wtorek, 4 czerwca 2013

O tym co się dzieje kiedy słyszę, "mamo, zróbmy coś z TEGO..." i o łataniu dziur w lekcji...

Miesiąc maj był miesiącem pewnej niepewności. Niepewności czy zostaniemy w obecnym domu czy będziemy wynajmować inny... Na tę okoliczność rosła "na wszelki wypadek" w garażu sterta KARTONÓW, kartoników i pudełek. Urosła całkiem, całkiem. Niektóre kusiły i kuszą Łobuzy . J. raz po raz rzucał: "mamo, zróbmy coś z TEGO", z TAMTEGO na pewno COŚ zrobimy... I pewnego dnia spojrzawszy na Niego nowymi oczami , rzekłam: Synu! Lat masz już pięć i pół: Zrób to sam! - zabrzmiało to niemalże jak echo dzieciństwa - programu pana Adama Słodowego... Synek spojrzał na mnie i już myślałam, że powie: "ależ , mamo cała przyjemność w robieniu tego razem!"... ale nic z tego, nie byłam mu potrzebna już. Dorósł. Nożyczki, klej, 3 kartki kolorowego papieru, zasiadł w kąciku i działał. Ja zupełnie zapomniałam, że J. coś dłubie, klei i wycina. Po godzinie zaskoczył mnie swym dziełem. Żeby nikt nie pomyślał, że ktoś jeszcze miał udział w tworzeniu, pokrył cały dach jednostajnym napisem...
A ponieważ przeprowadzki nie będzie jednak - zostało nam mnóstwo pudeł i kartonów do zagospodarowania. A tu przecież wakacje od czwartku!!!! Hurrra!
Dla mnie wakacje zaczęły się już dzisiaj, bo odbyłam ostatnią, pożegnalną lekcje religii. Zjedliśmy ciasto, wręczyłam dzieciom dyplomy, rozdałam prace, które dekorowały naszą klasę, pożegnałam się goręcej z tymi, których nie będę już za rok uczyć i ... nawet udało mi się biurko uprzątnąć i okolice:). Mam wolne! Ta dam, ta dam!
Ale znalazłam jeszcze zdjęcia, zabawy do lekcji o Zesłaniu Ducha. Takie łatanie dziury dla rozruszania dzieci zmęczonych po hasaniu na dworze w upale (albo mrozie:). Narysowałam (a właściwie nabazgroliłam) na duużym kawałku papieru uczniów i Maryję. Na wszystkich Duch w postaci ognia zstąpił... no, nie całkiem. Coś się stało z ogniem nad Maryją:):). Każdy otrzymał "płomień" do ręki. Zawiązywałam im po kolei oczy i "go!" . Wygrała Anja, bo przykleiła "Ducha Św." najbliżej głowy Maryi. Wesoło, odpoczynkowo, rozrywka w temacie.
A tak poza tym byliśmy w Denver, była konwiwencja po Wielkiej Misji. A teraz Duży M. i M2 pojechali w Góry Skaliste na dni dwa na wycieczkę klasową tego drugiego. Bo nasz Dwunastolatek skończył w zeszły czwartek uroczyście szóstą klasę i jest jedną nogą w gimnazjum. Niedowiary, zaiste... Oni coraz starsi - ale przecież nie ja?:)
Ja za to produkuję kolczyki szydełkowe i inne na ostateczne zakończenie roku szkolnego, które ma mieć miejsce w środę. Ciekawe czy kiedyś z tego mojego dziergania, lepienia i itd. coś większego się rozwinie... W sumie byłoby miło...

6 komentarzy:

  1. pokaż koniecznie te kolczyki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pokażę, pokażę już niedługo:)

      Usuń
  2. 6?! Ja przy 3 się zastanawiam mocno nad chęcią posiadania kolejnego potomka :) bede zaglądać
    pozdrawiam
    projektczlowiek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potem jest już tylko łatwiej:) Widzę, że jak ja kiedyś masz póki co samych chłopców:) wesoło, no nie:)?

      Usuń
  3. Asiu Marysiu, też ostatnio często doświadczam tego że dzieci rosną i w wielu sytuacjach są samodzielne.
    U nas też zawsze przed i po przeprowadzkach mnóstwo możliwości do kartonowych zabaw. Czekam na wpis o kolczykach. Zapraszam na konkus do nas!
    Miłych wakacji- wypoczywajcie!

    OdpowiedzUsuń

Czekam na Twój komentarz:):)