże jagody, popijać wodą z bukłaka. W nocy owijała się skórą bizona i spała przy małym ognisku.  Sny  były Jej przewodnikiem w podróży za dnia.
Wreszcie siódmego dnia doszła do strumienia. Na jego drugim brzegu, w niewielkim gaju ujrzała potężne tipi. Czy to może być schronienie Siedmiu Braci? Było zrobione z więcej niż dwudziestu skór bizonich.
Kiedy psy Dziewczynki weszły do wody, z tipi wyłonił się chłopiec. " Szukam Siedmiu braci. Przyniosłam dary" zawołała.
Chłopiec uniósł dłoń w geście powitania. Jestem Wihio, najmłodszy z Siedmiu. A Ty jesteś Quillworker, nasza nowa siostra. Czekałem na Ciebie."
"Czekałeś? Widziałeś mnie we śnie?"
Wihio pokręcił głową. "Ja wysłałem Ci sen. Mam Moc Poznania i Moc Dosięgania Nieba."
"Co to jest Dosięganie Nieba?" zapytała siostra.
"Zobaczysz," odpowiedział "Bracia polują, ale powinni niedługo wrócić. Chodź pokaże Ci  naszą chatę.
(.....) cdn.:)

Kraina znajduje się za górami, za lasami, za oceanem. Pośrodku wielkiego lądu, pomiędzy górskimi pasmami, na rozległej prerii. Latem słonce praży tu niemiłosiernie, a silny wiatr  wznosi tumany suchego, czerwonego piasku wraz z obeschłymi preriowymi krzaczkami. Zimą cała kraina zamarza i pokrywa się śniegiem wzburzanym przez ten sam wiatr, choć czyste powietrze skrzy się od słonecznego blasku. I pomimo, że zima trwa tu najmarniej osiem miesięcy, już wiele setek lat temu zamieszkiwali ją ludzie. Twardzi i zależni od natury. Ich ojcowie i dziadowie przekazywali dzieciom historie tłumaczące otaczający ich świat. Piękne, barwne legendy i mity. Jednym z plemion, które posiadało tę ziemię wiele, wiele lat temu i od którego nazwę otrzymała stolica naszego stanu, to Szejenowie (Cheyenne). I właśnie piękny mit o pochodzeniu Gwiazd (a właściwie Wielkiego Wozu) stał się centrum naszego warsztatu. Quillworker to utalentowana dziewczynka, która wyszywa przepiękne wzory na skórze jelenia i bizona z jeżozwierzowych igieł barwionych na żywe kolory. Ma sny, za ktorymi podąża. Przygotowuje siedem przepięknie zdobionych strojów wojennych. Wyrusza w podróż aby odnaleźć Siedmiu, dla których są przeznaczone. Staje się ich siostrą. Pewnego dnia przychodzi Wielki Bizon i żąda wydania dziewczynki. Bracia się nie zgadzają. Bizon im grozi. Następnego dnia przychodzi Wielka Krowa i chce tego samego. Odpowiedź Siedmiu jest ta sama. Krowa grozi im czymś strasznym. Nic to nie daje. Trzeciego dnia nadchodzi Wielkie Stado Bizonów. Stoi u wejścia do tipi, a wokoło cała ziemia drży. Powietrze drży. Wydaje się, że nie ma już wyjścia. Ale Bracia nie oddadzą Siostry. Najmłodszy wyjmuje strzałę z kołczanu ozdobionego przez Quillworker. Pozostali chronią Siostrę. Najmłodszy, który ma Dar Sięgania Nieba, każe im wspiąć się na drzewo. Sam strzela z łuku i chwyta się gałęzi. A potem... Drzewo Sięga Nieba. Wyżej i wyżej. Rodzeństwo widzi stado gdzieś daleko w dole. Ale... są już tak wysoko, że nie ma odwrotu. Chwytają się za ręce... i pozostają na niebie. Najmłodszy to Gwiazda Północy. Najjaśniej świeci Quillworker. Po dziś dzień Wszyscy Ludzie ich podziwiają:).


Łobuzy słuchały jak urzeczone. Czytaliśmy książkę znalezioną w bibliotece klasowej M3 a więc po angielsku. Dla Was Drodzy Goście, Matka wykonała próbę opowiedzenia historii w języku Przodków..., bo zdaje sobie sprawę, że większość z Was chętniej czyta w tym języku, w którym galopują Wasze myśli:). Nie jest to profesjonalne tłumaczenie, ale Matka żywi cichą nadzieję, że Jej to wybaczycie:)

W warsztatach brało udział czworo Łobuzów. W wieku lat jedenastu, dziewięciu, sześciu i dwóch z poważną nadwyżką. Wszyscy zasłuchani. A potem zabawieni. Jednym słowem: "Mamo, lubię to robić!"

Do naszej zabawy użyliśmy:
- tutki po papierze toaletowym (upchnięte w jakimś zakamarku, ostały się przed sprzątaniowym zapałem Matki:)
- kolorowe kartki
- flamastry i kredki
- nożyczki
- klej do papieru
- patyczki (uzbierane prze Manię)
- taśma klejąca i zszywacz do szybkiego zbudowania tipi w wiosce:)
- wyobraźnię w dużej dawce:)

Postanowiliśmy zrobić sobie własne indiańskie plemię. Ubrane w pięknie ozdobione przez nas "skóry". Zupełnie nam nie przeszkadzało, że z papieru:) Zamiast ozdabiania igłami jeżozwierza, przenosiliśmy co nam się "śniło", rysując flamastrami:). Zamysł Matki był taki, co by Dziatwa powielała wzory Quillworker. Ale Łobuzy pomysł miały inny. Własny mianowicie. Kto by się oglądał na czyjeś już wymyślone wzory. Sami mamy wyobraźnię, prawda?


 Na jednej "skórze bizoniej", tej "wyszywanej " przez A. pojawiła się cała historia. 
"Mądry szaman w górach pomaga mężczyznom, kobietom i dzieciom. Mądry szaman pomaga tancerzom Wielkiego Ducha. Mądry Szaman zrobił ognisko i upiekł dużo ryb w indiańskiej wiosce."
Spisana mową indiańskich znaków. Bo to one były naszym kolejnym punktem programu. Bardzo trafionym zresztą. Wymyślanie opowieści czy informacji przy pomocy tych małych piktogramów to prawie jak praca szyfranta! I nie wiem jak Wy, ale my uwielbiamy takie zabawy!.

Tu gdzie mieszkamy historia rdzennych mieszkańców i ich pięknych legend przeplata się z trudnymi losami pionierów, którzy przebyli dłuuugą drogę, aby w końcu osiąść na tej nieurodzajnej choć urokliwej ziemi. To przeplatanie niestety wielokrotnie połączone było także z rozlewem krwi. O  osadnikach mamy nadzieję opowiedzieć Wam nieco w środę, kiedy będziemy mierzyć się po raz pierwszy z projektem "Przygody z książką". Czekajcie:)

Nasze szejeńskie warsztaty powstały w ramach blogowego projektu Dziecko na Warsztat wyrusza w podróż:) czyli Druga Edycja. Bierze w nim udział około 80 innych blogowych Mam z całego świata. Ruszajcie z nimi w podróż jest bardzo ciekawie! 

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgUwp7WHFMOVi61SK53W4DE4UzcZe_55Ew7itO4cwyqyAuPpd-PCiQJW-Sn3gS6dvHwfhXaSSkX3nyCGNEx4stip8CnIQSdxfg52tQjfYYS-yQtcPO1Rlr7SsSOQ8HMFK2JRKz8GcYhDwEu/s1600/10580046_966355333381715_3436795246023927159_n.jpg







wtorek, 26 sierpnia 2014

Przelewanki-dolewanki:)

Chłopcy oglądają z wypiekami na twarzy Skrzypka na dachu, Tata zajęty w komputerze, Mama porządki w szafkach rozpoczęła. Co ma robić słodka mała Dziewczynka? Zdecydowanie najciekawsze to te Mamine porządki są. Ale co zrobić jak Mama porządkuje lekarstwa i inne niezbyt przyjazne Dwuletnim ciekawskim rączkom skarby? Coś wymyślimy!
 Naczynie jakieś większe, płaskie na pewno i u Was się znajdzie. Buteleczki, kubeczki, strzykawki od lekarstw, dozowniki, pipetka, łyżki i łyżeczki. Co tam szafki i szuflady wyplują:). A jak jeszcze znajdą się jakieś barwniki spożywcze? Full wypas, że tak użyję języka obcego:).
 Manię wciągnęło na całego. Najpierw wołała Mamę do pomocy, ale szybko zorientowała się o co chodzi i dawaj, wlewać, przelewać, nalewać, dolewać. Mieszać kolory - o to bardzo fajne zajęcie:). Zabawa z gatunku tych co to pod ręką i organizowana na szybko a frajda na całego! A jaka rozwojowa!
"If I were a rich man..." śpiewają Łobuzy. A mogę też ponalewać? A tym się pobawić? A mi też zrobisz kolory? Ja też! Ja też! oczywiście zabawa wodą zawsze wzbudza emocje, 
u Was też?
Szafki posprzątane. A wodne akcesoria zyskały niebieskie pudełeczko i obok suszących się naczyń czekają na kolejną kąpiel. Zbyt długo nie poczekają, to pewne.

Poza tym Trzy Średnie Łobuzy ogarnęła namiętność do pisania listów. Ciekawe jaki wpływ miał na to list otrzymany dzisiaj przez Matiego od polskiego kolegi ? :). I Antoni zmusił Mamę do wydania papieru i pomocy w pisaniu. A jak A. zaczął to i Jaś wyskrobał. I Mateusz też odpisuje... A rodzice się cieszą, bo dzieci polski ćwiczą. W piśmie. Miód - malina:)
I tu apel do Rodziny i Znajomych. No, prośba uprzejma taka. Piszcie do Łobuzów! Listy, maile co tam Wam przyjdzie do głowy.... Odpiszą...

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Dziecko na Warsztat - Muzycznie:) (warsztat zaległy styczniowy)

 Czasami zastępuję w naszej szkole Panią od Muzyki. Kiedy jedzie na urlop zimowy z dziećmi. Albo ma koncert lub szkolenie. (nasza Pani od Muzyki gra pięknie na skrzypcach w stanowej orkiestrze.) Najczęściej Pani zostawia mi plan zajęć, zawsze mówi ale jak chcesz to możesz coś z nimi sama zrobić wedle uznania:). Tym razem planu nie było i mnie to ucieszyło. Mogłam sobie powarsztatować z dziećmi.

Użyłam do warsztatu:
płyty CD- Muzyka dla ucha malucha
kolorowe kartki
kredki, flamastry
sala muzyczna (gdzie jest przestrzeń do tańczenia)

 Poprosiłam dzieci, żeby usiadły na dywanie i zamknęły oczy. Wtedy puszczałam im po kolei kilka kawałków z płyt. Po wysłuchaniu (1-3 min. w zależności od wieku) poprosiłam by oczy otowrzyły i spróbowały opowiedzieć co sobie wyobrażały kiedy słuchały muzyki. Odpowiedzi były różne. Niektóre dzieci bardzo się wczuwały inne próbowały zaistnieć w grupie i wymyślały halloweenowe odpowiedzi... Generalnie myślę, że im się bardzo podobało.
Następnie poprosiłam je żeby wstały. I znowu puszczałam muzykę. I poprosiłam żeby tańczyły tak jak gra muzyka. To im się BARDZO podobało. Tańczyliśmy też razem. Tzn. Ja im coś pokazywałam a oni za mną wężykiem, wężykiem...
Na koniec żeby ich trochę wyciszyć przed następną lekcją posadziłam ich na dywanie z powrotem dałam po kartce i puszczając muzykę poprosiłam o ilustrację do tego co słyszą.
Niestety nie zrobiłam żadnych zdjęć ich rysunków, a szkoda:)
Zajęcia przeprowadzałam w dwóch grupach:
 zerówkowiczów (5-6 lat) 
oraz w połączonej klasie 1szej i 2giej (6-8 lat)

A na koniec Mania tańcząca na naszym łóżku (!) do muzyki dla ucha malucha:)


Jeżeli chcecie znaleźć więcej inspiracji do zajęć muzycznych z dziećmi w różnym wieku zajrzyjcie do tych kreatywnych mam:

środa, 13 sierpnia 2014

Dziecko na Warsztat - NIESPODZIANKA

Jak w życiu
- Mam dla was niespodziankę - powiedział Pan Kuleczka i postawił na podłodze pudełko owinięte w kolorowy papier.
- Hura!- zawołała kaczka Katastrofa.
- Ojej - powiedział pies Pypeć.
- Bzyk-bzyk - zabzyczała mucha Bzyk-bzyk.
Znaczyło to mniej więcej tyle, że bardzo lubią niespodzianki.
fragment opowiadania "Jak w życiu" z tomiku "Radość" W.Widłaka

I jak to w życiu bywa przy czytaniu tego opowiadania J. zakrzyknął. 
- Mamo, wiem! Powinniśmy zrobić ten warsztat niespodziankę tak jak Oni! TEATR!

A potem sprzątaliśmy szkolną piwnicę. I tam czekało na nas PUDEŁKO. A właściwie pudło. A w nim resztki teatrzyku . Oczy nam zabłysły, chętnie przygarnęliśmy te skarby, ratując je przed wyrzuceniem na śmietnik:)

No, i w końcu udało się. Warsztat zakończony. A jak to z nim było sami zobaczcie.

Potrzebowaliśmy:
PUDŁO (mieliśmy sami zrobić kolorowe plansze i scenę ale SAMO nam w ręce wpadło, grzech było nie skorzystać:)
Sztywne kartki do drukarki
Darmowe kolorowanki z netu
patyczki
taśma samoprzylepna
flamastry, kredki
nożyczki
MNÓSTWO WYOBRAŹNI I DOBREGO HUMORU

Dla dzieci od lat 2 do 11 stu.

W internecie znalazłam darmowe kolorowanki postaci i zwierząt i wydrukowałam na sztywnych kartkach. Pokolorowaliśmy je i wycięliśmy.
 Z tyłu przykleiliśmy taśmą patyczki. Do umytej puszki po sosie pomidorowym wstawiliśmy gotowych "aktorów".
 Opowieści Dziwnej Treści przedstawia Wam Sowa Mądra Głowa:)

Księżniczka pokochała księżniczkę. I nawet podczas przedstawień prowadzonych przez Braci, próbowała się z nią nie rozstawać. I jak tylko smok porywał Księżniczkę, myk nurkowała pod stolik i ją ratowała na własną rękę. A biedny książę co? Scenicznym szeptem musiał Manię do oddania aktorki przekonywać. Niełatwa rzecz. przekonać dwulatkę do rozstania z "jej" ("my") zabawką:):).

 A. i J. doskonale współpracowali przy przedstawieniu, A. jako reżyser i podkładacz dźwięku:) J. jako scenograf i techiczny:)
J. też swoich sił próbował.

 
A M3. to długie przedstawienie nam zaprezentował!

Jeszcze zostało nam 12 dni wakacji. Zaczynamy Nowy Rok Szkolny na Dzikim Zachodzie. A gdzie go skończymy? Nie wiemy... Przyszłość zakryta przed nami:) jak na razie...


A Was zapraszamy na czerwcowe warsztaty, które odbyły się 
niespodziankowo w innych "krainach":)





niedziela, 10 sierpnia 2014

Potyczki językowe i znaki patyczkowe:)

-Jechamy do parku!
-Jecham sam przez całe alley!! bez stopu!

Dziwnie brzmi dla Was? Ale jakże logicznie. Skoro bezokolicznik brzmi "JECHAĆ" to dlaczego mówimy "ja jadę"? A w liczbie mnogiej jeszcze inaczej "my jedziemy"? Język polski bardzo trudny jest i taki nie logiczny w swoich odmianach:) A dzieci? Dzieci myślą logicznie i tak też mówią. No i u nas pojawia się nowy dla nas haczyk językowy. Dlaczego Mania ma mówić "zlobiłam" a nie jak "wszyscy" "zlobilem" ? A z drugiej strony o ileż łatwiej w życiu kiedy język rozwiązuje za nas wiele problemów. Tutaj po imienu nie rozpoznasz czy właściciel jest dziewczynką czy chłopcem. Dwa lata temu miałam w klasie dziewczynkę i chłopca o takim samym imieniu: Erin. A może być nawet trudniej. Znacie imię James? po polsku Jakub? po amerykańsku James może być dziewczynką i nie ma to żadnego związku z genderowymi zmianami. No i oczywiście James może być nazwiskiem. Często panieńskie nazwisko mamy staje się imieniem dziecka. Ciekawe. Dla nas egzotyczne:)

 A w parku bawimy się na placu zabaw. Kiedy słońce przygrzewa za bardzo siadamy na trawce w cieniu i bawimy się patyczkami. Literki zawsze  wdzięczne do układania:)
Ale same literki to za nudno. Myślicie, że przerzuciliśmy się na chiński? Nie, nic z tych rzeczy. (Chociaż samouczek chińskiego posiadamy, a właściwie to M3 ma - dostał od Wujka M. przesyłką z Polski, żeby sie uczył:). No, więc to nie chińskie znaki powstały z patyczków. A co? ZGADNIJCIE! 
Czekam na Wasze pomysły:) Ciekawe czy umiecie czytać tajne znaki Łobuzów:)

poniedziałek, 26 maja 2014

Miasto na wiele sposobów - Dziecko na Warsztat Plastycznie w Krainie

Trudno w to uwierzyć ale to już przedostatni warsztat w ramach projektu Dziecko na Warsztat. Dzisiaj relacja z zabawy plastycznej. Taką formę zajęć w Krainie raz poraz przeprowadzamy, bo łatwo pogodzić w niej zróżnicowany wiek Łobuzów (15,13,11,9,6,2 lata). Każdy się odnajduje:). Na początku Mama (czyli ja:) przygotowuje prezentację w Power Point. Poświęconą jakiemuś konkretnemu artyście, tematowi albo obiektowi. Potem każdy wybiera sobie narzędzie i technikę (tak było teraz) albo temat. Zaczynamy od szkicowania, projektowania, czasem kartki lądują w koszu...:)
Dziś mieliśmy kilka wydruków zdjęć miast (miało być więcej ale się toner skończył był:), ołówki przeróżnej miękkości (twardości), pastele olejne, farby akwarelowe, akrylowe, kredki ołówkowe i zwykłe szkolne, pędzle, gumkę i kartki białe i kolorowe, także papier akwarelowy.
Prezentacja wzbudziła zainteresowanie. Domy na wodzie, architektoniczne szkice (jak mamy ze studiów:), bajkowe miasta, impresje i akwarelki ( jeden z obrazów przypomniał chłopcom - tego, no, Picassa, mamo,- o ten tu trochę wygląda jakby namalował go ten malarz co M1 jego autoportret bez ucha kopiował i wisi w gościnnym pokoju - obrazek nie Michal oczywiście) zdjęcia a na koniec miasto nad przepaścią - podobne do Minas Tirith:)!
Od czego by tu zacząć? Jakie miasto narysować/namalować?
Przygotowane mieliśmy jeszcze widokówki z Polski (głównie Warszawa, jeden widoczek z Gdańska) oraz album o Warszawie. Miały posłużyć za inspirację odnośnie. Ale obejrzane, wyglądały sobie ładnie na stole i tyle. Łobuzy wolą polegać na swojej osobistej wyobraźni:)
Oglądamy zdjęcia.


 Marynia pracowała z nami. Bardzo długo. Z zapałem. Najpierw powstał "hot dog"? a z niego "hamburger"? A potem Tatuś rysował domek, pana, baby a Córeczka odkryła farby i pędzelek. Pochłonęło ją to bez reszty:)
  
Warsztaty urządziliśmy sobie  na dworze. Za domem, gdzie bez jeszcze nie zakwitł (jak i w całym mieście). Bardzo miło było, nareszcie zrobiło się cieplej i jest nadzieja, że już tak pozostanie:)
A oto  warsztatów owoce, w kolejności ukańczania.
 Zobacz , mamo jakie śmieszne okna! Najśmieszniejsze. A tu komin. A to fioletowe? też okna, tak namalowuję tu. I zrób mi jeszcze taki fajowy pomarańczowy, proszę.
Dom Bajkowy, Jaś  l. 6

 
  Miasto.
Maciej l. 13


 Miasto kosmiczne z widokiem na planetę Mars.
Pierwszą połowę warsztatów A. tworzył WODĘ. Akwarelkami, fascynujące zajęcie! I jeszcze nadawał fakturę wysuszając ręcznikiem papierowym.
Antoni l. 9

Miasto z plasteliny. 
A ta plastelina się roztopiła. I w ogóle żałuję, że nie nagrałam opowieści jaką M3 snuł rysując swoje miasto. Normalnie książka. Każda kropeczka i kreseczka przemyślana i coś znaczy albo do czegoś służy!
Mateusz l. 11

Miasto w dinozaurze.
Tu są same windy. Okna. Drzewo pod ogonem. W tle widać planetę Antosia:). I tu też historia godna zapisania ale niestety uleciała razem z zapadającym mrokiem:)
Jaś l.6



Tak wyglądały nasze warsztaty. A potem krótki mecz piłki nożnej... za krótki:) Ale idą wakację, jeszcze tylko tydzień i mecze się wydłużą, obiecuję!

A wszystkich miłych Czytelników i Gości zapraszam na inne blogi z Projektu, na pewno nie pożałujecie!




wtorek, 25 marca 2014

Matematyka jest wszędzie - Dziecko na warsztat w marcu:)

Niby taka prosta sprawa. Kalendarz. A jednak w Krainie znowu trudno nam było (jak widać) policzyć do 24-ech i opublikować relacje z warsztatów na czas. Wybaczcie. Marzec jakoś się zdecydowanie skrócił nam w wirtualnym świecie, bo na dwa tygodnie Matka i Ojciec przenieśli się do krainy dzieciństwa i nagle z 4 -tego zrobił się 18-ty i nic się nie dało z tym zrobić. Nawet jeszcze żadnych "wspomnień" nie opublikowałam ani nawet wzmianki ...
 Wróćmy jednak do tematu. Jak wiadomo matematyka potrzebna jest w życiu codziennym - nieustannie. Jedna ze znanych mi Matek Wielodzietnych próbując swoją nastoletnią córkę przekonać do powyższej teorii, posunęła się nawet do próby opisania potrzeby znania wzoru na objętość kuli (4/3 PiR2) dla kobiety w stanie błogosławionym....:):)
Liczenie do pięciu zaś jest znaną i skuteczną metodą na badanie granic jakie rodzice mają.... ups ... tzn. na danie dwulatkowi chwili na podjęcie wyboru - posłuchać  rodzica czy nie.

Liczymy talerze na stole i czy pasuje do niej ilość pozostałych widelców i noży, czy też trzeba zamoczyć rączki i umyć brakujące tak aby każdy w rodzinie mógł wykazać się umiejętnością kulturalnego jedzenia, bez konieczności używania palców:)
Liczymy cukierki i ciasteczka dzieląc przez osiem, bo chcemy wiedzieć ile przypada na osobnika. A  czasami działanie jest utrudnione, bo trzeba uwzględnić wiek danego żarłoka:)
Liczymy kafelki na podłodze i osoby w pomieszczeniu, kiedy nudno jest bardzo. Odliczamy dni do wakacji albo przyjazdu Cioci. Odmierzamy składniki mieszając ciasto na chleb albo ciasto, mnożąc przez dwa albo trzy, żeby było więcej:). Szacujemy objętość jaką ma dana koszulka czy bluza, obliczając prawdopodobieństwo czy jest ona nasza czy też starszego (młodszego) brata:). A i ciągle poszukujemy par do tajemniczo znikających skarpetek. I tak mija dzień za dniem...
Ale na potrzeby warsztatowe i edukacyjne pokażemy Wam też migawki z zabaw matematycznych jakie udało mi się sfotografować:)
Układanie par. Tym razem nie ze skarpetek. Zwierzęta. Karty trójstopniowe, nie mam pojęcia skąd, zrobiłam dawno, bawimy się. Mania z Babcią w Tombolę grała w Polsce i pięknie dobiera już pary a radość Jej bezcenna jest:)
 Ryba. I druga jest tutaj! Widzisz , Mamo?
 Mama kostki wyjęła mając w planie ambitne matematyczne zabawy ale najfajniejsze jest konstruowanie w przestrzeni z tego co Mama daje.
 Długie kwadranse Mania zajmowała się kosteczkami do liczenia, zaledwie po paru minutach poświęconych na przyporządkowywanie liczby do cyfry.
Kosteczki rządzą. Budowanie wież i innych konstrukcji pochłania Manię i fascynuje wszystkich po kolei:)
 No, i hit naszego warsztatu. Liczydła. Zrobiliśmy sobie własne jak zwykle:). Lubimy tak. I fajnie było sobie nawlekać i nawlekać i nawlekać.
 Albo wbijać patyczki w styropian. Zajęcie bardzo rozwijające. I jakie efektowne:)
Liczydła już kiedyś zrobiliśmy, bardziej trwałe ale przy ostatnich porządkach pozbyłam się ich. To i mogliśmy znowu się pobawić:)
 I wreszcie zagadki:) Obliczenia. Używamy liczydła. No, może nie zawsze sześciolatek je potrzebuje, liczy szybciej w pamięci ale frajda polega na przesuwaniu koralików.
 Obliczenia robią się bardziej skomplikowane:)

A to niektóre z gier gotowych, popularnych w Krainie, bardzo matematycznych:)

I na koniec partyjka "Cztery w rzędzie". Jaś i Mama, czytaj Mania wrzuca gdzie Mama pokaże. Albo gdzie Antoś. Albo.... kombinacji sporo...

Zapraszamy też zajrzyjcie do starszych postów zobaczycie jak bawiliśmy się matematycznie kiedyś:)


Oczywiście zapraszamy też na inne blogi, będzie mnóstwo świetnej zabawy, zapewniam!