środa, 7 maja 2014

Tak pomiędzy...

Miało być tak pięknie. Odwołany wyjazd do Denver w sobotę to i wolne się szykowało. Nareszcie szykował się czas na warsztaty historyczne...Ale nie tak łatwo. Oj, nie! W Krainie trudno coś planować na bank. Bo to wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie, niestety. Zamiast bitew, królów i map zakrólowała u nas... gorączka i ból gardła. Jednym słowem angina. W ostrej odmianie... Tuż przed weekendem, oczywiście. Eh, niewesoło się zrobiło. Wszystkie Łobuzy pokotem na kanapie i pod leżały. A potem termometr pokazywał coraz dziwniejsze liczby... Dzisiaj już chyba wszystko opanowane, lekarstwa zaaplikowane, temperaturki wracają do normy chociaż cała załoga na pokładzie ciągle się kotłuje. Mania szczęśliwa. Bracia są. Cały czas!:)
No, to i dzisiaj nawet warsztaty się zaczęły realizować. Powoli i z namaszczeniem:) Może już niedługo uda się zakończyć?:)
A wokoło trawa się zrobiła zielona. Krzewy przed domem też już małymi listkami mogą się pochwalić. Pięć tulipanów szykuje się do rozwinięcia. Malutki bratek pyszni się przed oknem... Słońce przygrzewa miło... I tylko w czwartek śnieg zapowiadają... eh, Wyoming:):)
Ale potem już wakacje będą. A my ciągle jeszcze nie wiemy kiedy i jak dokładnie się przeprowadzamy - więc Kochani módlcie się za nas w tej niepewności i w ogóle. Bo nam troszeczkę nasza pustynia doskwiera... choć piękna jest:)

 

3 komentarze:

  1. My też zwykle zastanawiamy się, planujemy, rezerwujemy, a potem odwołujemy, złościmy się i idziemy do lekarza:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jedyna nadzieja, że dzieci dorastają:) U moich już widać, że mniej chorują ale tym razem rozłożyło nas na łopatki:(

    OdpowiedzUsuń

Czekam na Twój komentarz:):)