Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marysia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marysia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 maja 2015

Jedzą budding...


-Zrobię Ci domek, dobrze?
-Wow! TYLKO dla mnie?!!! Super!!!
...
- A ludziki też chcesz?
- Tak! Jasia i Malysię!
...
- Chcemy mamę! Chcemy mamę! Chcemy tatę!! - tekturowe gardła wydają zaskakująco przenikliwe dźwięki....
- Już dobrze, dobrze. I coś jeszcze?
- I Michała, i Mateusza, i Antoniego i Maćka!

...
- A co teraz robią?
- Jedzą BUDDING!


W międzyczasie, gdzieś w drodze między Miastem na B. i Dużym Jabłkiem komuś stuknęła CZTERNASTKA!!! którą  w Kranie obchodziliśmy stekami, tortem i filmem z lekkim opóźnieniem ale za to hucznie!



środa, 29 kwietnia 2015

Chwile

(....)
Talerz. Pac. Łyżka.  Pac. Mata. Szur.
Śpieew...
 "Antoni is awesome!  is awesooooome!".
Talerz. Pac.
"On oszukuuje! He is cheating"
....
Łyżka. Plask. Widelec. Buch.
"Is awesome today! Is awesome tommorow! "
Poprawić obrus.  Wsunąć krzesło. Taniec estradowy.
"Nieprawda! Nieprawdaaaa!"
"Is awesome forever! Lalalala!"

Talerz.
Łyżka.
Serwetka.
Braterska różnica poglądów.
Albo przygotowywanie stołu do obiadu.
(....)
Słoneczne promienie powoli wsączają w moją podświadomość okruchy ciepła. Eksperymentalne.
Spódniczki w kwiatki fruwają dookoła obudzone z zimowego snu.
Chyba jeszcze zdziwione nagłą swobodą.
Opiekunki zaniepokojone zmianami otoczenia biegają nerwowo próbując dotrzymać kroku małym nogom niespodziewanie lżejszym o brak śniegowców. " Nie zdejmuj kurtki!" wołają. "Wolniej! Uważaj, bo spadniesz!Nieee rozpinaj się! Załóż bluzę!" Zmęczone próbami przywrócenia porządku nie zauważyły, że zamiast biało jest już zielono...
Oddycham.
Pachnie.
(....)
Zakręt. Zakręt.
Chęć zobaczenia co jest za zakrętem ugniata.
Upajam się zapachem.
Czekam.
A dzieci śmieją się perliście.
Chowam się pomiędzy nimi...

niedziela, 26 kwietnia 2015

Artystka

To moja "sztoła" jest.
Ja sama.
Moja Lita. I Pol. I Manda. I cała reszta. 
Pomóż.
Tu.
Inny "tolol".
Tat.
To jest "telti". (że indyk znaczy się).
A to? "Lybta". No, fish, Mamo.
Jestem Twoim "totkiem". 
Nie, jestem Malysią.
A teraz Elsą. Let it go! Let it goooo...
A Ty jesteś Ana! Śpiewaj!: Do you want to built a snowman?
Nie jestem Lobuzem! jestem Dziewcinka!
Masz rację Córeczko sto procent Kobiety w tej krainie Walczących ze Smokami.
Moja córka wie. Wie co chce. I jak. Gdyby jej płacili za twórczość bylibyśmy bogaci.
Oczywiście kółka wycinałam ja. Przynaglana uważnym spojrzeniem Artystki.






piątek, 24 kwietnia 2015

Feriowo.

Próbuję namówić Księżniczkę, żeby udała się na odosobnienie.
-Córko, chodź, musisz już na pewno, wychodzimy zaraz, trzeba, naprawdę, serio, koniecznie,
NO CHODŹŻE JUŻ WRESZCIE!
- .....
- przymilam się - Kotku, Żabko, Myszko - pomysły zoologiczne mi się kończą...
-....
(Ogłuchła, chora, może do lekarza trzeba? ach, nie tylko Jej tu nie ma. Jest z Księżniczkami. I ma za nic sprawy tego świata, zagubiona w papierowym zamku).
- Kochanie, może jakieś WERBALNE wsparcie? Hę?- zrezygnowana zwracam się do Jej Ojca.
- Ehh, tak, Córko! Werbalne wsparcie! - M. rzuca okiem na progeniturę. Bardzo skoncentrowanym na monitorze prawym okiem.
Wzdycham. Czas na czyny. Zbliżam się do wciąż ignorującej mnie córki.
- Mania, tu Mama. Ziemia do Mani - nawołuję.
- Ziemia? Mama jest z Ziemi? Wow! - moja córka nagle powraca z Krainy Lodu i wybucha śmiechem. Buha haha! - Mama jest z Ziemi!
A już myślałam, że przemawiam do Niej z Dalekiej Planety w Innej Galaktyce...
Bo trzylatki wszystko słyszą. I co gorsza łapią w lot. Kiedy chcą:).

A tak poza tym to się "feriujemy". Że wakacje mamy takie wiosenne. I nawet z wiosną dookoła. Nie, że tylko w nazwie. Wycieczki robimy. Historycznymi szlakami. Lody jemy. Czasami. Włoskie, że palce lizać. W "Małej Italii". Kilka przecznic od naszych Chin, a jakby na Starym Kontynencie. I po co podróżować?. Cały świat w pigułce. 
W pojeździe miejskiego przemieszczania szybszego pani z przodu próbuje w minutę opowiedzieć osobie po drugiej stronie sygnału, całe życie w języku Cervantesa. Ta z tyłu z kolei wyszczekuje niezrozumiałą melodię rodem z przemowy Mao. Moje myśli płyną w języku pełnym sz i cz. A ten pan obok wygląda na znawcę portugalskiego. Gdzie jesteśmy? W USA oczywiście. język urzędowy: angielski. Tak dla niepoznaki.
Starsze Łobuzy nawiązują kontakty interpersonalne za pomocą piłki z innymi chłopcami z misji. 
Ja "w Cię" trafiam piłką, ale Ty mnie nie dosięgniesz. Zobacz biegam szybciej, złapię ją nim rzucisz itd. itd. A nożną odstawili do szafy. Pięć lat im to zajęło.

Młodzi się poczuliśmy, z małymi dziećmi tylko, miodzik. Chodzimy i chodzimy, kochamy tak chodzić. 
Super te wycieczki, Tato. Serce rośnie. Zapisuję w karcie pamięci, żeby odtwarzać w  te chwile, jak się będą tłukli, albo od najgorszych rodziców nam wypominali.

Dokumentacja zdjęciowa nadlatuje.




Dzisiaj Tato, szczególnie myślimy o Tobie. Mając nadzieję na spotkanie Tam po Drugiej stronie kiedy już czas nadejdzie...

wtorek, 7 kwietnia 2015

Nowy czas...

Czuwaliśmy. Ta Noc już się wydarzyła i zajaśniała. I świeci. Piękne mieliśmy czuwanie i trudny Wielki Tydzień. Wszystko się trochę zakręca. A my już byśmy chcieli po prostej zasuwać... . Czas bardzo niezwykły. Pełen zmagań. Że aż można dotknąć Obecności Czyjejś. Tego kto daje mi jednak pokój i słodycz, pośród zakrętów. Chcę to zapamiętać. I następnym razem korzystać.

"Tato, ja nie chcę umrzeć." powiedziała moja trzyletnia dziewczynka w czasie Wielkopiątkowej Liturgii. Byliśmy w Katedrze. Chór pięknie wyśpiewywał Mękę Pańską. A Ona rozumie. "Ty też Tato umrzesz?". "Wszyscy umrą córeczko. Ale to nie koniec. Będziemy żyli w Niebie. Tam jest mój Tata i Babcia, i inni czekają na nas." "Mamo, nie umrzesz teraz?"."Dobrze." "Chcę żebyś żyła." "Ja też chcę córeczko. Dla Ciebie. I dla Taty. I dla Łobuzów. I potem razem  - Tam."
Mania i Tata 
I z Tatą poszła Krzyż adorować. Najpiękniejsze zdjęcie w diecezji im pan fotograf pstryknął. Normalnie na okładkę...
Gdzieś tam za tym oceanem jest Europa. "A dlaczego woda odpływa?"." I gdzie ona się wtedy chowa?"." A nie wylewa się?". "Ale silna ta woda. "
"Jaś uważaj wpadniesz do wody!!!!. Antoś nie idź tam! Mamo, boję się! Mateusz zejdź!" - Można by pomyśleć, że to ja tak dzieci ostrzegam. Nic bardziej mylnego. To Siostra, która dba o bezpieczeństwo braci. Kontrast miedzy Małą Kobietką, a Małymi Mężczyznami - zaskakujący. Oni podejmują ryzyko. Rywalizują. Odkrywają. Działają. Ona myśli, słucha, zapamiętuje i troszczy się.

Ocean huczy. Samoloty lądują. Wiatr szumi. A Łobuzy, co? Skrzeczą jak mewy. Pomiędzy mewami. Biegają jak szalone. Rzucają kamienie do wody. Brudzą się z radością. A po powrocie do domu mają jeszcze siłę!!!. Może się na tej ławce wyspały?. Takie te Łobuzy magiczne,  choć kłótliwe to dobra z nich załoga.



piątek, 16 stycznia 2015

Odliczanie...

Bijcie brawo! Odkryłam właśnie pisanie z komórki, z telefonu takiego co to palcem dotykasz i słowa wyskakują.  Po tylu latach...
Więc może się i uda coś z podróży życia wrzucać. We will see.
Dzisiaj dzień historyczny:) Nasza Księżniczka,  Żabka, Kotek, Baby Taty, Rita ( to ukochana starsza koleżanka), Elsa itd, itd  kończy  TRZY lata. Dacie wiarę? A gada jak nakręcona. Choć i milczeć potrafi. Wie gdzie wszystko leży. Wszystko słyszy i kojarzy. Wie kto, co i jak... Normalnie prawdziwa kobieta.
Będziemy pośród pudeł i innych kartonów dmuchać  świeczki na torcie. Mania już czeka:).
Ja zrobiłam sobie chwilę oddechu i klikam tu do Was nowo odkrytym sposobem:). Mały ten ekranik, ledwo widzę - ale da się!
Dom pustoszeje. Jeszcze tu i tam spakować. Zorganizować ubrania i jedzenie na podróż. Wypłakać się żegnając. I  ruszamy.  Za 3 dni. W niepewność i nieznane, ale pewni, że Ojciec Niebieski, który lilie na polu stroi i ptaki niebieskie karmi, to i nas nakarmi i przystroi. Więc taka cicha, trochę jeszcze stłamszona tym pakowaniem i sprzątaniem, radość się budzi. Nowa przygoda startuje!  


poniedziałek, 22 grudnia 2014

Że niby na drugiej półkuli też Boże Narodzenie - Dziecko na Warsztat II grudniowy

Święta Bożego Narodzenia. No pewnie, że muszą być białe. Że bez śniegu? Jak to Mamo? Że upał? No, serio, Mamo nie żartuj! Naprawdę?
A ja tylko opowiadałam im o rozmowie z jedną żoną z Argentyny rodem. A, bo tam w Boże Narodzenie wszystko jest inaczej. Prawie:) Bo najważniejsze rzeczy są na swoim miejscu. Dzieciątko co się rodzi i Matka, i Józef. I aniołowie co budzą pasterzy śpiących snem zasłużonego. Tak ich skutecznie budzą, że ci pędzą do szopy zobaczyć co się dzieje i stada zostawiają. A jak im je ktoś ukradnie? Jaki wilk albo co? Nowina jest tak szokująca i poruszająca, że nie dbają o to. A dlaczego oni zostali wybrani, dlaczego im anieli ogłosili? A nie krewnym Józefa (tym którego nie chcieli z ciężarną żoną do domów przyjmować), albo kapłanom jakim, czy starszym. A może chociaż jakim porządnym ludziom, po bożemu w domach swoich śpiącym. A nie jak ci pasterze nie wiadomo co w tych górach robili.  Nie. Aniołowie "Gloria in excelsis Deo" śpiewają i do Betlejem iść im każą. I poszli. Dzieciątko znaleźli. COŚ musiało w tym maleństwie być. Że Mu pokłon oddali. Że adorowali. Takiego w pieluchach, co może oczy parę razy na Nich otworzył... Króla.
No więc, to wszystko w Argentynie mają.  Ale świętowanie - inne. W Wigilię pieczony prosiak, coś na grillu - parillada Argentina, panettone (nie wiem czemu uwielbiane przez mojego M.).
Idą do Kościoła wieczorem a potem impreza na całego. Całymi rodzinami, ze znajomymi i sąsiadami, hucznie. A potem młodzi idą na dwór. Bo nareszcie można odetchnąć (w dzień jest 40C). I puszczają fajerwerki i tańczą do upadłego. A znajoma mówiła, że jak Jej mąż, narzeczony wtedy jeszcze pierwszy raz z Nią spędzał Święta u Niej, z jej rodziną na drugiej półkuli, to był w szoku. I gdzieś o 3ciej rano wymiękł. Nie dał rady. Poszedł spać. (I tak dzielnie się trzymał:) a ona zadziwiona. A potem Ona. Święta w Colorado. Biało. Zimno. Najpierw obiad potem do Kościoła na pasterkę. A potem... do łóżka..
I tak sobie rozmawialiśmy o tym jak różne zwyczaje są na świecie. I o tym, że prezenty tam nie Dzieciątko przynosi, nie Święty Mikołaj (i oczywiście nie Santa) tylko Trzej Królowie. Na 6tego stycznia.
O , Mamo, a nam też królowie przynoszą. Ale na urodziny Jezusa, On nam też daje prezenty. Czy to nie jest fajne, Mamo?
Fajne. A w Polsce to i na Mikołajki też były. Nawet jeżeli to Mama całą noc grę planszową robiła albo maskotki szyła. Albo, że sąsiadka worek zabawek po wnukach przyniosła. Bo miło dawać i patrzeć jak się cieszą:). I w tym roku cuda się stały i pod choinką prezenty leżały...

W Argentynie szopki szykują, miasteczka całe, Betlejem. My też się staramy zawsze coś przygotować. Pamiętam w pierwszym naszego tutaj mieszkania butelkową zrobiliśmy. I Maryję i Józefa i aniołów i pasterzy i nawet jeden paulin się zaplątał. W tym roku też się udało. W rozmiarze mini, bo możliwe, że szykują się wielkie zmiany i trzeba będzie się pakować szybko.
Szopka do zabawy taka. Do opowiadania historii. TEJ, od której się zaczęło.


Potrzebna nam była puszka po ciasteczkach, filc, takie niby spinacze z główkami (mogą być zwykłe drewniane spinacze do bielizny), klej na gorąco, włóczka i patyczki, i pudełeczko jeszcze.

Wszystkie postaci mogą się przemieszczać co z upodobaniem robią, a historia opowiadana w różnych wersjach.
I poszli, bo cezar kazał im się policzyć. I szli i szli. A potem pukali. Puk, puk. Czego chcecie, skąd idziecie? Moja żona jest w ciąży, noclegu szukamy.. A idźcie stąd, miejsca nie mamy!... Puk, puk? Kto to puka, czego szuka? To ja Jóżef, twój kuzyn.. Nie ma miejsca...
i tak dalej i tak dalej...
A potem Dzieciątko się rodzi i aniołowie śpiewają. A na koniec Trzej Mędrcy przybywają, czołem biją i dary składają.
A Mania myśli, że to dla Niej tylko i opowiada sobie. Puk, puk. Kto to?.....No i baby się rodzi.

 I Trzej Królowie do L. zawitali. Jak co roku w drodze do Betlejem się zatrzymali. A czy ktoś w nich rozpoznał dwóch braci Łobuzów? Nie, chyba nie, coś mi się przywidziało...
https://fbcdn-sphotos-f-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xap1/v/t1.0-9/10891676_10205805502518303_4254195594175778318_n.jpg?oh=95f67e400646384ce54848f1bc463412&oe=553B66A6&__gda__=1430433267_2d105e82bb7d1830bd7ec4f0b3314f4e

  co się u innych działo?
Zobaczcie sami!


wtorek, 26 sierpnia 2014

Przelewanki-dolewanki:)

Chłopcy oglądają z wypiekami na twarzy Skrzypka na dachu, Tata zajęty w komputerze, Mama porządki w szafkach rozpoczęła. Co ma robić słodka mała Dziewczynka? Zdecydowanie najciekawsze to te Mamine porządki są. Ale co zrobić jak Mama porządkuje lekarstwa i inne niezbyt przyjazne Dwuletnim ciekawskim rączkom skarby? Coś wymyślimy!
 Naczynie jakieś większe, płaskie na pewno i u Was się znajdzie. Buteleczki, kubeczki, strzykawki od lekarstw, dozowniki, pipetka, łyżki i łyżeczki. Co tam szafki i szuflady wyplują:). A jak jeszcze znajdą się jakieś barwniki spożywcze? Full wypas, że tak użyję języka obcego:).
 Manię wciągnęło na całego. Najpierw wołała Mamę do pomocy, ale szybko zorientowała się o co chodzi i dawaj, wlewać, przelewać, nalewać, dolewać. Mieszać kolory - o to bardzo fajne zajęcie:). Zabawa z gatunku tych co to pod ręką i organizowana na szybko a frajda na całego! A jaka rozwojowa!
"If I were a rich man..." śpiewają Łobuzy. A mogę też ponalewać? A tym się pobawić? A mi też zrobisz kolory? Ja też! Ja też! oczywiście zabawa wodą zawsze wzbudza emocje, 
u Was też?
Szafki posprzątane. A wodne akcesoria zyskały niebieskie pudełeczko i obok suszących się naczyń czekają na kolejną kąpiel. Zbyt długo nie poczekają, to pewne.

Poza tym Trzy Średnie Łobuzy ogarnęła namiętność do pisania listów. Ciekawe jaki wpływ miał na to list otrzymany dzisiaj przez Matiego od polskiego kolegi ? :). I Antoni zmusił Mamę do wydania papieru i pomocy w pisaniu. A jak A. zaczął to i Jaś wyskrobał. I Mateusz też odpisuje... A rodzice się cieszą, bo dzieci polski ćwiczą. W piśmie. Miód - malina:)
I tu apel do Rodziny i Znajomych. No, prośba uprzejma taka. Piszcie do Łobuzów! Listy, maile co tam Wam przyjdzie do głowy.... Odpiszą...

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

No i idziemy do szkoły...

No, to koniec. Wakacje 2014 oficjalnie uważam za zakończone:) 
Dzisiaj Łobuzy wyruszyły pierwszy raz do szkoły. Co prawda tylko na chwileczkę, przywitać się, rozejrzeć. Jutro z nową energią zaczynają prawdziwą naukę. I nie mogą się już tego jutra doczekać, o dziwo. Dwóch starszych wyruszyło rano do Gimnazjum. (Ci już z trochę mniejszym zapałem:):) Ambitny plan pojechania do szkoły na rowerach spalił na panewce, bo... padał deszcz:).
W Naszej szkole prawie same zmiany. Każdy ma nową nauczycielkę. Jaś znaną nam, ulubioną, a Mati i Antoś całkiem nowe w szkole. 
Nasza Księżniczka oczywiście, też zapakowała plecaczek. Wieczorem razem z Braćmi. I natychmiast rano wstała, kiedy tylko drzwi skrzypnęły... I plecaczek na plecy włożyła, gotowa do drogi! Ciekawe jak będzie przeżywać fakt, że pięć dni w tygodniu dom 7 godzin będzie pusty...

Co nam nowy rok szkolny przyniesie?....

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Dziecko na Warsztat - Muzycznie:) (warsztat zaległy styczniowy)

 Czasami zastępuję w naszej szkole Panią od Muzyki. Kiedy jedzie na urlop zimowy z dziećmi. Albo ma koncert lub szkolenie. (nasza Pani od Muzyki gra pięknie na skrzypcach w stanowej orkiestrze.) Najczęściej Pani zostawia mi plan zajęć, zawsze mówi ale jak chcesz to możesz coś z nimi sama zrobić wedle uznania:). Tym razem planu nie było i mnie to ucieszyło. Mogłam sobie powarsztatować z dziećmi.

Użyłam do warsztatu:
płyty CD- Muzyka dla ucha malucha
kolorowe kartki
kredki, flamastry
sala muzyczna (gdzie jest przestrzeń do tańczenia)

 Poprosiłam dzieci, żeby usiadły na dywanie i zamknęły oczy. Wtedy puszczałam im po kolei kilka kawałków z płyt. Po wysłuchaniu (1-3 min. w zależności od wieku) poprosiłam by oczy otowrzyły i spróbowały opowiedzieć co sobie wyobrażały kiedy słuchały muzyki. Odpowiedzi były różne. Niektóre dzieci bardzo się wczuwały inne próbowały zaistnieć w grupie i wymyślały halloweenowe odpowiedzi... Generalnie myślę, że im się bardzo podobało.
Następnie poprosiłam je żeby wstały. I znowu puszczałam muzykę. I poprosiłam żeby tańczyły tak jak gra muzyka. To im się BARDZO podobało. Tańczyliśmy też razem. Tzn. Ja im coś pokazywałam a oni za mną wężykiem, wężykiem...
Na koniec żeby ich trochę wyciszyć przed następną lekcją posadziłam ich na dywanie z powrotem dałam po kartce i puszczając muzykę poprosiłam o ilustrację do tego co słyszą.
Niestety nie zrobiłam żadnych zdjęć ich rysunków, a szkoda:)
Zajęcia przeprowadzałam w dwóch grupach:
 zerówkowiczów (5-6 lat) 
oraz w połączonej klasie 1szej i 2giej (6-8 lat)

A na koniec Mania tańcząca na naszym łóżku (!) do muzyki dla ucha malucha:)


Jeżeli chcecie znaleźć więcej inspiracji do zajęć muzycznych z dziećmi w różnym wieku zajrzyjcie do tych kreatywnych mam:

piątek, 16 maja 2014

Kołderka nie całkiem babcina i "indiańskie" akcenty w Krainie:)

Śpią lale. Cicho! A za oknem śnieg pada i pada... Zimno tak się zrobiło. A maj przecież... U Mamy w koszyku "granny's squares, polegują cichutko. ( Nie, nie Babcia je zrobiła, ani do Babci nie należą, tak się poprostu nazywają, córeczko). Miała być narzuta na Manine łóżko ale to chyba nie w tym tysiącleciu. A kwadraty popiskują słodziutko, przekonują, chciałyby być użyteczne jakoś, może bawić się? Och, aż im się brzegi  trzęsą z radości na  tę myśl! A lalki marzną, oj marzną! 

Patrz, Jasio! Patrz! ciepło tym lalom już chyba? A Mamie na chandrę najlepiej (oprócz sprzątania, co każdy wie:) robi jakaś ręczna robótka. Co prawda nigdy nie wiadomo jaka i co z niej wyniknie, ale tym razem chociaż lale komplet pościelowy zyskały:)

Gwoli ścisłości to już tydzień temu tym lalom się tak standard życia podniósł. A obecnie mamy w domu dwóch czerwonoskórych, skośnookich Łobuzów. Nie, nie powiększyła nam się rodzina! "Tylko" jakiś obrzydliwy amerykański wirus dziecięcy się przyplątał. I nic Wam się nie pomyliło, Tak, tak Łobuzy jeszcze nie skończyły brać leków na anginę... a tu nowa "niespodzianka". Normalnie odrabiamy za te cztery lata mieszkania na Dzikim Zachodzie, eh. A tu koniec roku, oceny, koncerty, jutro wyczekany mecz siatkówki szkolnej reprezentacji... I co? W domku pod kołderką mogą się słowami poprzerzucać i poduszkami... Cóż. Taki mamy klimat:)
Dobranoc!


piątek, 25 kwietnia 2014

Taka notka na szybko:)

Chrystus Zmartwychwstał i Żyje! A my tego doświadczamy:) Czego i Wam życzymy na każdy dzień:)
Jakoś tak wielkopostnie w Krainie posty się nie chciały publikować:). Ale żyjemy, wszystkich  zaniepokojonych uspakajam, nic się nie zmieniło ciągle jest nas Ośmioro, wszystko się kręci, jeszcze się nie przeprowadziliśmy:)

Dorobiliśmy się kilku rodzinnych anegdotek na przykład takiej:

Trzymam Manię na rękach, przytulamy się.
- Jesteś moją Małą Dziewczynką? - pytam słodko.
- Nie! - stanowczo odpowiada moja dwuletnia Córeczka.
- Naprawdę? - dziwię się - a to może jesteś Stara Baba? - pytam zaczepnie.
-Nie! - Mania się nie waha - Chał stala baba!! - oznajmia radośnie wskazując na wchodzącego Najstarszego Brata.
I tak się wszystko wyjaśniło:) M1 to Stala Baba - tak się wszyscy uśmialiśmy , że nas brzuchy bolały a w/w prosił, żebym koniecznie zapisała to na blogu. To i jest.

Matka w Krainie wolne chwile poświęca na dzierganie i klejenie zawartości "koszyka" Handmade na szkolną akcję fundraisingową - doroczną FIESTĘ, która nadchodzi wielkimi krokami. Dostałam też za zadanie ozdobienie Paschału tegorocznego naszej wspólnoty co nocami poczyniłam i bardzo miło wspominam:), zobaczcie sami co mi wyszło:).
W sobotę planujemy warsztaty historyczne, w poniedziałek spodziewajcie się relacji:).

A teraz idę już spać, tyle na dobry wielkanocny początek! Dobranoc!

wtorek, 25 marca 2014

Matematyka jest wszędzie - Dziecko na warsztat w marcu:)

Niby taka prosta sprawa. Kalendarz. A jednak w Krainie znowu trudno nam było (jak widać) policzyć do 24-ech i opublikować relacje z warsztatów na czas. Wybaczcie. Marzec jakoś się zdecydowanie skrócił nam w wirtualnym świecie, bo na dwa tygodnie Matka i Ojciec przenieśli się do krainy dzieciństwa i nagle z 4 -tego zrobił się 18-ty i nic się nie dało z tym zrobić. Nawet jeszcze żadnych "wspomnień" nie opublikowałam ani nawet wzmianki ...
 Wróćmy jednak do tematu. Jak wiadomo matematyka potrzebna jest w życiu codziennym - nieustannie. Jedna ze znanych mi Matek Wielodzietnych próbując swoją nastoletnią córkę przekonać do powyższej teorii, posunęła się nawet do próby opisania potrzeby znania wzoru na objętość kuli (4/3 PiR2) dla kobiety w stanie błogosławionym....:):)
Liczenie do pięciu zaś jest znaną i skuteczną metodą na badanie granic jakie rodzice mają.... ups ... tzn. na danie dwulatkowi chwili na podjęcie wyboru - posłuchać  rodzica czy nie.

Liczymy talerze na stole i czy pasuje do niej ilość pozostałych widelców i noży, czy też trzeba zamoczyć rączki i umyć brakujące tak aby każdy w rodzinie mógł wykazać się umiejętnością kulturalnego jedzenia, bez konieczności używania palców:)
Liczymy cukierki i ciasteczka dzieląc przez osiem, bo chcemy wiedzieć ile przypada na osobnika. A  czasami działanie jest utrudnione, bo trzeba uwzględnić wiek danego żarłoka:)
Liczymy kafelki na podłodze i osoby w pomieszczeniu, kiedy nudno jest bardzo. Odliczamy dni do wakacji albo przyjazdu Cioci. Odmierzamy składniki mieszając ciasto na chleb albo ciasto, mnożąc przez dwa albo trzy, żeby było więcej:). Szacujemy objętość jaką ma dana koszulka czy bluza, obliczając prawdopodobieństwo czy jest ona nasza czy też starszego (młodszego) brata:). A i ciągle poszukujemy par do tajemniczo znikających skarpetek. I tak mija dzień za dniem...
Ale na potrzeby warsztatowe i edukacyjne pokażemy Wam też migawki z zabaw matematycznych jakie udało mi się sfotografować:)
Układanie par. Tym razem nie ze skarpetek. Zwierzęta. Karty trójstopniowe, nie mam pojęcia skąd, zrobiłam dawno, bawimy się. Mania z Babcią w Tombolę grała w Polsce i pięknie dobiera już pary a radość Jej bezcenna jest:)
 Ryba. I druga jest tutaj! Widzisz , Mamo?
 Mama kostki wyjęła mając w planie ambitne matematyczne zabawy ale najfajniejsze jest konstruowanie w przestrzeni z tego co Mama daje.
 Długie kwadranse Mania zajmowała się kosteczkami do liczenia, zaledwie po paru minutach poświęconych na przyporządkowywanie liczby do cyfry.
Kosteczki rządzą. Budowanie wież i innych konstrukcji pochłania Manię i fascynuje wszystkich po kolei:)
 No, i hit naszego warsztatu. Liczydła. Zrobiliśmy sobie własne jak zwykle:). Lubimy tak. I fajnie było sobie nawlekać i nawlekać i nawlekać.
 Albo wbijać patyczki w styropian. Zajęcie bardzo rozwijające. I jakie efektowne:)
Liczydła już kiedyś zrobiliśmy, bardziej trwałe ale przy ostatnich porządkach pozbyłam się ich. To i mogliśmy znowu się pobawić:)
 I wreszcie zagadki:) Obliczenia. Używamy liczydła. No, może nie zawsze sześciolatek je potrzebuje, liczy szybciej w pamięci ale frajda polega na przesuwaniu koralików.
 Obliczenia robią się bardziej skomplikowane:)

A to niektóre z gier gotowych, popularnych w Krainie, bardzo matematycznych:)

I na koniec partyjka "Cztery w rzędzie". Jaś i Mama, czytaj Mania wrzuca gdzie Mama pokaże. Albo gdzie Antoś. Albo.... kombinacji sporo...

Zapraszamy też zajrzyjcie do starszych postów zobaczycie jak bawiliśmy się matematycznie kiedyś:)


Oczywiście zapraszamy też na inne blogi, będzie mnóstwo świetnej zabawy, zapewniam!