poniedziałek, 21 lutego 2011

Uczyć się trzeba - każdy wie...

Dzień prezydencki w USA. Urodziny George Washigtona. W związku z tym nie musieliśmy iść do szkoły. Ale... szkoła przyszła do nas. Dzień z Libratusem - naszą polską szkołą (homeschooling) z Krakowa. Trzy starsze Łobuzy przedzierały się przez tajniki polskiego języka, historii i przyrody. Byliśmy w Wieliczce :) Czytaliśmy lekturę "Puc, Bursztyn i goście" i robiliśmy ćwiczenia z nią związane. Uczyliśmy się o domowych zwierzętach. Duużo pracy. Czasowniki, przymiotniki, rzeczowniki.
A. zajmował się układaniem coraz bardziej skomplikowanych puzzli. I innymi bardzo ważnymi sprawami. Był z nami w Wieliczce, oczywiście. Ale J. w pewnym momencie wymagał konkretnej pracy dla siebie. Dałam mu album na zdjęcia, do którego tydzień temu włożyłam pół kompletu kart do memo-alfabetu. Wycięłam mu literki wydrukowane stąd.  Świetna zabawa. Jak widzicie dopasował wszystkie literki. Każdą czytaliśmy-mówiliśmy razem. Oglądaliśmy obrazki i mówiliśmy "sound" angielski. 

A potem używaliśmy do zabawy komputera (i tak włączonego dla starszych) i słuchaliśmy "mowy" zwierząt tutaj. J. i A. i M3. zaczarowani. Wyliśmy jak wilk. Kumkaliśmy jak żaba. Stukaliśmy jak dzięcioł i wiele, wiele innych. Oczywiście z obrazkami. Pobawimy się tak więcej. Może potem też w zgadywanki. Mam dla Jasia przygotowanych kilka "zwierzątkowych" zabaw. Stoją w kolejce razem z Programem Lotów Kosmicznych :) i tematyką wiosenną... o ile ona tu kiedyś zawita....

Wieczorem po trzeciej turze "Wyścigu Żółwików) z A. i zakończeniu działań naukowych z TrzyM. znalazłam u M2. na biurku - KRĘCIOŁKA. Nawet nie wiem kiedy go zrobił. Świetnie się kręci. Można go turlać. I odturliwać. Wow. Zdjęcia nie oddają prędkości obrotowej tej zabawki...

No, to zdradzę Wam jeszcze tajemnicę. M1 piszę książkę. Napisał już jeden rozdział z tych środkowych i PROLOG. I powiedział.:" Jak skończę to możesz umieścić ją na blogu, Mamo".
Tak więc rozpoczynam promocję. Czekajcie niecierpliwie!

2 komentarze:

Czekam na Twój komentarz:):)