Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myślę sobie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myślę sobie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 lipca 2015

Na walizkach...


Znowu się nam życie zmienia. Pojutrze lecimy do Starego Kraju. Na dłużej. Przygody nas czekają kolejne, damy Wam znać Drodzy czytelnicy co i jak, oczywiście. Czy i kiedy wrócimy na tę konkretną misję nie wiemy. Moment taki w życiu gdy jak na dłoni ukazuje się fakt, że Ktoś inny drogę nam rozwija pod stopami:). Inaczej niż myślimy ale zawsze z Miłością.
Wiele się działo, wiele w sercach kamieni przewalonych, oczyszczonych i jest dobrze. Choć zakręt jest. I urzędnicy stali się robotnikami przy jego zakręcaniu. Do zobaczenia po drugiej stronie oceanu!

środa, 29 kwietnia 2015

Chwile

(....)
Talerz. Pac. Łyżka.  Pac. Mata. Szur.
Śpieew...
 "Antoni is awesome!  is awesooooome!".
Talerz. Pac.
"On oszukuuje! He is cheating"
....
Łyżka. Plask. Widelec. Buch.
"Is awesome today! Is awesome tommorow! "
Poprawić obrus.  Wsunąć krzesło. Taniec estradowy.
"Nieprawda! Nieprawdaaaa!"
"Is awesome forever! Lalalala!"

Talerz.
Łyżka.
Serwetka.
Braterska różnica poglądów.
Albo przygotowywanie stołu do obiadu.
(....)
Słoneczne promienie powoli wsączają w moją podświadomość okruchy ciepła. Eksperymentalne.
Spódniczki w kwiatki fruwają dookoła obudzone z zimowego snu.
Chyba jeszcze zdziwione nagłą swobodą.
Opiekunki zaniepokojone zmianami otoczenia biegają nerwowo próbując dotrzymać kroku małym nogom niespodziewanie lżejszym o brak śniegowców. " Nie zdejmuj kurtki!" wołają. "Wolniej! Uważaj, bo spadniesz!Nieee rozpinaj się! Załóż bluzę!" Zmęczone próbami przywrócenia porządku nie zauważyły, że zamiast biało jest już zielono...
Oddycham.
Pachnie.
(....)
Zakręt. Zakręt.
Chęć zobaczenia co jest za zakrętem ugniata.
Upajam się zapachem.
Czekam.
A dzieci śmieją się perliście.
Chowam się pomiędzy nimi...

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Życie płynie

(...)
Siedzę.
Błąkam się po cudzych światach. To tu, to tam.
Zaglądam przez wirtualne okienka. Jedne szeroko otwarte, inne lekko uchylone. Patrzę. Słucham.
Myślę.

(...)
Idę.
Mijam codziennie setki środków innych wszechświatów. Czasem widać jak na dłoni. Niektórzy chowają się za misternie zbudowaną fasadą rzeczy, o które z wielkim wysiłkiem zabiegają. Inni nie nadążają za migającymi klatkami kalejdoskopu życia, dawno zatrzymali się zdziwieni, że jeszcze są. Gdzieś w oddali majaczy ślad po nadziei. Że będzie lepiej. 
Są też tacy co już nie szukają. Pokonani siedzą na kartonie szukając ciepła dmuchanego z tętniących sprawami innych budynków.
Myślę.

(...)
Chłonę.
Te chwile dane mi na krótko. 
Artystka pochylona nad bardzo ważnym rysunkiem. Kilka kresek, a już cała historia. 
Biegniemy do drzewa. A potem do hydrantu, tego "rzecza" dla strażaków.
"Mamo, leaves!!!" Czekaliśmy tyle dni. Ledwo zielone, jeszcze nieśmiałe. Uśmiechają się do nas. 
Wieczór. Siedzimy leniwie. Gadamy. Tylko tyle.
Dwie głowy nad zeszytem. "Ja Mu pomogę , Mamo." 
Osiem przeżuwających szczęk przy stole. Hałas. Jedni się przekrzykują, inni ich uciszają. Patrzę. Zachowuję pod powiekami.

(...)
Czekamy.
Jest zakręt.
Coś wygląda zza horyzontu, dla niepoznaki opakowane w kilka warstw.
Zawiewa nowością. 
...

niedziela, 26 kwietnia 2015

Artystka

To moja "sztoła" jest.
Ja sama.
Moja Lita. I Pol. I Manda. I cała reszta. 
Pomóż.
Tu.
Inny "tolol".
Tat.
To jest "telti". (że indyk znaczy się).
A to? "Lybta". No, fish, Mamo.
Jestem Twoim "totkiem". 
Nie, jestem Malysią.
A teraz Elsą. Let it go! Let it goooo...
A Ty jesteś Ana! Śpiewaj!: Do you want to built a snowman?
Nie jestem Lobuzem! jestem Dziewcinka!
Masz rację Córeczko sto procent Kobiety w tej krainie Walczących ze Smokami.
Moja córka wie. Wie co chce. I jak. Gdyby jej płacili za twórczość bylibyśmy bogaci.
Oczywiście kółka wycinałam ja. Przynaglana uważnym spojrzeniem Artystki.






wtorek, 7 kwietnia 2015

Nowy czas...

Czuwaliśmy. Ta Noc już się wydarzyła i zajaśniała. I świeci. Piękne mieliśmy czuwanie i trudny Wielki Tydzień. Wszystko się trochę zakręca. A my już byśmy chcieli po prostej zasuwać... . Czas bardzo niezwykły. Pełen zmagań. Że aż można dotknąć Obecności Czyjejś. Tego kto daje mi jednak pokój i słodycz, pośród zakrętów. Chcę to zapamiętać. I następnym razem korzystać.

"Tato, ja nie chcę umrzeć." powiedziała moja trzyletnia dziewczynka w czasie Wielkopiątkowej Liturgii. Byliśmy w Katedrze. Chór pięknie wyśpiewywał Mękę Pańską. A Ona rozumie. "Ty też Tato umrzesz?". "Wszyscy umrą córeczko. Ale to nie koniec. Będziemy żyli w Niebie. Tam jest mój Tata i Babcia, i inni czekają na nas." "Mamo, nie umrzesz teraz?"."Dobrze." "Chcę żebyś żyła." "Ja też chcę córeczko. Dla Ciebie. I dla Taty. I dla Łobuzów. I potem razem  - Tam."
Mania i Tata 
I z Tatą poszła Krzyż adorować. Najpiękniejsze zdjęcie w diecezji im pan fotograf pstryknął. Normalnie na okładkę...
Gdzieś tam za tym oceanem jest Europa. "A dlaczego woda odpływa?"." I gdzie ona się wtedy chowa?"." A nie wylewa się?". "Ale silna ta woda. "
"Jaś uważaj wpadniesz do wody!!!!. Antoś nie idź tam! Mamo, boję się! Mateusz zejdź!" - Można by pomyśleć, że to ja tak dzieci ostrzegam. Nic bardziej mylnego. To Siostra, która dba o bezpieczeństwo braci. Kontrast miedzy Małą Kobietką, a Małymi Mężczyznami - zaskakujący. Oni podejmują ryzyko. Rywalizują. Odkrywają. Działają. Ona myśli, słucha, zapamiętuje i troszczy się.

Ocean huczy. Samoloty lądują. Wiatr szumi. A Łobuzy, co? Skrzeczą jak mewy. Pomiędzy mewami. Biegają jak szalone. Rzucają kamienie do wody. Brudzą się z radością. A po powrocie do domu mają jeszcze siłę!!!. Może się na tej ławce wyspały?. Takie te Łobuzy magiczne,  choć kłótliwe to dobra z nich załoga.



czwartek, 26 marca 2015

Przedwiośnie...

Gdybym ja była ... nawet nie słoneczkiem na niebie nawet, że nie śpiewała tak tylko dla Ciebie... ale - bardziej systematyczna. Gdybym tak nagle potrafiła co dzień zapisywać choć trochę z tego co się dzieje. Nawet nie, że tutaj. Ale na karteczce. W zeszyciku. Ba, może choćby w telefonie..... No, ale nie jestem. Cóż. Chwytam te chwile, które dogonię. Zanim zamienią się w motyle i ulecą. Czy to te piękne i kolorowe, pyszniące się barwami tęczy czy tylko szarobure motyle nocne krążące wokół światła albo znikające w ciemnościach.
Wczoraj było piękne Święto. Gdy posłaniec z Nieba przyszedł do Dziewczyny zapytać czy się zgodzi. Wtedy zaczęła się dla Niej Trudna Historia. Tylko, że nic nie stało się proste. Świat wywrócił się do góry nogami. A Ona milczała i kontemplowała. No, i żyła. A dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Takie to wczorajsze święto. Bardzo nam potrzebne. Żeby pamiętać Kogo mamy za Ojca. I Kto się za nami wstawia we dnie i w nocy....

Po Mszy poszliśmy na spacer. I miały być lody. A w końcu były donaty, bo się panu maszyna do lodów zepsuła, he he. Wiosna już za progiem. Ach, jak wyczekana. Codziennie sprawdzamy czy pączki na drzewach puszczają już pędy zielone... A ptaki za oknem krzyczą jak szalone! W tylu językach naraz, że głowa boli:)

 Bo tu obok jest ocean, prawie za progiem. No, kilka stacji metra.:). I ku mojej radości - już odmarzł. Pojechaliśmy na plażę spacerować. Niedzielnym popołudniem. Uwielbiam przestrzeń. A na koniec Czwarty stał i patrzył. Bracia go poganiają a On na to, że zapamiętuje. To i ja stałam z nim i chłonęłam. W końcu moja krew :). Patrzyliśmy a Ocean był. I tak od tysięcy lat....

Ta Noc coraz bliżej...
I coraz bardziej czekamy:)

czwartek, 11 grudnia 2014

Siedem




Kiedyś puszczałam mimo uszu teksty starszych koleżanek. Że dzieci tak szybko rosną. Ani się obejrzysz a dorosną. Wydawało mi się, że słodkie łobuzy będą takie zawsze. No i nie wiem kiedy czas minął. Oglądam zdjęcia. I pamiętam. I kurczę myślę, że to naprawdę fajnie, że zostaliśmy z M. obdarowani dziećmi. I że niedługo zaczną wyfruwać. Bo czas śmiga. Zupełnie z inną prędkością niż ślimaki w lesie...:). I jak tylko mogę to smakuję chwile. Jak siedzimy razem przy obiedzie. I każdy chce coś powiedzieć. Jak celebrujemy święta i cieszymy się razem. I nawet kiedy się droczą (jakie "urocze" słowo określające te nieustanne przepychanki: Mamo, bo On, a ja nie, a dlaczego, znowu ja, ty głupku, to nie mój dyżur, On mi to zabrał, to moje, nieprawda, Tato czemu? Tato powiedz Mu!....:).
Piąty skończył był właśnie lat 7. Słownie siedem. Staje się małym mężczyzną. Ciągle lubi się do Mamy przytulać - po prawdzie to wszyscy lubią, ale On nawet publicznie czasem. Ciągle jest słodki. Ale ma swoje zdanie, kolegów, ukochaną szkołę, zabawy, tyle spraw, codziennych, których mama nie jest częścią. I relacje z braćmi. A dopiero go wynosiłam ze szpitala w asyście braciszków niecierpliwie czekających na kolejnego. Prowadzona przez dumnego M. do naszego pierwszego samochodu... Eh. Czy to naprawdę siedem lat temu... Jakaś nostalgia mnie ogarnia:)....
 A jak przyjechaliśmy na Dziki Zachód, dolecieliśmy za Wielką Wodę to Trzeci miał ledwo ponad siedem..
Sto lat młody mężczyzno. Oby tak dalej:)

(Post nadrabiany, tak naprawdę napisany 8 stycznia 2015)

sobota, 30 sierpnia 2014

worki ze skrawków i refleksji kilka...


Lekka taka melancholia zakrada się do Krainy. Może nie całkiem do Krainy ale do serca Matki. Nie, że coś z Łobuzami. Nie, że źle. Ale trudno czekać przed życiowym zakrętem. Ale latorośle wyfruwają znowu codziennie rano do placówek oświatowo-wychowawczych i takie Duże już są... No i jesień idzie, nie ma na to rady. W naszym suchym stanie padało wczoraj znowu pół dnia. Aż myśleliśmy, że się impreza w parku nie odbędzie:) A Łobuzy te młodsze czekały niecierpliwie na "Mamo, pamiętasz taaaaka wielka PIŁKA a do niej można wejść!" Na szczęście koło 2giej zaczęło się przejaśniać i impreza odbyła się przy pięknej pogodzie. Było trochę atrakcji dla dzieci. Policja serwowała hamburgery i hotdogi prosto z grillla. A Pan Doktor Marysi pyszne mięsko w bułce. Wszystko za darmo oczywiście, bo to szkolny dystrykt organizuje na początek roku szkolnego. I miło było, trochę znajomych też. Tylko tak jakoś nostalgicznie, że to ciągle obce jednak miejsce, że nie rozumiemy wielu społecznych relacji, że...Eh, marudzę trochę. W końcu było miłe popołudnie dzieci się wyszalały, zapisaliśmy ich na piłkę nożną bez żadnych opłat, dostali cukierki i w ogóle:)
Poza tym worki im uszyłam. Takich mam skrawków materiałów dwie szuflady podostawanych od różnych miłych ludzi to trzeba wykorzystać:) Trzy uszyłam i... oczywiście musiałam też i czwarty:) "Dla mnie, dla mnie, dla Lysi też, tak?". I teraz codziennie rano Nasza Mała "Fcinka" zabiera worek i mały plecaczek i odwozi z Tatą Braci do szkoły. Bardzo dumna i zaangażowana:). A potem wraca do domu i pomaga Mamie we wszystkim. Pranie wrzucać do pralki i wyjmować. Zmywać nawet raz pomagała! Gotować i w ogóle. Fajna taka, wystarczy kilka minut z Nią i człowiekowi humor się poprawia. Każdemu życzę :)
Piszę tego posta już trzy dni, co mi się na ogół nie zdarza. I już mi przeszła ta chandra na szczęście. Uff! Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że cieszę się z tego szalonego życia jakie nam Stwórca aktualnie funduje i poczekam jeszcze trochę co będzie dalej:). Jeszcze mnie nigdy nie zawiódł:) I przypomina mi się kazanie śp. Ojca Adama, Paulina, którego oboje z M. uważamy za świętego. Mówił: Pan Bóg robi dla nas 100 cudów ale w 101 pierwszy nie wierzymy. Myślimy, że to dla Niego za dużo. A On robi i 101. Proście a będzie Wam dane. No, to prosimy:)
I nachodzi mnie jeszcze jedna refleksja. Trochę zmienia się nasz blog. Tak myślę od paru miesięcy, że więcej się tu robi osobistych refleskji niż dziecięcych przygód i pomysłów na zabawy. I tak chyba będzie, rozwój dobra rzecz, nasz idzie w tym kierunku chyba....:)
Choć pewna taka doza nieśmiałej tajemniczości pozostanie, bo to w końcu virtual reality jeszcze mnie wciągnie jak Jumanji i kto mnie odnajdzie?:):)