Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełko. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 maja 2014

Małpy skaczą niedościgle, małpy robią małpie figle...

Pewnego dnia Piąty zawołał: Mamo! to Małpa jest! Wyglądam przez okno i patrzę. Faktycznie, Łobuzów ulubiona letnia czytelnia jest zajęta. 
 Normalnie ktoś się tam bezczelnie rozsiadł i się śmieje! Niebiesko tak całkiem i trochę w paski...
 I dawajże skakać po gałęziach, po gałązkach. Do góry do dołu, bokiem i do góry nogami!
I jakby pozuje do zdjęcia, z tym zadowolonym z siebie uśmieszkiem:), jakby urodzona modelka albo model (bo właściwie to jakiej płci jest ten Nasz Nowy Gość?)
 Sami widzicie jakie akrobacje, Ten Gość, tu wyczynia, jeszcze mi Łobuzy zaraz zaczną naśladować  te wygibasy!
 Uff, Piąty chyba go jakoś okiełznał i razem z Mądrym Panem Sową ucywilizowali Małpę trochę, już nawet razem pozują do zdjęcia.
 Oj, chyba się zmęczył Ten Nasz Akrobata. I co tu się dziwić sama bym sobie tak pod krzaczkiem porzeczki posiedziała, na miękkiej świeżo "wzeszłej" pachnącej trawce. Prawda, że miło? I słoneczko tak przygrzewa leciutko. I niebo sobie można wyomińskie pokontemplować. A jest co!
O, a teraz to już śpi prawie... Cicho! (to Mania tak dba o gościa i ucisza wszystkich) zasnął chyba, dziwne nie jest. Po takich harcach? Zaskakujące, że Piąty obok nie chrapie!


Ps. Uprzejmie opisująca powyższe donosi, że Gość: zażądał noclegu. Wiktu (ciekawe co je oprócz bananów?). Opierunku (to chyba proste, wrzucę za uszy do pralki i gotowe). I przytulania (ma jak w banku - aż nadmiar:). I zabawy CODZIENNEJ.!
I znalazł to czego szukał po calutkim chyba świecie:) Dom. Chyba Mu u nas będzie dobrze, prawda:)
A i zapomniałam dodać. To Mr. eM jest. no tak się nazywa:)

wtorek, 20 maja 2014

Trzeciego Maja zupełnie bez związku z konstytucją...

To było 3 maja. Ale zupełnie nie konstytucyjnie, bo w końcu to nie TA konstytucja (dla przygodnego czytacza wyjaśniam: Kraina wbrew pozorom nie znajduje się w Polsce tylko w środku Dzikiego Zachodu:). Trzeciego Maja wciąż trwającego roku, a więc straaasznie już dawno. Odbyła się FIESTA. Największa fundraisingowa akcja naszej szkoły:). A wcześniej Matka w Krainie dziergała i tworzyła co się dało żeby stworzyć "coś" za co "ktoś" mógłby oferować szkole jakieś fundusze. Bo to taka zabawa jest. Możnaby przyjść i wypisać czek w szkolnym sekretariacie i już. Szkoła "wspomożona":). Ale jest inaczej. Tygodnie przygotowań, donacji i donatorów, zabawy i pracy ciężkiej. A potem impreza. Elegancja- Francja, jedzenie i tańce. No, i aukcje. Najwięcej emocji budzi ta z prawdziwym prowadzącym licytację. Bo co roku ciasto pieczone przez zasłużoną, emerytowaną nauczycielkę zerówki sprzedaje On za wyższą cenę. W tym roku 6 tysięcy dolarów za PÓŁ ciasta:) Nieźle, nie?. A szkoła bardzo potrzebuje tych pieniędzy. Więc zabawa jest:)
Oczywiście koszyk Krainowy poszedł na cichej aukcji za jakąś malutką sumkę, nie ma co porównywać ani śnić o tej popularności co w/w ciasto :):):). Za to sprawił dużo radości przy przygotowywaniu. Tu dziękuję Królowej Matce za inspirację:) do zrobienia serwetkowego obrazka jako zestaw z ptaszkami, które lubię sobie dziergać.
Ptaszki, kwiatki, osłonki na kubki z parującym rumiankiem. No i, oczywiście - świeca. Obrazki dziergane, laleczka - jednym słowem zabawa na długie noce i poranki była. Że jak skończyłam była szydełkiem machanie, i po oddaniu do szkoły, wróciłam do domu to zdawało mi się, że coś koniecznie muszę wydziergać, przykleić, obmyślić, dokończyć. A to tylko przyzwyczajenie było:).
I na koniec Drogi Czytelniku, skoro doczytałeś/aś aż dotąd i oglądasz nie najlepsze zdjęcia Krainowe, na osłodę podam Ci, kilka nowinek  prosto z miasteczka położonego "in the middle of nowhere". Czyli z Krainy Łobuzów, tych Wesołych.
Nie jest lekko ale trwamy :)). Mamy nadzieję, że niedługo objawią się jakieś szczególy naszych przenosin dwie godziny bliżej Polski.
Łobuzy zdrowieją, plamy i krosty znikają, skośne oczy dawno wróciły do migdałowej normy. Za to Księżniczka kaszle ale w końcu rodzina jest patologicznie wielodzietna, więc czego tu wymagać:)
Rok szkolny zbliża się ku końcowi, czego z ulgą oczekujemy. Koncerty jeszcze dwa w czwartek. Jakieś wycieczki, końcowe projekty. Dzisiaj J. pojechał był z klasą do Denver do ZOO. Wycieczka szalona, długa (2 i pół godziny samochodem w jedną stronę). Jaś pękał z dumy. I zwierzęta widział. Słonie niebieskie i czarne. I lwa z takim czymś to "male" był, mamo i "female" też, tak leżała. Mama i tata. I małpy ale nie psociły tylko jadły obrane banany. I żyrafa widziana już na początku, bo koło toalety (to żyrafa chodzi do kibelka - padło pytanie z "tłumu") ale odwiedzona później. I małe zwierzątka - a te w budynku! i w ogóle nawet na minutkę nie zasnął w samochodzie. I mówiłem dużo, mamo! Nikt w to nie wątpił w Krainie:)
A za oknem wiosna i kwiatki i krzewy zaczynają kwitnąć i trawa wyjątkowo zielona po tych tonach śniegu z zeszłego tygodnia..
A miała być krótka notka o koszyku. Słów dwa... Ha, ha!
Dobranoc moi Drodzy! Czas na mnie.


piątek, 16 maja 2014

Kołderka nie całkiem babcina i "indiańskie" akcenty w Krainie:)

Śpią lale. Cicho! A za oknem śnieg pada i pada... Zimno tak się zrobiło. A maj przecież... U Mamy w koszyku "granny's squares, polegują cichutko. ( Nie, nie Babcia je zrobiła, ani do Babci nie należą, tak się poprostu nazywają, córeczko). Miała być narzuta na Manine łóżko ale to chyba nie w tym tysiącleciu. A kwadraty popiskują słodziutko, przekonują, chciałyby być użyteczne jakoś, może bawić się? Och, aż im się brzegi  trzęsą z radości na  tę myśl! A lalki marzną, oj marzną! 

Patrz, Jasio! Patrz! ciepło tym lalom już chyba? A Mamie na chandrę najlepiej (oprócz sprzątania, co każdy wie:) robi jakaś ręczna robótka. Co prawda nigdy nie wiadomo jaka i co z niej wyniknie, ale tym razem chociaż lale komplet pościelowy zyskały:)

Gwoli ścisłości to już tydzień temu tym lalom się tak standard życia podniósł. A obecnie mamy w domu dwóch czerwonoskórych, skośnookich Łobuzów. Nie, nie powiększyła nam się rodzina! "Tylko" jakiś obrzydliwy amerykański wirus dziecięcy się przyplątał. I nic Wam się nie pomyliło, Tak, tak Łobuzy jeszcze nie skończyły brać leków na anginę... a tu nowa "niespodzianka". Normalnie odrabiamy za te cztery lata mieszkania na Dzikim Zachodzie, eh. A tu koniec roku, oceny, koncerty, jutro wyczekany mecz siatkówki szkolnej reprezentacji... I co? W domku pod kołderką mogą się słowami poprzerzucać i poduszkami... Cóż. Taki mamy klimat:)
Dobranoc!


czwartek, 2 stycznia 2014

Gwiazdkowo...


-Wiesz, Mamo , nie rozumiem wielu moich kolegów...
-Czemu Synu?
-Bo nie lubią Świąt. A ja uwielbiam, te przygotowania i Wigilię, i w ogóle...- niespodziewanie poinformował mnie Najstarszy w trakcie zagniatania ciasta na szarlotkę, którą następnie upiekł. No i oczywiście partycypował znacznie w pożeraniu:).
I to już wystarczy.  Miód na serce. Bo na co dzień kłótnie. A bo on, a bo mi, nie mój dyżur, nie moja wina:). Ale te chwile rodzinne, wspólnych przygotowań, wspólnej modlitwy, rozmowy czasem trudne (ja to myślę, wielokrotnie, że to jakaś "mission impossible" dzieci wychować:):) wystarczą. Wystarczą by cieszyć się. To jest nasze szczęście.
 
-Mamo, ja będę robił sernik, proszę, proszę!!!- Trzeci patrzy na mnie tym wzrokiem szczeniaczka, trudno Mu odmówić... I trzeba było czekać z mieszaniem jak wróci z Tatą ze sklepu, nie było rady.
I niezwykłe skupienie na twarzy Prawie Dwulatki (!!! możecie uwierzyć?) przy zawieszaniu ozdób choinkowych... Ło, Matko jaką Ona ma wytrwałość! Już nawet Mama zakończyła wieszanie a Mańka piernik za piernikiem. I o dziwo, nawet nie nadgryzła:)
I potem nadszedł wyczekany wieczór, dom ustrojony, zapachy kapusty, grzybów i ryby mieszają się z szarlotką i kompotem... Kolędy, Ewangelia, opłatek. Dzieciątko (a):) zawędrowało do żłóbka... Konwersacja przy stole dwujęzyczna:) Bo Ciocia Kochana z Polski przyjechała. Bo proboszcz i inni goście po angielsku. I nawet nie zauważyłam, że danie za daniem podaję a wolę przecież siedzieć i delektować się:):). I Pasterka. Inna niż w Polsce ale piękna, spokojna.
A w tle gwiazdki i gwiazdeczki. Wiszą, pysznią się akuratnym kształtem, robią nastrój. Matka w Krainie dla relaksu wydziergała:)

poniedziałek, 18 listopada 2013

Usypianeczka taka mała laleczka...

Przed domem rośnie drzewo. Na drzewie są fajne takie przytulne miejsca. Aż trudno się oprzeć żeby się nie wspiąć i nie usadowić. Poczytać. Podumać. Rozmyślać. Tak, tak są tacy w Krainie co uwielbiają tam przesiadywać. Ale, ale dzisiaj wyjrzawszy za okno miejsce ujrzałam ZAJĘTE! Ktoś tu przybył i siedzi. Śpi, nawet zdaje się... Laleczka taka jakaś...

 No, chrapie aż w domu słychać. Wstydziłaby się, południe już dawno minęło!

Zbliża się. Chyba zaraz zapuka do drzwi. 

No, patrzcie jaka księżniczka! Już w kwiatach się umościła i chrapie znowu!


-Mamo, co robisz? - Jaś zagląda mi przez ramię.
Laleczkę - Usypianeczkę, takiego "usypiaczka" małego - odpowiadam
O, może być dla mnie? Bo ja tak nie szybko usypiam (jakieś sekund 5 - dopisek mamy:)
I przydałaby mi się taka Usypiaczka... - Spokojnie przekonuje mnie Synek...

Ale ... Usypianeczka już przejęta. Bez pytania. W drodze aneksji. Całkowitej...


A czapka zrobiona dla 3-letniego chłopca, Mania jako modelka pozuje do zdjęć:) Więcej  na Orchards Crafts, zapraszam:)

poniedziałek, 21 października 2013

Udało się! Nagrody na konkurs w ramch projektu "Dziecko na Warsztat" - gotowe! tadam!

Wydziergane nagrody na konkurs. Ufff! Kolczyki to już dawno zrobione aniołek przyleciał niedawno:) i zawisł na płocie.
A konkurs na "Dziecku na Watrsztat" facebookowym fanpage'u projektu, w którym uczestniczymy. Zapraszamy, w konkursie chodzi o to żeby napisać komentarz a w nim pomysł na warsztat z dzieckiem(dziećmi) i jeszcze jakieś dorbiazgi sami zajrzyjcie!

środa, 25 września 2013

Stołeczek...

W kuchni w Krainie mamy stołeczek barowy. Stoi i trochę zagraca, młodsze Łobuzy lubią siedzieć na nim i zaglądać Mamie w garnki gdy w nich miesza:). Stary taki, zużyty z popękaną powierzchnią. Coś z nim trzeba było zrobić. Przy serialu, który oglądamy z M. - żeby angielski ćwiczyć, oczywiście - machałam szydełkiem w lewo i w prawo, kombinując z różnych resztek, oj, bardzo, bardzo. I jest. Berecik na stołeczek. Taki rasta trochę jak M. mówi. Pasuje do doniczki na stole:)
I tak weselej się zrobiło. A zima idzie, idzie... już za rogiem, trzeba się  szykować:)

wtorek, 10 września 2013

O chlebie codziennym i dzierganej "doniczce"...

Najpierw był stół. Ten nasz długi, drewniany  i osiem krzeseł, które dostaliśmy od wspólnoty tu, na samym początku. Potem A. przyniósł ze szkoły kwiatek wyhodowany przez siebie. I zaczęły się  wakacje. I wtedy uszyłam obrus. To znaczy doszyłam na brzegach koronkę do ponad 3 jardów materiału. (ponieważ wciąż nie mam pojęcia ile centymetrów ma jard więc musicie sami to ogarnąć, przepraszam:). A wczoraj wymachałam ubranko na puszkę po pomidorowym sosie i zrobiliśmy uroczyste przeniesienie kwiatka do nowej doniczki! No, i się teraz całkowicie rozpanoszył na stole!
Ale na stole miejsce jest też na chleb codzienny. Od 3 miesięcy pieczemy prawie codziennie. Na zdjęciu TEN pierwszy:), jak zrobię lepsze to może wrzucę:)
A tu przepis na ten super prosty i smaczny chleb:(w rozmiarze XL:)

6 cups mąki (1 cup to podobno 100g)
3 cups wody w temperaturze pokojowej (po prostu połowę objętości mąki)
1/4 łyżeczki suchych drożdży (tu nie ma świeżych:()
2 łyżeczki soli

Składniki mieszamy drewnianą łyżką w misce aż do uzyskania jednolitej w miarę masy (nie widać suchej mąki:)
przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na 8 godz. do wyrośnięcia

Po 8 godz. przekładamy wyrośnięte ciasto OBSYPANE, PODSYPANE mąką do naczynia z przykryciem nadającego się do włożenia do piekarnika. Najlepiej żeliwnego. Moje nie jest żeliwne i też dobrze działa. Po angielsku  Dutch Oven - to naczynie.

opcjonalnie:) robimy znak krzyża nożem.
Wkładamy do piekarnika na 50 minut . Ustawiamy temperaturę 450F = ok 230-240 C (pewnie zależy od piekarnika, mój nie ma żadnych bajerów)
Kiedy zadzwoni ustawiony wcześniej timer czy budzik :) zdejmujemy pokrywkę i pieczemy jeszcze 15 min.
Wyjmujemy z piekarnika.
Wyjmujemy z naczynia.
Przykrywamy ściereczką.
Czekamy aż trochę ostygnie...

Patrzymy jak znika...:)w paszczękach domowników...
SMACZNEGO!


niedziela, 8 września 2013

Panna Długa Szyja.

Zawitała do nas niedawno. Wzbudziła sympatię jeszcze w trakcie przybywania. Zaprosiłam Ją na sesję zdjęciową. Dygnęła zgrabnie i chętnie udała się do "studia" zdjęciowego.....
Uśmiechała się do mnie. Mrużyła swoje czarne oczy. Mrugała do mnie. Raz jednym, raz drugim... Nachylała zgrabną główkę i w lewo, i w prawo... A ja nic. Pstrykałam i pstrykałam próbując wydobyć z telefonu jakiś efekt... Już zmęczyła się - widziałam. Kwiatki mi zaczęła podgryzać, chruppp, chruppp, z tego wysiłku. Coś mi w końcu zaczęło świtać... Jakaś taka mgiełka zrozumienia jakby się unosiła... Zaraz, zaraz czego tu brakuje?
Rano Łobuzy oszalały z radości. Fruwała pod sufit, salta kręcąc w powietrzu. A dla kogo, mamo, ten KOZIOŁEK?!!! I ten wyraz oczu.. Wyrzut taki w Jej oczach... I zrozumiałam! Olśniło mnie! Brakowało jeszcze.... Sami zobaczcie:
 Ufff, już chyba zadowolona. Nasza Żyrafa Długa Szyja, miała szukać swojego właściciela gdzieś w świecie, ale A. mnie uprosił żeby była dla niego. To miłe , prawda? Czuję się doceniona przez Synka:)

Jemy sobie z Mańką śniadanko. Kanapeczki takie. Z serkiem. Żółtym. Na chlebku naszym własnym, który codziennie pieczemy. Gryz za gryzem. Ja popijam kawką. Mania po pochłonięciu serka, upycha dwiema rączkami całą kromkę do buzi. Masełko przeobraziło się w maseczkę zdrowotną (czy moja córka ma wysuszoną cerę?:)...
ja:
-Córeczko, nie znasz może czystszego sposobu jedzenia?
M:
(po dłuższym zastanowieniu..)
-Nieee!
ja:
Aha.

No, cóż mamy w końcu wodę bieżącą w domu... :)

pozdrawiam
mama wielbicielki kanapeczek... w całości...

wtorek, 3 września 2013

Sówki...

 Rok szkolny w toku więc obecność Sówki Mądrej Główki wysoko wskazany jest. Prawdą jest też, że bardzo lubię sówki. Wiem, wiem to nic odkrywczego podobno wraca na nie moda... Nic na to nie poradzę, że sowi motyw wzbudza moje emocje. Można je na tak wiele sposobów narysować, uszyć, wydziergać i zawsze są urokliwe... No mam taką słabość. Mam i już:). Uprzedzam więc sówki będą się zlatywać do krainy stadami. Także dlatego, że Mama w Krainie obdarowana została dwoma pudłami skrawków materiałów... I tysiące pomysłów Jej się w głowie kłębi, o krok od eksplozji:). Uczucie zapewne podobne do Zeusowego. Tuż przed zrodzeniem Ateny...
U nas wakacje skończyły się po raz drugi:). Przynajmniej tak się czuliśmy rozkoszując się Długim Weekendem spowodowanym amerykańskim świętem Pracy. Udało nam się pojechać i dojechać do Guernsey na konwiwencję. A potem... nad jezioro tamtejsze. Łobuzy przemieniły się w błotne stwory, albo chlapiące się jeziorowe stwory. Było pięknie, choć słońce miało się już ku zachodowi...
A w poniedziałek leniliśmy się dzień cały:) niestety jakiś wirus katarowy nas prześladuje, co zupełnie nie składa się z wciąż panującym wielkim upałem... Jedynym plusem tego gorąca jest to, że naprawdę trudno myśleć o zbliżającej się wielkimi krokami zimie, jak tu wierzyć, że w ogóle ona istnieje???:) Lepiej zapomnieć.:)

Jaś:
Wiesz, mamo, Rita to już chyba umie czytać..
(J. bardzo przeżywa, że sam jeszcze nie bardzo opanował tę trudną sztukę:)
ja:
Tak? 
J. 
I nie wiem, mamo jak to się stało, bo ja jestem większy (czyt. wyższy)... Ona chyba dużo jadła, wiesz?...
ja:
ahaaa...

Cóż, żeby to było takie proste:)

środa, 28 sierpnia 2013

Aniołeczki i codzienność...

Przyfrunęły wraz z ostatnim wiatrem do Krainy aniołeczki. Zamachały skrzydełkami i zawisły na lampie, czekając na resztę zastępu (anielskiego, oczywiście:). Niech nadzieję mają:) Jak szydełko dobrze zamacha to może i zastęp będzie:) na choinkę? :)

Szkoła się zaczęła. Zaraz idę pierwszą lekcję przeprowadzić. J., który przeżywa, że jeszcze nie umie czytać, wrócił wczoraj z zerówki i mówi, lekko zdziwionym tonem: Wiesz, Mamo, nie było nic co by mi trudność sprawiało. Nie czytaliśmy... To było łatwe!:)....
Bardzo jest zadowolony:) Siedzi przy stoliku z R. i kolegą z Preschool. Pani jest nowa w szkole i wygląda na fajną.
Nastolatki nasze próbują się z Junior High i jest chyba ok:) Mają nawet hiszpański razem i lunch razem i wracają razem na piechotę i w ogóle... M1 zapowiedział M2, żeby nie liczył, że będą razem wracali i inne takie - powiedział mi M2, dodając- i sam do mnie przychodzi, Mamo!:) Myślę, że im raźniej razem, to dobrze!
Na dworze ciągle upał. W niedzielę jedziemy na konwiwencję w okolice jeziora i chyba zostaniemy na poniedziałek (wolny dzień - amerykańskie święto pracy) u znajomego księdza to może jeszcze posmakujemy wakacji troszkę:)
no, dobrze, lecę do szkoły!


sobota, 24 sierpnia 2013

Niebieski piesek pasiasty...

Mały, niebieski, włóczkowy. Oczywiście w paski. Swoją drogą nie wiem czemu ostatnio te paski zawsze mi się przyplączą:) Powędruje do P. , z okazji drugich urodzin. Na razie zatrzymał się u nas na chwileczkę, w koszyczku. I łypie tymi dużymi oczami, ciekawe co tam mu się w głowie śni:)

"Mamo, zgadnij czego Ci jeszcze dzisiaj nie dałem?"
????
"CAŁUSKA!!!!"

"Wiesz, Malysiu, to jest też moja Mama. Wiesz?"
"Niee."
M2. udał się dzisiaj poraz pierwszy do Junior High. W celach poznawczych. Orientacyjnych. Co by od poniedziałku zadomowić się tam. Rozpoczął akcję "pokonać LOCKER" (szafkę, taką metalową jak na amerykańskich filmach - bo tu Ameryka w końcu jest:). Na każdej przerwie między zajęciami delikwenci podobni do M2 i M1 - nota bene już starego wyjadacza:) - walczą z lockerami, żeby oddały im potrzebne przybory, książki czy co tam jeszcze jest niezbędne:).
A jak to miło było pójść tam i wszystko już wiedzieć. Kto jest dyrektorem. Gdzie jest sekretariat  a w nim przemiła S. zawsze nam pomagająca. Jak trafić do klasy. I w ogóle. Jednak rok temu to był stres:)
A w ogóle porządkuję zdjęcia na kompie. Niesamowite jak dzieci szybko rosną. Tyle cudownych chwil. Fajny wynalazek ta fotografia:)



poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Traktorem przez bezdroża famy....

 Dostaliśmy używane samochodziki. Takie pojazdy z  farmy. Długo nie czekaliśmy. Na odwrocie używanego kartonu w zabójczo srebrnym kolorze narysowaliśmy z J. farmę. Pola, drogi, dom, spichlerze, kurnik, oborę, itd. Lubimy takie zabawy:) A szczególnie, że na dworze prawie 40C, a w domu dwa przeziębione kaszlaki. A. i J. Osłabieni i jeszcze ten upał... Taka spokojna zabawa akurat na czasie. Niestety, Mania akurat drzemkę miała i nie mogliśmy z Jej pokoju wziąć Pana Farmera i zwierzątek... Ale żołnierzyki i kowboje okazali się jak znalazł:) Zadomowili się na naszej farmie.
A jak już narysowaliśmy to usiadłam w fotelu i patrzyłam jak się bawią. I machałam szydełkiem. No i wymachałam pudełko do łazienki. Bardzo mi coś takiego się przyda:) Szkoda, że tych kolorów sznurka już nie mam. Bo to oczywiście jakieś takie "skarby" gdzieś znalezione były. 
A w Krainie odliczanie końcowe... Szkoła za pasem. Nic na to nie poradzimy, koniec laby! 
Obejrzeliśmy wczoraj i tydzień temu (dwie części) filmu o Ojcu Pio. Baaardzo nam się podobał. Wszystkim i dużym i małym. Piękny.
 

piątek, 16 sierpnia 2013

Kolejne cosie...

Ten kurczaczek przysiadł u nas tylko na chwileczkę w drodze do Właścicielki.  Zanim powaliła mnie choroba - normalnie 10 dni w łóżku, jak dziecko spędziłam... dobrze, że mój Mąż i Łobuzy radzą sobie beze mnie jakoś i nikt z głodu i brudu nie umarł, wszystko ogarnęli!!! No więc zanim położyłam się i zamknęłam w sypialni, wydziergałam kurczaka. (Inspiracja z netu:). Taka zawieszka śmieszna.
Z "babcinych kwadratów" zrobiłam sobie etui na telefon. (Dużo widzę w nim błędów, ale i tak fajny:) W środku woreczek polarowy. Niestety mulina, której użyłam delikatna jest i szybko się zmechaci, więc pokrowiec.... leży sobie. I czeka na lepsze dni. 
  
 A poza tym mamy teraz z Manią dziewczyński kącik w łazience. Troszkę przerobiłam kolczykową ramkę, powiesiłam różową wstążkę i mamy kolorowo  teraz. I wszystko pod ręką:)
 To pudełko na Jasiowe kredki powstało już z miesiąc temu:) podczas wielkiej akcji sprayowania wszystkiego co się da. Pojemnik po lodach. Zrobiliśmy też nowe puszki na ołówki, flamastry, długopisy. Udało się uporządkować te przybory plastyczne przed rokiem szkolnym, UFFF!.
 I na koniec przedstawiam Wam moje nowe odkrycie:) Wiszące pojemniki na przybory, wydziergane ze sznurka dużym szydełkiem. Sama radość:)

 To na razie tyle. Nadrabiania blogowego. A w Krainie ostatni tydzień wakacji...Czemu znowu tak szybko minęły????

wtorek, 13 sierpnia 2013

...

Długa to była przerwa. W wirtualnym świecie. Nasza Rodzina żegnała się na odległość z Ukochaną Babcią (Prababcią), trudno było pisać... Teraz wierzymy, że Babcia już bliżej nas. Że patrzy na nas z Nieba i czeka jak i my na ponowne spotkanie, już spokojna i szczęśliwa...
*********
A w Krainie wakacje mają się ku końcowi. Niestety. Bo my kochamy wakacje. Wszyscy jak leci... Cóż, trzeba będzie się znowu przestawić na ranne wstawanie, wcześniejsze chodzenie spać, lekcje i inne rzeczy. Jeszcze niecałe dwa tygodnie... Wczoraj wydziergałam Mani czapeczkę na jesienne pierwsze chłody. Moja Córeczka cały dzisiejszy dzień ją wypróbowywała:) Bo lubi czapeczki, kapelusiki i uwielbia buty. Zakładać, przymierzać, nosić... taka kobietka.

wtorek, 25 czerwca 2013

Jak rodzi się talent malarski i o nowym mieszkańcu Krainy...

 Szydełko moim coraz bliższym przyjacielem jest. Odkryłam ostatnio, że można nim wyczarować także zabawki. Tak sobie dziergałam i dziergałam, jak Gepetto niemalże, tylko nie w drewnie i patrzę a tu ktoś do mnie mruga czarnym okiem. Macha pasiastym uchem i za chwilkę merda ogonem... i mówi: jeszcze czapeczkę poproszę! No, dobrze, chwileczkę, mówię ja, momencik zaraz, zaraz już się robi. I jest. Mr. Nie Wiem Jakie Imię Jego Jest towarzyszem J. od dziś został. Z okazji imienin. I następni się na świat pchają. Muszę tym szydełkiem pomachać jeszcze:)
A poza tym, nie wiem czy chwaliłam się, że w wyniku "przeprowadzki" chłopców na dół, odziedziczyłam malutkie biureczko, maleńkie. Po A., który dostał wielkie biurko, bo na Uniwersytecie się ich pozbywali. I M3 też dostał. No, więc ja tak sobie siedzę przy tym biureczku, i rysuję. Jak za dawnych czasów. I farbki dostałam. Akwarelowe. Pełnia szczęścia. Moja Córeczka szybko zorientowała się, że się tu coś ciekawego dzieje. Wdrapała się na krzesło. Bardzo dorosła już jest. Robi to co Mama. Złapała pędzelek, patyczki do uszu, którymi poprawiałam malunek i do dzieła. I tak sobie pomalowałyśmy. W wielki skupieniu. Jak to już Mania ma w zwyczaju:)

Ps. Jestem ostatnio częstym wirtualnym gościem w Deszczowym Domu i stamtąd oraz z innych zaprzyjaźnionych z nimi miejsc zaczerpnęłam odwagę do machania szydełkiem do skutku...Pozdrawiam Mieszkańców DD:)

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Jak to jest czternaście lat mieć i nowy zestaw szydełkowy:)

M1 jutro osiągnie sędziwy wiek lat czternastu. Z tej okazji odbyliśmy aż dwie imprezy. Tańczone i z tortem:). Świętowanie rozpoczęliśmy wcześnie bo aż 6 dni przed rocznicą. We wtorek przyjechał W. i zaczęło się:). Bo W. w piątek skończył był lat 33. Piękny wiek. Jeszcze pamiętam:). Zrobiłam tort - biszkopt z galaretką, D.M bigos od tygodnia gotował, dom prawie wysprzątany był (tak a'propos przeprowadzki z góry do dołu). Mania jak zwykle na przyjazd W. zachorzała lekko. Ale to nic. Upał był. I świętowaliśmy, świeczki obaj Jubilaci szanowni zdmuchnęli. A potem było dance party. Turniej taneczny z Everybody Dance. Taka gra na PS, które chłopcy dostali od znajomego księdza na poWielkanoc (24 maja:)). Bardzo śmiesznie było. M2 wygrał choć M1 tuż za nim. Tańczyliśmy do upadłego. Tzn. młodsi posnęli:) 
A w sobotę już drugi raz byliśmy na amerykańskim ślubie i weselu. 
Udało mi się wyprodukować dla Panny Młodej prezent nawet. W Jej ulubionych kolorach. A co.

Ślub piękny, a wesele cóż, normalka, ceratowe obrusy, papierowe talerze i kubki, plastikowe sztućce i kolejka do cateringu. :) Inne tradycje:) Ale pyszne mięso było. Briskiety wołowe, wyomińska specjalność. Mniam, mniam. A dzięki ciepłej relacji z rodzicami młodej, dzisiaj też jedliśmy je na obiad razem z kolejnymi gośćmi M1. Ze wspólnoty. I też tańczyliśmy. I tort był z galaretką, tyle, że próba sernika na zimno. Trochę słony wyszedł :):) za sprawą testowanego serka.... ale co tam:). A w parafii był dzisiaj o. Franciszkanin z Nevady i opowiadał historię franciszkańskiej misji w Wietnamie. A potem zagadał do Łobuzów po polsku! Okazało się, że był w Polsce uczyć angielskiego innych franciszkanów. No i tak od słowa do słowa wpadł do nas na tort Misiowy wieczorem. Fajny, taki otwarty, uśmiechnięty, pytał skąd my tu i dlaczego i pogadaliśmy trochę. I tabunów dzieci wcale się nie przestraszył/ A było ich razem 11ścioro. i tylko 2 pary rodziców....
Ach, miało być przecież o tym jak to jest 14ście lat mieć. No fakt. Więc czternaście lat mieć to można czasem wieczorem z rodzicami jakiś film obejrzeć, colę można pić bez pytania ale za to jak impreza urodzinowa przychodzi to mama ciasta robi a reszta należī do Jubilata. Jak to miło było. Odpoczywałam sobie a M1. wszystko przy pomocy Brata przygotował. Pięknie.
A Łobuzy ciągle coś śmiesznego mówią, a ja nieustannie żałuję, że nie nagrywam, nie zapisuję, nie pamiętam potem...
Od jutra bardziej prawdziwe wakacje, bo "przeprowadzka" zakończona jest. Cudnie. Tyle śmieci poszło... i posprzątane "jak na Wielkanoc" może parę dni wytrzyma... bo tu "tornado" w końcu co dzień przelatuje... a może i samo posprząta?
I tym optymistycznym akcentem kończę i udaję się w kierunku łóżka. W kierunku. Może trafię w końcu:). Dobranoc.

środa, 5 czerwca 2013

Koniec roku - wakacje!!!

Dla mnie nastąpił w poniedziałek, kiedy miałam ostatnią lekcję, dłuższą niż zwykle, z ciastem. Pożegnałam się z dziećmi z łezką w oku... Jaś właściwie zakończył przedszkole uroczystym występem w piątek (do dziś jeszcze chodzili się bawić ale: "nie było "work", mamo:)". M2 w czwartek uroczyście graduował do gimnazjum a M3 i A dzisiaj otrzymali swoje nagrody i mają wolne. Tylko M1 jeszcze jutro pół dnia i już. Prawie 3 miesiące na działania własne. Na edukację domową:). Rozpoczęliśmy dzisiaj generalne sprzątanie, potrwa kilka dni bo przeprowadzają się wszyscy z pokoju do pokoju oprócz rodziców czyli D.M i mnie:). Mam nadzieję wyrzucić stertę niepotrzebnych rzeczy i śmieci:) W sobotę u nas będzie "garage sale" - pieniądze zarobione pójdą na wyjazd młodych z naszej wspólnoty do Rio na Światowe Dni Młodzieży. Już zebrałam trochę rzeczy na tę okazję, a bracia ze wspólnoty dowiozą swoje:). Ja to lubię Amerykę za "garage sales", bekon i sok pomarańczowy i suszarki do ubrań:), no lubię, po prostu. Też za inne rzeczy trochę :):)

No, ale wróćmy do tematu. Koniec roku, pożegnania, podziękowania, łezki, pewien etap zakończony. A ja wyprodukowałam kolczyki. Udało się. Nawet z nadwyżką:). Dziergane, dziergano-koralikowe, i modelinowe:). Zobaczcie sami. Zabawa przednia.
 W Walmarcie wiszą takie kolczyki i naszyjniki z ceramicznych płytek, podobały mi się to zrobiłam sobie własne płytki:) z dziurkami, wypiekłam, nawlokłam, dodałam koraliki i są. Zrobię więcej.
A poza tym bez kwitnie za oknem, ucięłam i wstawiłam w wazonik, obłędnie pachnie....Polską.