Dzisiaj postanowiłam się pobawić. Nareszcie Łobuzy wszystkie co powinny poszły do szkoły.
Pytali mnie ostatnio czy nie mamy jakichś ulic do samochodów ( jakbym miała jakoś ukryty skarbiec z zabawkami :)
Zamierzam zrobić Antosiowi matę samochodową z kilku podkładek, ale to potrwa trochę, mam jeszcze ponad miesiąc do Jego urodzin....
Pomyślałam, że połączę przyjemne z pożytecznym i porysuję sobie troszkę :) Miałam w "closet" (szafa w ścianie - nie myślcie sobie) kartony, na których z uczniami na religii robiliśmy różaniec i coś tam jeszcze. A z drugiej strony puściutkie. Czekały na zagospodarowanie.
Skleiłam dwa razem. Wzięłam marker i poszaleliśmy. Nie nadążałam ulic rysować tak szybko te samochody Jaś-kierowca prowadził :) Zabawa przednia! Polecam.
A potem Jasio narysował konie! Koniecznie z ogonami. Cztery. Czemu? Może dlatego, że wokoło pełno koni... ;) Stoją sobie na trawnikach. I trawę zjadają. Albo może czekają na jeźdźców?
Na koniec poustawialiśmy nasze kolorowe, drewniane klocki.
Zrobiliśmy przejazd pod wiaduktem i domki, i drzewa. Trochę mało było tych klocków to dostawiliśmy dźwig i kowbojski budyneczek...
Zrobiliśmy przejazd pod wiaduktem i domki, i drzewa. Trochę mało było tych klocków to dostawiliśmy dźwig i kowbojski budyneczek...
A potem przyszli starsi bracia i samochody śmigały, śmigały...
Tak, jestem juz pewna, zdecydowanie lubie tutaj zagladac. :)
OdpowiedzUsuńCieszę się!
OdpowiedzUsuńświetny pomysł !!! moim dzieciakom na pewno się spodoba, zapraszam do mnie: www.pomyskowo.blogspot.com :)
OdpowiedzUsuńMysek, Twój blog podziwiam od dawna!
OdpowiedzUsuńMama to skarb, ale taka Mama jak Asia to suuuuuper skarb :-)
OdpowiedzUsuń